Jeszcze nowsza broń. Wyścig zbrojeń skręca w nowe trasy
Francuski admirał Pierre Vandier, obecny Naczelny Dowódca Sił Sojuszniczych, odpowiedzialny za rozwój sił i zdolności NATO, powiedział Defense News, że takie środki są podobne do posiadania kamer monitoringu miejskiego. USV, czyli bezzałogowe statki nawodne, nie są nową technologią. Piąta Flota Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, która działa na Bliskim Wschodzie i wokół niego, pracuje nad tą technologią od 2021 roku. Ma nawet własną jednostkę – Task Force 59 (TF 59) – której główną rolą jest integracja tych dronów i stojącej za nimi sztucznej inteligencji z operacjami Floty. Flota nawodna to jednak dopiero początek dla NATO, gdyż Vandier planuje również rozmieszczenie podwodnych pojazdów USV.
W świecie dronów trzeba ciąć koszty
W nowych rodzajach broni i innowacjach swojej szansy w walce z Rosją poszukuje Ukraina. Ekosystem laboratoriów w setkach tajnych warsztatów buduje armię robotów. Startupów z branży obronnej na Ukrainie jest około ćwierć tysiąca; np. pracownicy startupu prowadzonego przez przedsiębiorcę Andrija Denysenko mogą złożyć bezzałogowy pojazd naziemny o nazwie Odyssey w ciągu czterech dni w szopie. Jego najważniejszą cechą jest cena: 35 tys. USD, czyli około 10 proc. kosztu importowanego modelu. Ważący 800 kilogramów prototyp może przejechać do 30 kilometrów na jednym ładowaniu akumulatora wielkości małej lodówki. Prototyp działa jako platforma ratownicza i zaopatrzeniowa, ale można go zmodyfikować tak, aby przenosił zdalnie sterowany ciężki karabin maszynowy lub ładunki do usuwania min. Firma Denysenko pracuje także nad zmotoryzowanym egzoszkieletem, który zwiększyłby siłę żołnierza i nad pojazdami nośnymi do transportu sprzętu żołnierza, a nawet pomagania mu w pokonywaniu wzniesień.
Jednym z głównych nurtów poszukiwań nowych rozwiązań jest próba opracowania skutecznej i ekonomicznej metody walki z dronami. Paul Scharre z amerykańskiego ośrodka Center for a New American Security (CNAS) od dawna ostrzega, że obecna broń szybko staje się nieopłacalna w walce ze zmasowanymi dronami. „Zestrzelenie drona wartego tysiąc dolarów za pomocą pocisku wartego milion dolarów nie jest opłacalnym rozwiązaniem”, mówi Scharre w wywiadzie dla „Popular Mechanics”. „Celem naszych potencjalnych przeciwników jest wysłanie dużej liczby tanich dronów, aby uszczuplić nasze arsenały kinetyczne”, mówi w „Popular Mechanics” Andrew Lowery, szef firmy Epirus, producenta zaawansowanej technologicznie broni.
Dlatego też jego firma opracowała alternatywne podejście: niemal niepowstrzymaną broń mikrofalową. Leonidas Counter-Uncrewed Aerial System firmy Epirus wytwarza potężną wiązkę mikrofal, która generuje prądy wewnątrz urządzeń elektronicznych, powodując ich przeciążenie. W najlepszym przypadku elektronika ulega tymczasowym usterkom, w najgorszym – podzespoły ulegają całkowitemu spaleniu. W przeciwieństwie do zagłuszaczy radiowych, które mylą naprowadzanie dronów lub zakłócają komunikację, broń mikrofalowa niszczy je. Epirus po raz pierwszy zademonstrował Leonidasa w 2020 roku i wprowadził obecny model trzeciej generacji w 2022 roku. W testach w 2021 r. Leonidas zestrzelił 66 z 66 celów dronów. Zamiast tradycyjnej anteny talerzowej, emiter Leonidasa jest płaską płytą o średnicy około 3 m. Wynika to z faktu, że jest on oparty na szeregu półprzewodnikowych jednostek z azotku galu, które przypominają diody LED, ale wytwarzają fale radiowe, a nie światło. Emitery te są bardziej kompaktowe niż magnetrony stosowane w tradycyjnych radarach, a technologia ta zaczyna przejmować kontrolę w systemach radarowych i komunikacji 5G.
