Zostań w domu, zamów taniej!
Nie wychodź z domu i zamów online swoje ulubione pisma 20% taniej. Skorzystaj z kodu rabatowego: czytajwdomu

Wojny streamingowe. Mały Yoda z wielką mocą

Wojny streamingowe. Mały Yoda z wielką mocą
Pojęcie "limit Hastingsa" pochodzi od uwagi prezesa Netflixa, Reeda Hastingsa, zgodnie z którą dla jego serwisu jedyną prawdziwą konkurencją jest tylko… sen. Nie chodzi przy tym o jakąś nieokreśloną bliżej granicę marzeń, lecz o moment, w którym widz nie daje już rady oglądać więcej wideo na żądanie, bo ze zmęczenia zasypia…

Już w roku 2014 Tom Rutledge, prezes firmy Charter Communications - jednej z największych amerykańskich platform medialnych, która dostarcza swoim klientom telewizję kablową, Internet i usługi telefoniczne - w rozmowie z dziennikarzem "The Wall Street Journal" wspomniał, że spośród 5,5 mln klientów, ponad 1,3 mln decyduje się wyłącznie na wykupienie dostępu do Internetu, całkowicie rezygnując z kablówki. A to tylko jeden z wielu zwiastunów końca telewizji, jaką znamy.

Telewizor?

Telewizor to w dzisiejszych czasach stosunkowo prymitywne, "drewniane" - jak w niektórych kręgach się mówi - urządzenie. Nie można z nim wiele zrobić. Można tylko oglądać, regulować głośność i przerzucać kanały. Oczywiście nowoczesne odbiorniki smart mają znacznie więcej funkcji, bardzo zbliżających je do pecetów czy tabletów. Jednak każdy młodszy konsument multimediów i tak w końcu zauważy zgryźliwie, że telewizora nie można nigdzie ze sobą zabrać.

Za kamień milowy tej wielkiej przemiany uważa się rok 2012. Popularny serial "Dexter" zyskał wtedy większą widownię w sieci niż w tradycyjnej telewizji dostarczanej z powietrza i przez kable.

Dziś, na progu lat 20. XXI wieku, "nieposiadanie telewizora w domu" to wcale nie swoista, nieco snobistyczna poza, jaką spotykało się dawniej, lecz naturalna kolej rzeczy. Dla wielu ludzi, którzy mają komputery, tablety i smartfony, telewizor staje się zupełnie zbędnym przedmiotem. Oni wcale nie gardzą telewizją. Mogą nawet coś, co oferuje tradycyjna telewizja, obejrzeć. Pod warunkiem jednak, że jest to dostępne w sieci i nie wtedy, gdy chce tego "ramówka" TV, ale kiedy oni chcą, czyli najczęściej w formie strumieniowego (ang. streaming) video on demand. Można oczywiście dyskutować, czy to wciąż telewizja, czy już zupełnie nie. Powiedzmy, że nazwiemy to post-telewizją.

Cztery lata temu cytowany już Reed Hastings, szef Netflixa, zapowiedział upadek tradycyjnej telewizji w ciągu piętnastu lat (czyli zostało jeszcze jedenaście…). Prognozował, że wraz z rozwojem nowych technologii i Internetu zmieni się całkowicie sposób jej odbioru przez użytkowników. Według niego w przyszłości ekran telewizora zacznie przypominać wyświetlacz ogromnego iPada, na którym widz będzie dowolnie wybierał spośród szerokiej oferty nadawców. Ma to dotyczyć zarówno kanałów filmowych, jak sportowych czy rozrywkowych.

- Przykładowo, sport będzie podzielony po prostu na poszczególne ligi - przewidywał. - Zamiast włączać CBS, FOX czy inną stację, użytkownik chcący obejrzeć transmisję hokejową uruchomi w swoim telewizorze odpowiednią aplikację.

Na żywo lub na żądanie

Media strumieniowe to multimedia, które są stale odbierane i prezentowane użytkownikowi końcowemu podczas dostarczania ich przez dostawcę. Czasownik to stream odnosi się do procesu dostarczania lub otrzymywania mediów, a nie do samego medium i jest alternatywą dla pobierania plików - procesu, w którym użytkownik końcowy otrzymuje cały plik dla treści przed jej obejrzeniem lub wysłuchaniem. Termin "media strumieniowe" może mieć też zastosowanie do mediów innych niż wideo i audio, np. napisów na żywo.

Strumień medialny może być transmitowany na żywo albo na żądanie (on demand).

Strumienie na żywo są zazwyczaj dostarczane poprzez tzw. true streaming. Przesyła on informacje bezpośrednio do komputera lub urządzenia bez zapisywania pliku na dysku twardym.

Przesyłanie strumieniowe na żądanie odbywa się za pomocą tzw. strumieniowej transmisji progresywnej lub strumieniowego pobierania danych. Strumieniowa transmisja progresywna zapisuje plik na dysku twardym, skąd jest on następnie odtwarzany.

Strumienie na żądanie są często zapisywane na dyskach twardych i serwerach przez dłuższy czas, podczas gdy strumienie na żywo są dostępne tylko w określonym czasie (np. podczas meczu piłki nożnej). Media strumieniowe coraz częściej łączy się z wykorzystaniem mediów społecznościowych. Co więcej, coraz chętniej używa się ich do prowadzenia działalności gospodarczej w sieciach społecznościowych oraz do e-learningu. Ze względu na ich popularność, wielu programistów wprowadziło darmowe aplikacje do strumieniowej transmisji filmów HD dla osób, które na co dzień używają mniejszych urządzeń, takich jak tablety i smartfony.

