PUSH-PULL? Perlisten D215s

PUSH-PULL? Perlisten D215s
Subwoofer firmy Perlisten – D215s zawiera ciekawe rozwiązanie, które może zainspirować wszystkich zainteresowanych techniką głośnikową. Można je zastosować nie tylko w subwooferach, ale też w sekcjach niskotonowych pełnozakresowych zespołów głośnikowych. Perlisten zgromadził w swojej ofercie 10 subwooferów. Wszystkie pracują w obudowach zamkniętych, siedem z nich wykorzystuje pojedyncze przetworniki – o średnicach od 10 cali (25 cm) aż do 18 cali (46 cm), a trzy – dwa przetworniki w nietypowej aranżacji, i właśnie one nas interesują.

Zacznijmy jednak od informacji ogólnych, dotyczących wszystkich modeli. Zawsze najważniejsza część głośnikowo-wmacniająca, razem z optymalną objętością solidnej obudowy, jest odpowiedzialna za potencjał urządzenia, a zaawansowane funkcje maksymalizują wykorzystanie tego potencjału. Procesor DSP (układ Texas Instruments) zajmuje się kształtowaniem charakterystyki, podczas gdy procesor ARM monitoruje warunki pracy układu (napięcie, prąd, temperaturę). Do sterowania (w praktyce regulacji charakterystyk) może służyć 2,4-calowy panel dotykowy albo aplikacja mobilna (Android/iOS). Użytkownik ustala górną częstotliwość graniczną, nachylenie filtra, fazę, opóźnienie, jeden z trzech profili charakterystyki najniższych częstotliwości (dopasowanych zgrubnie do pomieszczeń dużych, małych lub wg THX – ta leży pomiędzy dwoma pierwszymi), ma nawet do dyspozycji dziesięciopasmowy equalizer i trzy presety jego ustawień. Sygnał dostarczamy do pary RCA i pary XLR. Są też wyjścia w obydwu standardach, pozwalające „łańcuchowo” podłączyć kolejne subwoofery.

A teraz już główny temat tego artykułu. Stosowaną przez siebie aranżację dwóch przetworników Perlisten określa znanym mianem push-pull. To jednak nie jest push-pull.

Najpierw więc przypomnijmy, czym jest klasyczny push-pull. To układ, w którym dwa głośniki ustawione są jeden za drugim (a jeżeli skierowane są do siebie przednimi stronami membran, albo tylnymi, to wydaje się, że są ustawione „naprzeciwko siebie”); jednak w każdym z tych wariantów kluczowe jest, że są tak podłączone do wzmacniacza, iż membrany poruszają się w tę samą stronę – w tym sensie, że pomiędzy membranami nie powstaje żadne ciśnienie. Zasadnicza komora obudowy, w której powstaje ciśnienie, znajduje się za jednym z głośników (tym, którego nie widać z zewnątrz). Taki tandem głośników pobiera ze wzmacniacza dwa razy większą moc niż jeden głośnik i wytwarza takie samo ciśnienie (w obudowie i na zewnątrz) jak jeden głośnik; sprawność energetyczna (efektywność) jest więc dwa razy niższa niż pojedynczego głośnika, ale są też zalety takiej instalacji; tandem tak ustawionych głośników tworzy jakby nowy głośnik o innych parametrach T-S, który osiąga określone charakterystyki w dwa razy mniejszej objętości niż pojedynczy głośnik. To podstawowy, wymierny zysk; dyskutowane są też inne zalety – „usymetrycznienie” głośnika w przypadku wariantów „przód do przodu” i „tył do tyłu”, i tutaj pojawia się pewna zbieżność z układem zaproponowanym przez Perlistena.

Oryginalna aranżacja przetworników została przez producenta „zakwalifikowana”
jako system push-pull, jednak zasada działania jest tutaj wyraźnie inna;
obydwa głośniki „tłoczą” powietrze do wspólnej komory, z tym że jeden (frontowy)
zainstalowany jest w typowy sposób, a drugi (dolny) – magnesem na zewnątrz.

Jest on bardzo rzadko spotykany, ale nie całkowicie nowy. Tutaj dwa głośniki są w obudowie zainstalowane „niezależnie” a nie jeden za drugim, obydwa działają w tej samej fazie, zgodnie sprężając i rozprężając powietrze w obudowie – jak w wielu konstrukcjach czy to subwooferów, czy kolumn, z dwoma (albo więcej) niskotonowymi. Obydwa głośniki pobierają moc, ale obydwa tworzą ciśnienie na zewnątrz i wewnątrz obudowy; układ ma wysoką efektywność, ale wymaga objętości dwa razy większej niż jeden głośnik i cztery razy większej niż układ push-pull złożony z takich głośników. Jednak w subwooferach aktywnych, w których charakterystykę koryguje (na różne sposoby) wzmacniacz, objętość nie ma tak krytycznego znacznie jak w kolumnach pasywnych – może być więc mniejsza.