Rebelianci Hoututi atakują za pomocą tanich dronów importowanych z Iranu i montowanych lokalnie w garażach. Mają wieloletnie doświadczenie w tego typu działaniach wojennych. W 2015 roku, Hoututi zaczęli atakować małymi dronami dalekiego zasięgu w saudyjskie obiekty naftowe i inne wrażliwe cele o dużej wartości. Zaawansowane systemy obrony powietrznej Saudyjczyków, w tym baterie rakiet Patriot i odrzutowce F-15 dostarczone przez USA – zestrzeliły większość dronów. Ale niektóre z nich wciąż się prześlizgiwały, czasami podpalając magazyny ropy naftowej. Potem Hoututi nadal budowali swoje siły dronów, a w listopadzie 2024 r., zachęceni sukcesem przeciwko Saudyjczykom, zaczęli wystrzeliwać pociski i drony na międzynarodowe statki towarowe na Morzu Czerwonym, rzekomo w celu wsparcia Palestyny.
Lowery twierdzi, że technologia mikrofalowa Epirusa jest równie skuteczna przeciwko łodziom bezzałogowym (które bardzo skutecznie wykorzystują na Morzu Czarnym Ukraińcy), jak i dronom powietrznym. System ten nie jest jedyną bronią o ukierunkowanej energii, proponowaną jako sposób na drony. Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych ma długą historię eksperymentów z laserami wysokoenergetycznymi. W 2014 roku USS „Ponce” został wyposażony w 30-kilowatowy Laser Weapon System (LaWS) i otrzymał zgodę na jego defensywne wykorzystanie w Zatoce Perskiej. LaWS działał podczas testów, ale nigdy nie został odpalony w gniewie. Po wycofaniu „Ponce” w 2018 r. marynarka wojenna zdecydowała się nie kontynuować stosowania LaWS ze względu na czas potrzebny do naładowania przed odpaleniem i trudności z wytworzeniem spójnej wiązki. Marynarka wojenna pracuje obecnie nad większym, 150-kilowatowym laserem o nazwie HELIOS. Laserowe działa są tez instalowane na wozach bojowych. Lasery mają jednak fundamentalne ograniczenia. Środowisko, deszcz, dym, mgła itp., wszystko to zakłóca działanie laserów, więc mogą one nie być zbyt niezawodne, zwłaszcza że lasery wymagają pewnego czasu utrzymania na celu, aby wyrządzić szkody. Leonidas wydaje się nie mieć takich wad.
Istnieje już inny mikrofalowy system THOR na stanie Sił Powietrznych USA. Leonidas jest jednak kompaktowym systemem półprzewodnikowym, zaś THOR opiera się na magnetronach, starszej technologii potrzebującej całego dużego kontenera do transportu. Są inne pomysły. Grupa technologiczna Rohde & Schwarz opracowała system antydronowy Wi-Fi Ardronis, który nie tylko niszczy drony, ale infiltruje je i kradnie ich dane. Duża liczba dostępnych na rynku dronów polega na sygnałach bezprzewodowej sieci LAN do sterowania i nawigacji. Ardronis monitoruje te transmisje, co pozwala na automatyczne wykrywanie dronów w pobliżu i przybliżone ustalenie ich kierunku, nawet jeśli jeszcze nie wystartowały. System może również przechwytywać transmisję wideo z drona, w zależności od modelu, i przekazywać ją operatorowi Ardronis, skutecznie podsłuchując dowodzenie i kontrolę drona. Oprócz intensywnego podsłuchiwania, system może również przerwać połączenie między dronem a jego kontrolerem.
Tania hipersonika to jest to
Nowym rodzajem oręża, który wzbudza sporo emocji, ale też nieporozumień, jest broń hipersoniczna. Niedawno pojawiły się informacje o projekcie wyposażenia w rakiety hipersoniczne supernowoczesnego okrętu USS „Zumwalt” (1).
W zeszłym roku „The Washington Post” doniósł, że wśród dokumentów, które wyciekły od byłego członka Gwardii Narodowej Massachusetts, Jacka Teixeiry, znajdował się briefing Departamentu Obrony, potwierdzający, że Chiny niedawno przetestowały broń hipersoniczną średniego zasięgu o nazwie DF-27.
Zatem USA czuje hipersoniczny oddech rywali na plecach. Latem 2024 r. Lockheed Martin ujawnił nieco informacji na temat swojego hipersonicznego pocisku Mako, który firma buduje dla Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych i klientów międzynarodowych. W założeniu Mako miał być niskokosztowym pociskiem hipersonicznym. Ma średnicę 33 cm, długość 4 m, waży 590 kg i może przenosić ładunek o masie 59 kg. Dokładne specyfikacje Mako są nadal tajemnicą, ale jest on napędzany do prędkości hipersonicznych przez prosty stały wzmacniacz rakietowy i może być przenoszony na myśliwcach Gen V i wielu innych samolotach, w tym F-35A, F-35B, F/A-18, F-16, F-15, P-8, F-22 i F-35C. Pociski hipersoniczne są drogie, ale Mako obchodzi ten problem, wykorzystując w pełni cyfrowy projekt o otwartej architekturze do szybkiego rozwoju, druk 3D do budowy sekcji naprowadzania i płetw oraz użycie już sprawdzonej technologii, więc ponowne odkrywanie koła nie było konieczne.
