Mapa świata
Trzy progi
Najprościej jest to ująć jako trzy kolejne progi, coraz wyższe.
Pierwszy próg to własny satelita. Przekroczyło go dziś sto dziewięć państw – tyle podaje sprawozdanie OECD z września 2026 roku – i jest to liczba, która od początku stulecia się podwoiła. Podana w pierwszej części tego numeru liczba sto dwa nie jest z nią sprzeczna: pochodzi z rejestru Organizacji Narodów Zjednoczonych i opisuje stan na koniec 2025 roku, a więc inne źródło i wcześniejszą datę. Próg jest niski, i o to chodzi: satelitę można zamówić w europejskiej albo amerykańskiej firmie, wysłać na szkolenie dwóch własnych inżynierów i wynieść ładunek cudzą rakietą za kilka milionów dolarów. Dla państwa wielkości Rwandy albo Litwy jest to wydatek porównywalny z budową odcinka drogi.
Drugi próg to własna rakieta i on jest już znacznie wyżej. Przekroczyło go w całej historii jedenaście państw, a i to wymaga zastrzeżenia: Wielka Brytania wyniosła satelitę w 1971 roku i natychmiast program zamknęła, a Francja swoje rakiety wniosła do wspólnego europejskiego przedsięwzięcia. Kto dziś naprawdę potrafi to zrobić samodzielnie, to Rosja, Stany Zjednoczone, Chiny, Indie, Japonia, Iran, Izrael i oba państwa koreańskie – plus Europa, ale wspólnie, przez Europejską Agencję Kosmiczną i rakiety startujące z Gujany Francuskiej.
Trzeci próg to wysłanie człowieka i tu lista jest krótka od sześćdziesięciu pięciu lat: Rosja, Stany Zjednoczone, Chiny. Indie zapowiadają lot załogowy na początek 2027 roku i byłyby czwarte. Ich program Gaganyaan przewiduje trzyosobową załogę i trzydniowy lot na orbicie okołoziemskiej na wysokości czterystu kilometrów, a przed nim trzy loty próbne bez ludzi, z których pierwszy ma zabrać robota o imieniu Vyommitra. Cztery osoby wybrane do programu to piloci doświadczalni indyjskiego lotnictwa wojskowego.
za sprawozdaniem OECD „The Space Economy at a Glance 2026”, ogłoszonym
we wrześniu 2026 roku; daty pierwszych startów za katalogami misji.
Kto startuje i kto za to płaci
Progi mówią o tym, kto może. O tym, kto rzeczywiście to robi, mówią dwie inne liczby.
W 2025 roku odbyło się na świecie ponad trzysta dwadzieścia startów orbitalnych – najwięcej w historii. Z tego blisko dwieście przypadło na Stany Zjednoczone, dziewięćdziesiąt dwa na Chiny, siedemnaście na Rosję, osiem na Europę. Reszta świata razem wzięta – kilkanaście. Warto przy tym zauważyć, że amerykańskie blisko dwieście to w ogromnej większości jedna firma i jedna rodzina rakiet, wynosząca własną konstelację internetową. Gdyby ją odjąć, obraz byłby znacznie bardziej wyrównany.
Podobnie wygląda podział pieniędzy publicznych. W 2024 roku rządy świata wydały na kosmos około stu trzydziestu dwóch miliardów dolarów, z czego niecałe osiemdziesiąt miliardów przypadło na Stany Zjednoczone, a około dwudziestu na Chiny. Na całą resztę świata – Europę, Japonię, Indie, Rosję, Koreę Południową i wszystkich pozostałych – zostały trzydzieści dwa miliardy – półtora raza tyle, ile wydają same Chiny, i mniej niż połowa tego, co Amerykanie.
Jest jednak druga strona tego rachunku, i to ona zmieniła się najbardziej. Cała gospodarka kosmiczna – a więc nie tylko budżety rządowe, ale i to, co ludzie płacą za nawigację, łączność satelitarną, zdjęcia Ziemi i usługi startowe – była w 2025 roku warta sześćset osiemdziesiąt sześć miliardów dolarów i rosła o dwanaście procent rocznie. Z tego blisko cztery piąte to działalność komercyjna, a nie państwowa. Największa jej część, około czterdziestu procent, to usługi związane z wyznaczaniem położenia i czasu, czyli z tym, co opisano w części o infrastrukturze orbitalnej. Innymi słowy: pieniądze w kosmosie są dziś przede wszystkim po stronie tego, co się z orbity sprzedaje na Ziemi.
podają wartości różniące się o kilkanaście startów, zależnie od tego, jak przypisują loty firm działających
poza krajem macierzystym. Po prawej wydatki publiczne za 2024 rok, ostatni w pełni podsumowany.
Kontynent, który właśnie wchodzi
Gdyby szukać miejsca, w którym zmiany widać najwyraźniej, byłaby to Afryka. Jeszcze piętnaście lat temu satelity miało kilka państw, dziś ma je kilkanaście, a kolejne kilkanaście buduje programy. W 2025 roku zaczęła działać Afrykańska Agencja Kosmiczna z siedzibą w Kairze, obejmująca automatycznie wszystkie pięćdziesiąt pięć państw Unii Afrykańskiej. Nie jest to agencja, która w dającej się przewidzieć przyszłości wyniesie cokolwiek własną rakietą – jej zadaniem jest coś bardziej prozaicznego i chyba rozsądniejszego: uporządkować to, co już jest, żeby sąsiadujące ze sobą państwa nie budowały po raz piąty tego samego satelity do obserwacji rolnictwa.
Powód, dla którego tak wiele państw wchodzi akurat teraz, jest zresztą całkiem przyziemny. Satelita obserwacyjny wielkości walizki, który dwadzieścia lat temu byłby zabawką, dziś robi zdjęcia dość dobre, żeby liczyć na nich pola uprawne, śledzić wylesianie i mierzyć zasięg powodzi. Dla kraju, w którym połowa ludzi żyje z rolnictwa, jest to narzędzie gospodarcze, a nie prestiżowe.
Dwa obozy
Trzeba na koniec powiedzieć rzecz, która tej wspólnocie przeczy. Powrót na Księżyc, opisany w części o Księżycu i Marsie, organizuje się w dwóch osobnych układach. Wokół programu amerykańskiego skupiły się państwa, które podpisały Porozumienia Artemis – we wrześniu 2026 roku było ich siedemdziesiąt dwa, w tym Polska, trzynasta w kolejności, od października 2021 roku. Wokół programu chińsko-rosyjskiego skupia się osiem państw założycieli stacji ILRS, od angielskiego International Lunar Research Station, wśród nich Pakistan, Egipt, Białoruś i Republika Południowej Afryki.
Jest w tym coś znajomego i coś nowego jednocześnie. Znajomy jest podział na dwa obozy – tak samo wyglądało to w 1957 roku. Nowe jest to, że obozy te liczą dziś osiemdziesiąt państw zamiast dwóch, że większość z nich nie ma własnej rakiety i wnosi do wspólnego przedsięwzięcia przyrządy, dane albo pieniądze, oraz że poza tymi dwoma układami działa jeszcze sto kilkadziesiąt firm, których rakiety i satelity nie pytają o przynależność. Kosmos nie stał się wspólny w tym sensie, że przestały w nim istnieć rywalizacje. Stał się wspólny w tym sensie, że nie da się już w nim zrobić nic poważnego w pojedynkę.

