Dźwięk w filmie - część 5. Musical "La La Land"

Dźwięk w filmie - część 5. Musical "La La Land"
Kontynuując temat dźwięku we współczesnych produkcjach filmowych, warto przyjrzeć się bliżej temu, jak powstawała ścieżka dźwiękowa do obsypanej niedawno Oskarami produkcji „La La Land”.

Film "La La Land" to musical, w którym wiele partii śpiewanych przechodzi płynnie w dialog, i na odwrót. Wydawać by się mogło, że jest to rzecz naturalna – wielu widzów w ogóle nie zwraca uwagi na wynikające z tego problemy techniczne. Gdyby jednak przyjrzeć się pod tym względem wielu innym filmom, szybko okaże się, że reżyserzy starają się ominąć ten kłopotliwy element na wiele różnych sposobów.

Na ogół jest tak, że po zakończeniu partii śpiewanej zmienia się plan, scena czy nawet miejsce akcji. Wszystko po to, by nie doprowadzić do konfrontacji brzmienia głosu śpiewanego z następującą potem partią mówioną. Partie wokalne są na ogół nagrywane znacznie wcześniej, zaś aktorzy na planie w sposób mniej lub bardziej udany jedynie symulują to, że śpiewają. Gdy jednak zaczyna się dialog, czy to rejestrowany na planie, czy też pochodzący z postsynchronu, pojawia się różnica w barwie głosu, która może zabrzmieć wyjątkowo sztucznie.

Nawet w jednej z największych produkcji musicalowych ostatnich lat, jaką był fi lm „Nędznicy”, reżyser nie zdecydował się na taką konfrontację. W efekcie wszystkie partie są tam śpiewane (co ciekawe, śpiewane na planie!) i nie ma dialogów. Podobnie dzieje się w klasyce gatunku, czyli „Parasolkach z Cherbourga”, z nieśmiertelną muzyką Michela Legranda.

Pod tym względem „La La Land” jest pierwszym filmem, w którym w sposób wyjątkowo przemyślany i z bardzo dobrym skutkiem udało się sprawnie połączyć partie śpiewane z dialogami w taki sposób, by widz był przekonany, że wszystko zostało zaśpiewane do kamery. W wielu wypadkach zresztą tak właśnie było...

Śpiew i mowa w filmie "La La Land"

Jak mówi Marius de Vries, producent dźwięku do „La La Land”:

„Reżyser filmu, Damien Chazelle, miał pomysł na głęboki, nowoczesny film, którego estetyka gryzła się z tendencjami panującymi w nowoczesnych produkcjach. Chcieliśmy więc zaangażować wszystkie dostępne techniki dźwiękowe, ale nie po to, by ulepszać to, co powstało na planie i poza nim, ale by podkreślić naturalność i wyjątkowość występów, instrumentów, muzyki. Są tu np. wokale, które brzmią, jakby całkowicie pominęły studio, i jest to rozwiązanie celowe”.

W większości współczesnych filmów muzyka do nich powstaje na ogół w programach DAW, z wykorzystaniem plików MIDI i bibliotek brzmień instrumentów orkiestrowych. Takie rozwiązanie jest znacznie tańsze od nagrań orkiestry, pozwala na wprowadzanie szeregu różnych poprawek już na etapie produkcji, a brzmieniowo oferuje bardzo wysoką jakość. Jeśli reżyser uzna, że trzeba jednak nagrać „żywe” instrumenty, wówczas te wstępnie przygotowane w MIDI partie rozpisuje się na nuty i nagrywa w studiu w takiej formie, w jakiej naszkicowano je w aplikacji DAW.

Jednym z największych wyzwań podczas pracy nad „La La Land” było zrealizowanie sceny otwierającej fi lm, z tancerzami w ulicznym korku na autostradzie w Los Angeles (fot. Dale Robinette)
Jednym z największych wyzwań podczas pracy nad „La La Land” było zrealizowanie sceny otwierającej film, z tancerzami w ulicznym korku na autostradzie w Los Angeles (fot. Dale Robinette)

Każda ekipa filmowa rejestruje dźwięk na planie, nawet jeśli w postprodukcji dogrywa się postsynchrony. W przypadku „La La Land” zdecydowano się pójść jeszcze dalej, nagrywając też występy wokalistów, zwłaszcza w bliskich ujęciach pary bohaterów filmów. Jednym z rozwiązań jest dopasowanie dźwięków otoczenia i akustyki otaczającej aktorów, zarówno w partiach śpiewanych, jak i mówionych. To oznaczało nagrywanie dialogu i śpiewu przy użyciu takiego samego zestawu, w tym samym miejscu i w tym samym momencie. De Vries tak opisuje tę sytuację:

„Po raz pierwszy spróbowaliśmy tego w scenie z utworem „Someone In The Crowd”, gdy Mia śpiewa do siebie przed lustrem. Nagraliśmy jej głos za pomocą mikrofonu wpiętego w bluzkę i mikrofonu na tyczce umieszczonego nad jej głową. Ujęcie kamery jest tylko na Emmę. W jej peruce umieściliśmy odsłuch, w którym słyszała podkład muzyczny. Powtarzaliśmy ten zabieg wiele razy także w piosence „City Of Stars”, gdy Ryan Gosling i Emma Stone grają razem na fortepianie, a Mia śpiewa. Dzięki temu doszliśmy do rozwiązania, które pozwoliło aktorom czuć swobodę, słyszeć muzykę i wykonywać utwór na żywo. Zasada była taka, że wokaliści narzucali początek, a pianista grający podkład muzyczny podążał z akompaniamentem”.