Po tym, jak Rosja nie była w stanie osiągnąć dominacji powietrznej podczas inwazji na Ukrainę, kraj ten, a także Chiny budują nowe wyrafinowane systemy obrony powietrznej. Mako i podobne systemy mają na celu ich pokonanie na zasadzie stosowania dużej ilości taniej broni hipersonicznej, która mogłaby likwidować zarówno obronę powietrzną, jak i cele o dużej wartości.
Z hipersonicznych ciekawostek – Boeing zaprezentował niedawno nową koncepcję zwaną systemem startowym „Revolver”, zaprojektowaną do wystrzeliwania wielu pocisków hipersonicznych z tyłu samolotu C-17 Globemaster III. Ta zaawansowana wyrzutnia składa się z dwóch kolejno zainstalowanych bębnów i elektromagnetycznego mechanizmu katapulty, umożliwiając szybkie wystrzelenie do 12 hipersonicznych pocisków manewrujących Boeing X-51A Waverider. X-51A Waverider, znany ze swojego silnika scramjet, może poruszać się z prędkością przekraczającą 5 Ma, umożliwiając precyzyjne uderzenia na duże odległości. Boeing opublikował animacje wideo prezentujące potencjał tego innowacyjnego systemu. Boeing został również niedawno wybrany przez Agencję Zaawansowanych Projektów Badawczych Obrony (DARPA) do programu Glide Breaker. Program ten koncentruje się na opracowaniu prototypu hipersonicznego pocisku przechwytującego zdolnego do niszczenia szybkich, zwrotnych zagrożeń w fazie szybowania.
Czy Rosja chce zniszczyć satelity impulsem jądrowym?
Może jeszcze większym bólem głowy niż budowa rakiet nowej generacji przez globalnych przeciwników jest dla USA możliwość przeniesienia wojny w przestrzeń kosmiczną. Siły Kosmiczne Stanów Zjednoczonych z niepokojem śledziły kilka miesięcy temu misję rosyjskiego satelity Kosmos 2553, który okrążał Ziemię w cyklu dwugodzinnym w regionie zwanym orbitą cmentarną. Jest tam tylko kilka satelitów i wszystkie są martwe od lat. Obszar ten jest rzadko używany, częściowo dlatego, że znajduje się w strefie pasów Van Allena, otaczających planetę i znanych z wysokiego promieniowania. Moskwa twierdzi, że Kosmos 2553 ma przetestować „nowo opracowane instrumenty i systemy pokładowe” pod kątem promieniowania. Ale tak naprawdę, jak twierdzą Amerykanie, testuje komponenty rosyjskiej broni, która mogłaby zniszczyć setki, jeśli nie tysiące, działających na orbicie satelitów. Kosmos 2553 nie został uzbrojony, ale przenosił atrapę głowicy bojowej.
Gdyby Rosja zdecydowała się użyć „sput-nuke”, czyli detonowała ładunek jądrowy na tej orbicie, to miałoby trudne do dokładnego przewidzenia skutki, ale zakłada się, że niszczące dla całego kosmicznego ekosystemu pracującego zarówno na potrzeby wojskowe, jak i cywilne.
Byłoby to też coś nowego, prócz znanych środków wojny w komosie. Antysatelitarne pociski zdolne do atakowania obiektów orbitalnych mają i USA, i Rosja, a także na pewno Chiny i Indie. Wiadomo o laserach, zagłuszaczach sygnału i innych urządzeniach do walki w kosmosie. Chiny i Stany Zjednoczone zademonstrowały satelity chwytakowe, które mogą zbliżyć się do innego satelity i „porwać” go za pomocą ramion robotycznych. Pisaliśmy na łamach MT wielokrotnie o nowych technikach i rozwiązaniach w dziedzinie operacji kosmicznych, a także o dziwnych manewrach rosyjskich satelitów w pobliżu amerykańskich statków. Ale broń atomowa niszcząca na orbicie wszystko? To nowa zagrywka. USA obawiają się, że w krytycznym momencie Rosja nie za-waha się po nią sięgnąć, wiedząc jak ważna jest dla zdolności militarnych Stanów Zjednoczonych kosmiczna infrastruktura.
