Transport. Bez rozkładania rąk!

Transport. Bez rozkładania rąk!
Początek tego artykułu aż się prosi o cytat z klasyki polskich komedii: „Przystanek idę do mleczarni. To jest godzinka. Potem szybko wiozą mnie do Szymanowa. Mleko, widzi pan, ma najszybszy transport, inaczej się zsiada. W Szymanowie zsiadam, znoszę bańki i łapię EKD. Na Ochocie w elektryczny do Stadionu, a potem to już mam z górki, bo tak… w 119, przesiadka w 13, przesiadka w 345 i jestem w domu, to znaczy w robocie.” Tak podobno było w latach 70. minionego stulecia (a w każdym razie w komedii „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” w reż. Stanisława Barei). Ciężko powiedzieć, czy mleczarze w dzisiejszych czasach też mają problem ze zsiadającym się mlekiem, ale pewne jest, że w transporcie czas to ciągle największy priorytet. Dlatego my też nie traćmy czasu i zobaczmy, co czeka przyszłych studentów… transportu, oczywiście. Proszę wsiadać, drzwi zamykać!

Na początek zauważmy, że prawdopodobne studiowanie na tym kierunku nie będzie wymagało obmyślania skomplikowanych połączeń komunikacyjnych relacji dom-szkoła. Liczba uczelni, która ma naukę transportu w swojej ofercie, jest tak duża, że z łatwością powinniśmy wybrać tę, do której nie będzie nam trudno dotrzeć.

 

Prywatna, publiczna, jaka specjalizacja?

Transport wykłada się zarówno publicznie, jak i niepublicznie, tak więc pole manewru dla kandydata pozostaje dosyć duże. Wybierając szkołę prywatną, można liczyć na to, że już z chwilą złożenia dokumentów i wpłacenia wpisowego zostanie się studentem. Ceny nie należą do wygórowanych, bo rok kosztuje już od 3 tys. zł. Z kolei decydując się na uczelnię publiczną, trzeba być przygotowanym na proces rekrutacyjny, który obejmuje m.in. analizę wyników maturalnych. Tutaj należy się spodziewać większej konkurencji. Na Politechnice Krakowskiej w rekrutacji 2016/2017 na jedno miejsce na Wydziale Inżynierii Lądowej na kierunku transportowym przypadało średnio 4,48 kandydata. Dużo mniejszym zainteresowaniem cieszył się jednak transport na Wydziale Mechanicznym, bo tam w szranki o jeden indeks stawało średnio 2,35 kandydata. Nie zmienia to faktu, że nie każdy może się tu dostać. Należy pokazać się z jak najlepszej strony.

Jeśli już kandydat upora się ze skompletowaniem dokumentów, przejściem kwalifikacji i wykonaniem zdjęcia, które będzie za nim podążać przez kolejnych kilka lat, może zabrać się za studiowanie. Uczelnie oferują bardzo bogaty wachlarz specjalizacji, spośród których można po trzecim semestrze wybrać tę nam najbliższą oraz kształtującą do pracy w zawodzie. I tak np. na Politechnice Warszawskiej dostępne są: Inżynieria bezpieczeństwa i ekologia transportu, Inżynieria eksploatacji pojazdów samochodowych, Logistyka i technologia transportu kolejowego, Logistyka i technologia transportu samochodowego, Logistyka i technologia transportu wewnętrznego i magazynowania, Sterowanie ruchem drogowym, Sterowanie ruchem kolejowym, Sterowanie ruchem lotniczym czy Telematyka transportu. Jest z czego wybierać, ale – jak już wspomnieliśmy – trzeba najpierw zaliczyć kilka sesji, żeby stanąć przed możliwością sprecyzowania swojej dalszej drogi.

 

Najtrudniejszy pierwszy rok

Jeśli chodzi o egzaminy w trakcie nauki, to bywa z nimi różnie. Olbrzymie znaczenie ma uczelnia, którą się wybrało. Są takie, które nie stawiają zbyt wysokich wymagań, ale i takie, których kadra naukowa na każdym kroku będzie chciała udowodnić, że można ze studenta wycisnąć jeszcze więcej. Na pewno trzeba być przygotowanym na matematykę. Królowa nauk pojawia się bardzo często, w różnych, nawet najmniej oczekiwanych sytuacjach, dlatego bycie z nią na bakier nie wyszło jeszcze nikomu na dobre. W swojej czystej postaci występuje w liczbie 120 godzin na „inżynierce”. Do tego 75 godzin mechaniki technicznej, 60 godzin fizyki, po 45 godzin informatyki oraz nauki o materiałach. To tylko treści podstawowe, które uzupełnione zostaną o kierunkowe – a ich lista będzie dwukrotnie dłuższa. Jedno jest pewne: studentowi transportu nie powinno się nudzić. Sporo problemów mogą przysporzyć fizyka i grafika inżynierska. Te dwa przedmioty potrafią skrócić niejedne wakacje i zapewnić studentom wiele siwych włosów.