„Patent” Perlistena polega na tym, że jeden z głośników jest zainstalowany „odwrotnie”, magnesem na zewnątrz, chociaż zostało to zamaskowane przez dodatkową komorę w dolnej części obudowy. Oczywiście w takiej sytuacji, aby pracował w akustycznie zgodniej fazie z głośnikiem zainstalowanym „normalnie” (magnesem do  środka obudowy), jest on też „odwrotnie” podłączony do wzmacniacza. Zasadniczą korzyścią z takiego układu jest wspomniane „usymetrycznienie” układu składającego się z dwóch tak ustawionych głośników, tylko w inny sposób niż w układzie push-pull. Gdy pod wpływem dodatniego skoku napięcia membrany obydwu głośników „wychodzą” na zewnątrz, jeden wychodzi wklęsłym stożkiem przedniej, a drugi wypukłym stożkiem „tylnej” strony membrany; od wewnątrz obudowy widać ruch będący dokładnym negatywem – membrany obydwu głośników cofają się, ale jedna stożkiem wklęsłym, a druga – wypukłym. A teraz porównajmy to z działaniem pojedynczego głośnika (lub dwóch zainstalowanych w konwencjonalny sposób); gdy z zewnątrz widzimy, że „wychodzi” stożek wklęsły, obserwator wewnątrz obudowy widzi, że cofa się stożek wypukły. Bo pojedynczy głośnik nie jest symetryczny – inaczej wygląda z przodu, a inaczej z tyłu, i nie chodzi tylko o formę membrany, lecz o niewidoczne z zewnątrz działanie układu magnetycznego konwencjonalnego przetwornika (szczelina jest po jednej stronie pierścienia magnetycznego). Dopiero złożenie dwóch głośników – czy to w push-pull, czy w takim ułożeniu, jaki stosuje Perlisten, powoduje powstanie układu symetrycznego, którego zaletą jest redukcja nieparzystych harmonicznych – będących efektem niesymetryczności każdego układu akustycznego lub elektrycznego.

Głośnik „odwrócony” magnesem na zewnątrz jest schowany w dolnej części obudowy i promieniuje przez trzy duże okna – boczne trapezy i frontowy prostokąt. Mocowany jest przez duży otwór w dolnej ściance, potem zamykany deklem. Komora na dnie może więc tworzyć, celowo lub nie, dodatkowy filtr akustyczny, dolnoprzepustowy, ale prawdopodobnie jego częstotliwość graniczna leży znacznie wyżej niż założony zakres pracy subwoofera, ograniczony filtrowaniem elektrycznym. 

Problem przetwarzania najniższych częstotliwości towarzyszy technice głośnikowej od samego początku i prawdopodobnie nigdy się nie skończy. O ile rozciągnięcie pasma w kierunku najwyższych częstotliwości akustycznych nie sprawia już problemów, a prace w tym zakresie polegają na „szlifowaniu” brzmienia, o tyle uzyskanie charakterystyki, sięgającej 20 Hz przy równoczesnym zapewnieniu możliwości osiągania wysokiego ciśnienia (głośności), wciąż wymaga specjalnych środków.

Dlatego większość zespołów głośnikowych jest pod tym względem obarczona kompromisem, dopasowanym do potrzeb i możliwości domniemanego użytkownika.

Na rozwiązania bezkompromisowe są dwa sposoby – albo bardzo duże kolumny, albo nawet o umiarkowanej wielkości, ale
uzupełnione subwooferem.