Eksplozja jądrowa w kosmosie jest trudna do ogarnięcia prognozami. Wiele większych satelitów wywiadowczych i innych wojskowych, należących do USA, znajduje się znacznie dalej od Ziemi, na tzw. orbicie geostacjonarnej i zawiera elektronikę zaprojektowaną tak, aby wytrzymać promieniowanie z wybuchu jądrowego. Jednak tysiące satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej mają niewielką lub żadną ochronę i są niezwykle podatne na taki atak. To, co wiemy skutkach broni jądrowej w kosmosie, pochodzi z dwóch serii testów przeprowadzonych przez USA w czasie zimnej wojny, o kryptonimach Operacja Argus i Operacja Fishbowl. Jeden test w 1962 roku, zwany Starfish Prime, zniszczył jedną trzecią z dwóch tuzinów satelitów na orbicie w tamtym czasie. Z powierzchni ludzie zobaczyliby jaskrawe światło, po którym nastąpiłyby olśniewające zorze polarne generowane przez wybuch elektronów zderzających się z gazami w atmosferze. Detonacja unieruchomiłaby i zniszczyła wszystko w jej bezpośrednim sąsiedztwie, zamieniając satelity w martwe kawałki złomu, które mogłyby się ze sobą zderzyć. Analitycy wywiadu USA ustalili, że niska orbita okołoziemska będzie nieużyteczna przez nieznany okres, w zależności od wielkości wybuchu. A to prognoza niebiorąca pod uwagę tzw. syndromu Kesslera, czyli powstania na orbicie coraz bardziej rozdrabniającej się wskutek kolejnych zderzeń warstwy gruzu kosmicznego.
Ruch w wojskowym interesie
Zejdźmy z kosmosu na Ziemię, bo nawet w takiej dziedzinie jak czołgi pojawiają się innowacje, które potrafią zaskoczyć; np. AbramsX, zaprezentowany przez General Dynamics Land Systems (GDLS), ważący 60 ton, czyli 10 ton lżejszy niż stary Abrams, zwiększa mobilność przez hybrydowo-elektryczny system zasilania. Ma bezzałogową wieżyczkę oraz możliwość wystrzeliwania i kontrolowania dronów. Jego zaawansowany system aktywnej ochrony ma m.in. przeciwdziałać „odgórnym” zagrożeniom przeciwpancernym, rozwiązanie inspirowane bezpośrednio wydarzeniami na Ukrainie.
Na dużą skalę, już nie „eksperymentalną”, wchodzą na wyposażenie sił zbrojnych USA lasery. Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych zainstalowała też okrętowy laser wysokoenergetyczny do obrony przed małymi i szybko poruszającymi się statkami oceanicznymi, a także pociskami i dronami – 60-kilowatową broń laserową na niszczycielu USS „Preble” w sierpniu 2022 roku. Armia Stanów Zjednoczonych rozmieściła też swoją broń laserową, Directed Energy Maneuver-Short Range Air Defense (DE M-SHORAD), na Bliskim Wschodzie w celu przeprowadzenia testów w świecie rzeczywistym. W rozmowie z Breaking Defense wiceszef sztabu armii generał James Mingus ujawnił, że cztery prototypowe systemy DE M-SHORAD zamontowane na bojowych wozach piechoty Stryker (2) zostały rozmieszczone w nieokreślonym regionie w teatrze działań Centralnego Dowództwa USA (CENTCOM) na początku lutego 2024. DE M-SHORAD został opracowany przez Raytheon do zwalczania szeregu zagrożeń powietrznych, w tym dronów, rakiet, artylerii i moździerzy i zaprojektowany do obsługi przez jedną osobę.
Inne kraje też wykorzystują broń laserową, np. Rosja ma lasery służące do oślepiania satelitów wroga. Na początku 2024 r. Wielka Brytania po raz pierwszy odpaliła testowo swoją broń laserową Dragonfire o dużej mocy, mierząc w cele powietrzne. To półprzewodnikowa broń laserowa o mocy 50 kW, oparta na wiązkach domieszkowanych włókien szklanych biegnących do zaprojektowanego przez Brytyjczyków tajnego systemu łączenia wiązek.
Według doniesień, Turcja jest jedynym krajem, który z powodzeniem wykorzystał ukierunkowaną broń energetyczną do zestrzelenia bezzałogowego drona. Według belgijskiego serwisu informacyjnego Army Recognition, 4 sierpnia 2019 r. turecka montowana na pojazdach broń laserowa „ALKA” z powodzeniem zniszczyła chińskiego drona Wing Loong II używanego przez Libijską Armię Narodową. Eksperci ds. obronności zakwestionowali jednak prawdziwość tych doniesień, twierdząc, że nie ma dowodów na to, że zestrzelenie przez Turcję Wing Loong II było wynikiem użycia bezpośredniej broni energetycznej.
Drony, lasery na drony, a jak nie lasery, to inne wiązki. Rakiety tak szybkie, że nic ich nie zatrzyma. Nowe środki o rażeniu globalnym. Nie tylko takie, o których pisaliśmy, ale też np. techniki wpływania na klimat (na co zresztą Amerykanie mają już system ostrzegania). To jest broń nowej ery. Przyzwyczajajmy się.
Mirosław Usidus