Podobno najwięcej kłopotów dostarcza pierwszy rok. Być może dlatego, że świeżo upieczeni maturzyści nie spodziewają się, do jakiej pracy zostaną zagonieni i zbyt dużo czasu poświęcają na budowanie relacji towarzyskich. W tym wypadku są one jednak głównie męskie, bo na transporcie płeć piękna to rzadkość.

Studenci na pierwszym roku nie wiedzą też jeszcze dobrze, czego będzie się ich tutaj uczyć. Ci, którzy są już blisko końca, oraz absolwenci, zauważają, że na transporcie nie wszystko jest tak, jak być powinno. Wprawdzie doceniają fakt, że ich wiedza inżynieryjna staje się rozległa i są w stanie wypowiedzieć się na wiele tematów, ale brakuje im nieco kwalifikacji, umiejętności i praktycznej wiedzy, przydatnej w codziennej pracy zawodowej. Absolwenci zwracają uwagę na zbyt duże, ich zdaniem, teoretyzowanie oraz na brak przygotowania do podejmowania konkretnych działań i decyzji.

Zakres wiedzy technicznej na pewno jest szeroki, a szkoła zapewnia dyplom i tytuł naukowy, które otwierają wiele drzwi. Braki należy po prostu uzupełniać samemu i przygotowywać się do pracy, nabierając na własną rękę doświadczenia. Pomagają w tym praktyki i staże, które odbywa się jeszcze w trakcie nauki. To także dobry czas i miejsce, by nawiązać kontakty, które w późniejszym czasie mogą pomóc uzyskać zatrudnienie. W najlepszej sytuacji wydają się być oczywiście pod tym względem studenci zaoczni, którzy już w trakcie nauki są w stanie podejmować pracę i zdobywać doświadczenie – zwłaszcza, że spedytorem lub logistykiem można zostać, mając tylko wykształcenie średnie...

Nie obejdzie się również bez nauki języków obcych. W wypadku „transportowca” wskazane jest, by był to nie tylko angielski – przyda się np. niemiecki albo rosyjski.

 

Szukamy pracy

Gdy student jest już po drugim egzaminie dyplomowym, jako magister inżynier na kierunku transport zaczyna szukać pracy. Pierwszy problem, na jaki się natyka, to oferty. W transporcie najbardziej potrzebni są kierowcy, którzy zresztą całkiem nieźle zarabiają, ale przecież nie po to, by siedzieć za kółkiem, absolwent zarywał noce, analizując mechanikę płynów... Tym bardziej, jeśli wybrało się specjalizację niemającą nic wspólnego z transportem drogowym. Ofert nie ma więc bardzo dużo, ale niewątpliwie fachowcy są potrzebni. Głównie z doświadczeniem. Można jednak natrafić na propozycje pracy w logistyce i spedycji, które nie wymagają ani doświadczenia, ani wykształcenia. Zarobki specjalisty do spraw logistyki wynoszą ok. 3600 zł, można więc np. podjąć taką pracę i spokojnie zdobywać praktyczną wiedzę oraz umiejętności, nie martwiąc się o wynagrodzenie. Zdecydowanie więcej zarobi oczywiście kierownik do spraw transportu. Może on liczyć na 5700 zł, jednak w tym przypadku niezbędne jest już doświadczenie. Jeśli zaś komuś marzy się stanowisko dyrektorskie, powinien pomyśleć o skończeniu dodatkowo studiów MBA. Pamiętając o tym, że bez znajomości angielskiego nie obejdzie się nawet na niższych stanowiskach.

 

Zasadnicze pytanie: czy to masz?

Transport to miejsce dla osób, które charakteryzują się nie tylko analitycznym umysłem i zdolnościami organizacyjnymi, ale są odporne na stres, potrafią podejmować szybkie decyzje i starają się rozwiązywać problemy, zamiast rozkładać ręce, mówiąc: „nie da się”. To praca dla osób, które umieją zarządzać i kierować zespołem, a w razie potrzeby prowadzić swobodną komunikację z klientem.

Transport to bardzo ciekawy kierunek, zapewniający różne możliwości zatrudnienia i satysfakcjonujące wynagrodzenie. Należy sobie jednak odpowiedzieć na zasadnicze pytanie – czy ma się wyżej wymienione cechy i umiejętności. Jeśli tak, to rzeczywiście zachęcamy, by spróbować swoich sił na transporcie.