Odkrycia fal grawitacyjnych stają się rutyną

Odkrycia fal grawitacyjnych stają się rutyną
Niecałe dwa tygodnie po ponownym włączeniu detektorów fal grawitacyjnych naukowcy zaobserwowali aż dwie pary zderzających się czarnych dziur. Po serii wielkich odkryć następujących od 2015 r., uhonorowanych Noblem w dziedzinie fizyki, dwa detektory – LIGO w USA i Virgo we Włoszech – zostały zamknięte latem 2017 r., w celu przeprowadzenia prac poprawiających ich czułość. Efekty przyszły niemal natychmiast po ponownym uruchomieniu, a to dopiero początek.

- Jeśli naukowcy zaczną teraz obserwować wydarzenia w stałym tempie raz na tydzień, oznaczać to będzie rewolucję w astrofizyce - skomentowała doniesienia Vicky Kalogera, dyrektor Centrum Badań Interdyscyplinarnych i Badań w Dziedzinie Astrofizyki na Uniwersytecie Północno-Zachodnim, w rozmowie z serwisem Gizmodo.

Gdyby tempo odnowionych detektorów rzeczywiście się utrzymało, to niewykluczone, że przy końcu 2019 r. uprawnione stanie się mówienie o "astronomii grawitacyjnej".

Tymczasem fizycy z rosyjskiego Uniwersytetu RUDN twierdzą, że zderzenie dwóch czarnych dziur może powodować echa grawitacyjne, a te mogą wskazywać, że tajemnicze obiekty mają zupełnie inne właściwości fizyczne, niż głoszą nasze teorie. Do takiego wniosku badacze doszli wskutek serii obliczeń matematycznych. Wyniki opublikowano w czasopiśmie naukowym "Physical Review D".