Subwoofer to specjalistyczne urządzenie, które przetwarza tylko najniższe częstotliwości, a więc wykonuje zadanie, któremu kolumny (czy to pary stereofonicznej, czy też systemu wielokanałowego) nie są w stanie z różnych względów podołać. Względy te zasadniczo są dwa, mogą występować niezależnie lub razem. Są kolumny, i to niewielkie, które mają nisko rozciągniętą charakterystykę – pozwalają na to czasami parametry nawet małych głośników, a tym bardziej korekcja w konstrukcjach aktywnych; jednak bardzo łatwo przesterować je nawet niewysoką mocą najniższych częstotliwości, które na małym głośniku wymuszają bardzo duże amplitudy. Inne mogą przyjąć dużą moc, pod tym kątem są zaprojektowane, ale ich charakterystyka opada wcześnie, pozostawiając nas bez „niskiego basu”. Warto przy tym pamiętać, iż fakt, że charakterystyka kolumny opada „wcześnie” i nie przetwarza skutecznie najniższych częstotliwości, nie oznacza, że nie przyjmuje ona mocy w tym zakresie mocy, która może wykończyć głośnik. W każdym z tych przypadków przyda się subwoofer, a tym bardziej wtedy, gdy problemy te występują jednocześnie – większość małych głośników nie może zagrać ani nisko, ani głośno. Jednak aby nie tylko uzupełnić pasmo o najniższe częstotliwości i zwiększyć zakres dynamiki, ale też zabezpieczyć kolumny przed przeciążeniem, należy je równocześnie przefiltrować górnoprzepustowo – całkowicie odciąć od nich niskie częstotliwości. W systemach wielokanałowych zajmuje się tym procesor, w stereofonicznych… trzeba sobie
radzić innymi sposobami.

Dlaczego w ogóle możliwe jest zastosowanie subwoofera, i to jednego, do uzupełnienia działania pary kolumn stereofonicznych lub całego systemu wielokanałowego? Nie byłoby to przecież możliwe ani w przypadku innych częstotliwości, aby jakiś pojedynczy superprzetwornik średniotonowy czy wysokotonowy postawić w kącie i cieszyć się, że poprawia charakterystykę.

Fale znacznie dłuższe od wymiarów promieniującego je źródła (a warunek ten spełniają niskie częstotliwości, np. fala 100 Hz ma długość 3,44 m, 50 Hz – 6,88 m itd.) rozchodzą się z niego wszechkierunkowo; omijają też swobodnie przeszkody, które są względem nich relatywnie niewielkie, dzięki temu docierają wszędzie i odbijają się od wielu powierzchni w pomieszczeniu. Na skutek tego, nawet w efekcie działania pary prawidłowo ustawionych kolumn, do miejsca odsłuchowego docierają głównie fale odbite (z różnych stron) niskich częstotliwości, co skutecznie redukuje efekt stereofoniczny w tym zakresie częstotliwości (który możliwy jest przy przewadze fal biegnących bezpośrednio z kolumn). Zresztą wszyscy doświadczyli tego, że w pomieszczeniach słabo wytłumionych, mimo że fale średnich częstotliwości promieniowane są bardziej kierunkowo, co prowokuje mniej ich odbić, stereofonia znacznie się pogarsza. W zakresie niskich częstotliwości nie jesteśmy w stanie zapobiec ani wszechkierunkowemu promieniowaniu (z wyjątkiem egzotycznych konstrukcji o dipolowych lub kardioidalnych charakterystykach kierunkowych), ani odbiciom (nie zamienimy naszego salonu w komorę bezechową) niskich częstotliwości. Ale właśnie dzięki tej „stracie”, promieniowanie niskich częstotliwości obydwu kanałów (albo wszystkich efektów niskotonowych w kinie domowym – kanału LFE) z jednego subwoofera, w dodatku ustawionego dość dowolnie („dość” możne oznaczać różną swobodę w różnych sytuacjach, pomieszczeniach i systemach), nie powoduje już wyraźnego pogorszenia.

Inna sprawa, że w pomieszczeniu, którego wymiary są większe niż długość fali, a tym bardziej niż ich połówek i ćwiartek, będą powstawały fale stojące, a to z kolei pewne częstotliwości będzie wzmacniać, a pewne osłabiać – i to w konkretnych miejscach pomieszczenia; przestrzenny rozkład ciśnienia niskich częstotliwości jest niejednorodny i złożony, ale to już nie wina subwoofera… sytuacja wygląda podobnie przy pracy pary pełnozakresowych kolumny.

Aby jednak rozwiać wszelkie wątpliwości i uzyskać najlepsze rezultaty, w systemach wysokiej klasy stosuje się więcej niż jeden subwoofer; w systemach stereofonicznych są to zwykle dwa subwoofery, ustawione blisko kolumn, tak aby tworzyły
z nimi ściśle zgrane zespoły; w systemach wielokanałowych subwooferów bywa jeszcze więcej, aby poustawiane w różnych miejscach pomieszczenia, wywoływały w nim różne rozkłady, ostatecznie uśredniających się rezonansów. 

 Andrzej Kisiel