Następca Raptora do przeglądu. Co z szóstą generacją w lotnictwie wojskowym?

Następca Raptora do przeglądu. Co z szóstą generacją w lotnictwie  wojskowym?
Znany jako przyszłe wcielenie szóstej generacji wojskowych samolotów bojowych, amerykański program Next Generation Air Dominance (NGAD) zaczął wzbudzać wątpliwości nie tylko polityków zaszokowanych ogromnymi kosztami, ale również wojskowych, którzy nie są pewni, czy to, co dotychczas zrobiono, nadąża za współczesną techniką.

W mediach można znaleźć komentarze, że projekt wraca do fazy projektowania, aby można było ponownie zastanowić się, czego amerykańskie lotnictwo naprawdę chce i potrzebuje. Pojawiły się, jak oceniają eksperci, problemy związane z koniecznością dostosowania żmudnego, rozłożonego na wiele lat procesu tworzenia samolotów wojskowych z tempem rozwoju technologicznego. Inaczej mówiąc, wiele z rozwiązań, które wydawały się nowoczesne i skuteczne jeszcze kilka lat temu, dziś wydaje się nieco przestarzałych, a niektóre wręcz zagrażają bezpieczeństwu projektu.

Ponowne uruchomienie programu NGAD jest przykładem tego, jak powolny i skomplikowany rozwój nowoczesnych samolotów bojowych stoi w sprzeczności z zawrotnym tempem postępu technologicznego, co z kolei grozi zablokowaniem nawet najnowszych samolotów przed najnowocześniejszymi funkcjami.

W lipcu sekretarz sił powietrznych USA, Frank Kendall, ogłosił, że program NGAD zostanie wstrzymany w celu przeglądu danych. Po latach rozwoju program, który wystartował w 2010 r., czeka przebudowa i zmiany, przede wszystkim w celu wykorzystania nowych technologii, które pojawiły się w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Trwają konsultacje z „głównymi wykonawcami” programu, czyli firmami, które będą konkurować o kontrakt na budowę NGAD, w celu ustalenia najlepszego sposobu na kontynuowanie programu. Te firmy to przede wszystkim Lockheed Martin i Boeing, ale także producenci silników, General Electric i Pratt & Whitney.

Siły Powietrzne podjęły decyzję o zastąpieniu Raptorów F-22A w 2016 roku. W 2020 roku były zastępca sekretarza sił powietrznych Wil Roper ogłosił, że samolot w wersji demonstracyjnej został zaprojektowany, przetestowany i oblatany. Jednak nigdy nie został ujawniony publicznie. Mimo to przez kolejne lata powoli wyciekały informacje o NGAD. Wspomniany Roper twierdził, że myśliwiec szóstej generacji prawdopodobnie będzie posiadał własnego drugiego pilota AI. W 2022 roku Kendall mówił w Kongresie, że samolot będzie kosztował „setki milionów” za sztukę, co zostało później doprecyzowane jako około 250–300 milionów. Rok później pojawiły się zapowiedzi, że siły powietrzne USA mają mieć co najmniej dwieście myśliwców NGAD wraz z tysiącem towarzyszących im w boju dronów.

Według ukazujących się od kilku lat nieoficjalnych publikacji, myśliwiec Next Generation Air Dominance prawdopodobnie będzie mieć większy zasięg, będzie przenosił więcej uzbrojenia, ma posiadać bardziej zaawansowane czujniki i systemy fuzji informacji, a także wszechstronny, szerokopasmowy system stealth, niezbędny do utrzymania przewagi nad coraz bardziej wyrafinowanymi siłami przeciwlotniczymi (w domyśle głównie chińskimi). Każdy samolot NGAD miałby kontrolować od jednego do pięciu wysokowydajnych dronów, znanych jako Collaborative Combat Aircraft (CCA). Zasilany sztuczną inteligencją i wyposażony w czujniki, zagłuszacze i pociski, każdy dron CCA będzie działał jako mnożnik siły w powietrzu, dając załogowemu myśliwcowi możliwość widzenia dalej, strzelania dalej i angażowania większej liczby dodatkowych CCA (1).

Amerykańscy wojskowi i politycy wyciągają wnioski z programu F-35, który zaczął się jeszcze w 1995 r. i gdy w ubiegłej dekadzie pojawiły się pierwsze użytkowe maszyny, wymagały natychmiastowej aktualizacji technicznej, gdyż przez dwie dekady technika zwłaszcza komputerowa i sieciowa przeżyły nawet nie skok, ale wielką rewolucję. Prawdopodobnie przy NGAD przewiduje się już teraz podobny problem i zawczasu chce się uniknąć tych kłopotów. Są też analogie, jeśli chodzi o  cenę maszyn. Wczesne wersje F-35 kosztowały ponad 200 milionów dolarów za odrzutowiec, jednak koszt ten gwałtownie spadł, gdy Lockheed Martin zbudował więcej samolotów. Na coś podobnego zapewne można będzie liczyć w przyszłości, gdy gotowe będą pierwsze egzemplarze samolotów NGAD. Jednak obecnie podawana cena szokuje i trudno się dziwić, że dysponenci publicznych pieniędzy mają wątpliwości. 

Mirosław Usidus