Jest jedna scena, w której Emma przez ponad 4 minuty przechodzi z delikatnego monologu w śpiew, a następnie znów szepcze, kamera zaś w tym czasie robi zbliżenie i kręci się wokół niej. To wszystko w jednym ujęciu bez cięcia, także w warstwie dźwiękowej.

De Vries:

„Operator mikrofonu tyczkowego zwisał z sufi tu i trzymał mikrofon w równej odległości od twarzy Emmy. Równocześnie realizatorzy rejestrowali dźwięk z mikrofonów ukrytych w ubraniu. Największą przeszkodą było to, że kamera musiała się poruszać wewnątrz pomieszczenia – najpierw zbliżać, potem oddalać, a wszędzie znajdowały się meble. Więc gdy tylko znalazła się nad mikserem, część ekipy bezszelestnie przesunęła go do tyłu. Takie małe rzeczy wymagały dokładnego planowania i prób, łącznie z informowaniem Emmy o tym, co się dzieje na planie, by była tego świadoma i nie zwracała na to uwagi. Nawet w utworach z zespołem, jak „Someone in the Crowd”, używaliśmy wspomnianych mikrofonów na tyczce i ukrytych w ubraniach dziewcząt, ponieważ zależało nam na tym, by dziewczyny nie tylko poruszały ustami, ale też śpiewały. To była kluczowa sprawa. Następnie robiliśmy 3-4 podejścia przy wyłączonej muzyce na planie, dając im tylko odsłuch douszny i nagrywając ich śpiew przy cichym otoczeniu. Kilka tych ujęć znalazło się w finalnym miksie. Emma bardzo chciała nagrywać dźwięk „na setkę”, nawet pomimo tego, że na planie panował spory chaos dźwiękowy”.

Podczas nagrań głosu aktorów, w charakterze mikrofonów indywidualnych, ukrytych w ubraniach, wykorzystano miniaturowe Sanken COS 11s. Używano ich też podczas nagrań postsynchronów, by uzyskać takie samo brzmienie. Na planie rejestrowano każdy dźwięk. Aby niczego nie pominąć, mikrofony rozstawiono wszędzie, znajdowały się na każdym aktorze i na muzykach. Czasem rejestrowano także dźwięki pomieszczenia, w którym nagrywana była scena, tworząc tło, które wykorzystywano później w miksie. Za pomocą systemu Altiverb stworzono odpowiedzi impulsowe (patrz: artykuł w poprzednim numerze MT) dla każdego środowiska, w którym dokonywano nagrań. Dzięki temu można było, korzystając z obróbki splotowej, umieścić każdy nowo nagrany instrument w odpowiedniej przestrzeni, którą widz widzi na ekranie.

Taniec w korku w filmie "La La land"

Zdjęcia miały miejsce w sierpniu, wrześniu i na początku października 2015 r. Podczas tego wytężonego okresu pracy na ekipę dźwiękową czekało wiele wyzwań, ale największym było nagranie otwierającej sceny z tańczącymi, śpiewającymi aktorami znajdującymi się w środku korka ulicznego w Los Angeles. Założeniem tej sceny było także nagranie śpiewu Goslinga i Emmy Stone na planie.

Marius de Vries i Ryan Gosling podczas kręcenia sceny gry na pianinie. Na potrzeby filmu Gosling opanował ten instrument, by wszystkie ujęcia, podczas których gra i śpiewa, prezentowały się jak najbardziej naturalnie.
Marius de Vries i Ryan Gosling podczas kręcenia sceny gry na pianinie. Na potrzeby filmu Gosling opanował ten instrument, by wszystkie ujęcia, podczas których gra i śpiewa, prezentowały się jak najbardziej naturalnie.

De Vries:

„Do tej sceny nagraliśmy wcześniej muzykę i wokale. Pierwszy problem polegał na tym, że muzyka od twarzana na planie rozchodziła się wszędzie, co mogło powodować powstawanie odbić, a głośnik musiał być niewidoczny. Muzyka musiała być też odpowiednio głośna, by każdy mógł ją słyszeć – ciężko się tańczy do dźwięków, których nie słychać. Użyliśmy systemów audio w samochodach i wielu ukrytych monitorów, które tworzyły niewidzialny system PA. Chcieliśmy także nakręcić całą, 4-minutową scenę w jednym ujęciu kamery z tancerzami, wokalistami, hula-hop i wieloma innymi kolorowymi rzeczami, poruszającymi się i generującymi dźwięki”.

Ciekawie rozwiązano kwestie odsłuchu dla tancerzy poruszających się między autami. Wykorzystano w tym celu... radia samochodowe. W ramach sesji Pro Tools ułożono poszczególne fragmenty utworu, które odtwarzano w tym samochodzie, przy którym znajdowali się aktorzy będący aktualnie w kadrze. Przed każdą zmianą punktu widzenia kamery dźwięk pojawiał się także w kolejnym aucie, więc następni aktorzy mogli już przygotowywać się do swojego wejścia w kadr, zaczynając tańczyć i poruszać ustami zgodnie z muzyką.

***

Jak się zatem okazuje, nowoczesna technologia to nie wszystko. Chcąc w ramach produkcji dźwięku do filmu uzyskać odpowiednią wiarygodność i wysoką jakość, trzeba też od czasu do czasu skorzystać z mniej konwencjonalnych technik i zdecydowanie postawić na pomysłowość oraz kreatywność. Obszerny artykuł na temat produkcji muzyki do filmu „La La Land” zamieszczono w kwietniowym numerze magazynu „Estrada i Studio”. Opisano w nim wszystkie szczegóły techniczne tego imponującego przedsięwzięcia.