Papiernie pracują na pełnej ściemie. Nadprodukcja oszukańczych publikacji naukowych
To ostatnie określenie wynika z nazewnictwa angielskojęzycznego, gdyż publikacje o charakterze naukowym tradycyjnie nazywa się w nim „scientific papers” lub w skrócie „papers” (papiery). Stąd już tylko krok od określania wydawców tych publikacji „papierniami” (1).
Proceder, według badaczy, którzy zaczęli bić na alarm wygląda mniej więcej tak: firmy zajmujące się „produkcją papieru” oferują „autorstwo pracy jakowej” w uznanym czasopiśmie jako świadczoną usługę badaczom, pracownikom naukowym i studentom, którzy chcą zdobywać punkty w karierze naukowej, czyli by ich nazwiska zostały wymienione jako autorów artykułu naukowego opublikowanego w renomowanych czasopismach naukowych, za opłatą od równowartości kilkuset do ponad dwudziestu tysięcy złotych.
W wyżej opisany sposób, po uiszczeniu opłaty „firmie papierniczej”, klient staje się autorem artykułu naukowego, bez konieczności przeprowadzania żmudnych badań i opisywania ich wyników. Na całym świecie naukowcy znajdują się pod presją publikowania w recenzowanych czasopismach – czasami w celu zdobycia grantów, innym razem jako warunek awansu. Wielu badaczy twierdzi, że motywuje to ludzi do oszukiwania systemu.
Papiernie działają w krajach, których polityka w dziedzinie badań naukowych zachęca naukowców do tworzenia jak największej liczby artykułów naukowych. To np. Chiny, Rosja, Indie i Iran. Bilans ich działalności był znany już w 2023 r. Według raportu, liczba wycofanych z powodu metodologicznych mankamentów artykułów „naukowych” wzrosła z dziesięciu w 2019 r. do 2099 w 2023 r. Działalność ta ma wpływ także na głównych wydawców czasopism naukowych. Na przykład Hindawi i Wiley, wydawcy z Wielkiej Brytanii, wycofali tysiąc dwieście artykułów pochodzących z „papierni” w samym tylko 2023 roku. SAGE, globalny wydawca książek, czasopism i zasobów bibliotek akademickich oraz Elsevier, wydawca naukowy w Holandii, wycofały setki artykułów rok wcześniej.
Jak to się dzieje, że artykuły te w ogóle trafiają do wydawców? „Papiernie” zazwyczaj manipulują procesem publikacji artykułów naukowych. Artykuły te zazwyczaj stanowią plagiat innych opublikowanych artykułów, zawierają fałszywe lub skradzione dane z dołączonymi zmodyfikowanymi i zduplikowanymi ilustracjami. Oferują również przepisywanie artykułów naukowych przy użyciu generatywnych narzędzi sztucznej inteligencji, takich jak ChatGPT i Quillbot, lub tłumaczenie opublikowanych artykułów z innych języków na angielski. W niektórych przypadkach oferują miejsce w gronie autorów przed przyjęciem artykułu do publikacji. W innych przypadkach oferują umieszczanie nazwisk już po tym, jak artykuł jest gotowy do publikacji w czasopiśmie. Zatem zdarza się, że „papiernie” sprzedają „sloty autorskie” z gwarancją, że artykuł na pewno zostanie opublikowany. W rzeczywistości, zgodnie z konwencjami ogólnie przyjętymi w społeczności akademickiej, żadne czasopismo charakterze prawdziwie naukowym nie może dać takiej gwarancji. Bowiem decyzje o publikacji są zwykle podejmowane dopiero po rozpatrzeniu przez redaktorów opinii recenzentów. Oznacza to, że nie ma możliwości, aby manuskrypt został zaakceptowany przed przejściem procesu recenzji.
Typowym posunięciem jest składanie tego samego artykułu do wielu czasopism jednocześnie, aby zmaksymalizować szansę na jego publikację. Wydawcy twierdzą, że niektórzy oszuści podawali się nawet za pracowników naukowych, aby zapewnić sobie miejsca redaktorów specjalnych numerów czasopism i organizatorów konferencji, a następnie kontrolować publikowane tam artykuły. „Papiernia znajdzie najsłabsze ogniwo, a następnie będzie je bezlitośnie wykorzystywać, dopóki ktoś tego nie zauważy”, pisze Nick Wise, inżynier, który dokumentuje reklamy „papierni” w mediach społecznościowych i regularnie publikuje przykłady na platformie X pod pseudonimem @author_for_sale.
„Papiernie” oferują również szeroki zakres usług dodatkowych. Przykładowo, oferują usługi fałszywych recenzji, aby przekonać potencjalnych nabywców i wydawców, że oferowane artykuły przeszły rygorystyczną weryfikację. Niektóre z nich działają wręcz jak organizacje przestępcze, przekupując redaktorów periodyków naukowych, aby zapewnić publikację. Dochodzenie przeprowadzone w 2024 r. przez dziennikarza „Science” ujawniło, że niektórym redaktorom czasopism naukowych oferowano nawet dwadzieścia tysięcy dolarów za współpracę z „papiernią”. W dochodzeniu zidentyfikowano ponad trzydziestu pracowników renomowanych międzynarodowych czasopism jako osoby współpracujące w tym procederze.
Jedną ze wskazówek pozwalających rozpoznać działania „firmy papierniczej” jest różnorodność autorów publikacji. Na przykład artykuł na temat aktywności chrząszczy atakujących uprawy w Kazachstanie został, jak wynika z wnikliwej analizy, napisany przez autorów, którzy nie są powiązani z instytucjami w Kazachstanie ani ekspertami w dziedzinie owadów czy rolnictwa, za to występują wśród nich specjaliści w dziedzinach anestezjologii, stomatologię i inżynierii biomedycznej. Potencjalni klienci „papierni” zazwyczaj muszą godzić się na zachowanie poufności. Zgadzając się na tę zasadę, kupujący nie mają pojęcia, do jakiego czasopisma trafi ich artykuł ani kim będą jego współautorzy. Często autorzy wymienieni w tym samym artykule nawet się nie znają.
Skala wielka, a wykryto tylko niewielką część oszustw
W wykrywaniu opisanych tu praktyk pomaga analiza wzorców wycofywania publikacji przez czasopisma. Można to zrobić na dwa sposoby: śledząc recenzje po publikacji na platformach takich jak PubPeer lub sprawdzając bazę danych Retraction Watch, stronę internetową, która dokumentuje wycofania problematycznych artykułów naukowych. Czasopisma rzadko jednak stwierdzają wprost, że wycofanie ar-tykułu wynika z oszustwa „papierniczego”. Artykuły są zazwyczaj wycofywane z takich powodów, jak nieprawidłowe podanie nazwiska i kolejności autorów, zamieszczenie wielu nieistotnych cytatów lub odniesień, plagiat lub zamieszczenie zmanipulowanych lub zduplikowanych obrazów.
Skala problemu „papierni” została ujawniona przez członków społeczności naukowej, którzy na własną rękę zebrali wzorce w fałszywych dokumentach, aby rozpoznać to oszustwo na dużą skalę i opracowali narzędzia pomagające w ujawnianiu prac. Jedno z tych narzędzi, „Problematic Paper Screener”, prowadzone przez Guillaume’a Cabanaca, naukowca zajmującego się informatyką, który bada publikacje naukowe na Université Toulouse III-Paul Sabatier we Francji. Cabanac i jego koledzy zdali sobie sprawę, że badacze, którzy chcieli uniknąć wykrywania plagiatu, zamienili kluczowe terminy naukowe na synonimy z automatycznych generatorów tekstu, co doprowadziło do komicznie niepasujących fraz. „Rak piersi” stał się „zagrożeniem dla piersi”; „dynamika płynów” stała się „lepkim strumieniem”; „sztuczna inteligencja” stała się „fałszywą świadomością”.
Inny naukowiec zajmujący się danymi, Adam Day, stworzył „The Papermill Alarm”, narzędzie, które wykorzystuje duże modele językowe do wykrywania oznak problemów w metadanych artykułu, takich jak wiele podejrzanych artykułów cytujących się nawzajem lub używających podobnych szablonów i po prostu zmieniających drobne szczegóły eksperymentalne.
Odsetek artykułów naukowych wycofanych z powodu powiązania z „papierniami” jest znacznie mniejszy niż szacowana łączna liczba artykułów z „papierni” znajdujących się obecnie w obiegu. Dane Retraction Watch, według stanu na maj 2024 r., odnotowały jedynie 7275 wycofań artykułów w związku z działalnością „papierni” przy łącznej liczbie 44 tysięcy zarejestrowanych wycofań. Szacuje się jednocześnie, że w ciągu ostatnich dwu dekad do literatury naukowej przeniknęło do czterystu tysięcy artykułów pochodzących z „papierni”. UK Research Integrity Office, niezależna brytyjska organizacja, która oferuje wsparcie społeczeństwu, naukowcom i organizacjom w celu promowania dobrych akademickich praktyk badawczych – szacuje, że „przemysł papierniczy” zarobił w ostatnich latach około 10 milionów dolarów na całym świecie.
Spadająca odkrywczość nauki
Działalność przestępców-„papierników” to tylko jeden z problemów rynku publikacji naukowych, powiązany nieco i zahaczający o inne narastające współcześnie negatywne zjawiska – ogromną nadprodukcję artykułów badawczych, niską ich jakość, wątpliwą naukowość i w końcu odkrywczość. „Wall Street Journal” twierdzi, że wspomniany już wydawca Wiley zamyka dziewiętnaście swoich czasopism po wycofaniu ponad jedenastu tysięcy prac badawczych w ciągu tylko dwóch lat. Komentując tę sytuację, biolog ewolucyjny Colin Wright zauważył, że „struktura motywacyjna czasopism naukowych i środowisk akademickich nie jest dostosowana do poszukiwania prawdy”. Inni komentatorzy nie są tak oględni i wprost piszą, że czasopisma publikują coraz większe ilości błędnych i stronniczych badań motywowanych ideologiami, a nie nauką, opinii, które nie są poparte dowodami.
Ta nadprodukcja szkodzi uczciwym naukowcom i prowadzonym przez nich badaniom, gdyż przysypuje walory odkrywcze i innowacyjne ich pracy masą bezwartościowych „produkcji” będących jak widać z afery „papierniczej” często pospolitym oszustwem. Według publikacji, która ukazała się na początku 2023 roku w magazynie „Nature”, liczba „przełomowych” osiągnięć naukowych spada (2). Być może przyczyną jest statystyczna przewaga publikacji fikcyjnych, oszukańczych i miernych z „papierni” czy też z innych źródeł.
Mirosław Usidus