Transmisja strumieniowa na żywo to dostarczanie treści internetowych w czasie rzeczywistym w takim samym stopniu, w jakim telewizja na żywo transmituje treści za pomocą sygnału telewizyjnego. Dokonywana na żywo w Internecie wymaga zastosowania pewnej formy mediów źródłowych (np. kamery wideo, interfejsu audio, oprogramowania do przechwytywania obrazu), kodera do digitalizacji treści, wydawcy mediów oraz sieci dostarczania treści, służącej jej dystrybucji. Transmisja tego rodzaju nie musi być nagrywana w punkcie początkowym, choć często tak jest.

Z przesyłaniem strumieniowym treści w Internecie wiążą się pewne wyzwania. Przykładowo, użytkownicy, którym brakuje wystarczającej przepustowości łącza internetowego, mogą doświadczać zatrzymań, opóźnień lub powolnego buforowania treści. Z kolei osoby niemające kompatybilnego sprzętu lub oprogramowania, mogą w ogóle nie być w stanie przesyłać strumieniowo pewnych treści.

Z windy do komputera

Już na początku lat 20. ubiegłego wieku George O. Squier uzyskał patenty na system transmisji i dystrybucji sygnałów za pomocą linii elektrycznych, który był podstawą techniczną tego, co później stało się technologią Muzak (1), czyli przesyłaniem strumieniowej muzyki do klientów komercyjnych bez użycia radia. Chodziło m.in. o utwory odtwarzane w windach od lat 30. XX wieku.

1. Stare logo firmy Muzak

Od końca lat 80. komputery osobiste klasy konsumenckiej stały się wystarczająco wydajne, aby sprostać zadaniu odtwarzania strumieni. Podstawowe problemy techniczne związane z przesyłaniem strumieniowym polegały jednak wówczas na zapewnieniu wystarczającej przepustowości magistrali procesora do obsługi wymaganych prędkości transmisji danych, tworzeniu ścieżek przerw z małymi opóźnieniami w systemie operacyjnym, aby zapobiec zanikowi bufora, oraz umożliwieniu bezprzerwowego przesyłania strumieniowego treści.

W połowie lat 90. sieci komputerowe wciąż nie zapewniały zadowalającej przepustowości, a nośniki audio i wideo były zazwyczaj dostarczane przez kanały niestrumieniowe, np. poprzez pobranie pliku cyfrowego ze zdalnego serwera, a następnie zapisanie go na dysku lokalnym w komputerze użytkownika końcowego lub jako pliku cyfrowego odtwarzanego z płyt CD-ROM.

W tym czasie funkcjonował już termin streaming. Został zastosowany jeszcze na początku lat 90. jako lepszy opis dla wideo na żądanie, które wcześniej nazywano store and forward video. Praktyczny streaming był możliwy dzięki postępowi w kompresji danych, ze względu na wysokie wymagania co do przepustowości mediów nieskompresowanych.

Surowy dźwięk cyfrowy kodowany za pomocą modulacji impulsowej (PCM) wymaga przepustowości 1,4 Mbit/s dla nieskompresowanego dźwięku CD, natomiast surowy dźwięk cyfrowy - przepustowości 168 Mbit/s dla wideo o standardowej rozdzielczości i ponad 1000 Mbit/s dla wideo FHD.

Najważniejszą techniką kompresji, która umożliwiła praktyczne wykorzystanie mediów strumieniowych, stała się dyskretna transformacja kosinusoidalna (DCT), czyli forma kompresji stratnej zaproponowana po raz pierwszy w 1972 r. przez Nasira Ahmeda z Uniwersytetu Teksańskiego.

Algorytm DCT był podstawą pierwszego praktycznego formatu kodowania wideo, H.261, powstałego w 1988 r. Początkowo używano go do prowadzenia wideokonferencji online. W ślad za nim pojawiły się bardziej popularne standardy kodowania wideo oparte na DCT, w szczególności formaty wideo MPEG, od 1991 r. Na podstawie algorytmu DCT stworzono w 1987 r. zmodyfikowaną, dyskretną transformację kosinusoidalną (MDCT), która zyskała fundamentalne znaczenie dla wprowadzonego w 1994 r. formatu MP3 oraz bardziej rozpowszechnionego formatu Advanced Audio Coding (AAC), wprowadzonego w 1999 r.

Prekursorami internetowej technologii mediów strumieniowych były firmy RealNetworks (wtedy znana jako Progressive Networks) i Protocomm. W czerwcu 1999 r. firma Apple wprowadziła format mediów strumieniowych w swojej aplikacji Quick-Time 4 (2). Później został on szeroko przyjęty w witrynach internetowych, jednocześnie z formatami RealPlayer i Windows Media Streaming. Konkurujące formaty wideo w witrynach internetowych wymagały od każdego pobrania odpowiednich aplikacji do transmisji strumieniowej i powodowały, że wielu użytkowników musiało mieć na swoim komputerze wszystkie trzy aplikacje w celu zapewnienia ogólnej zgodności.

2. Odtwarzacz QuickTime

Na początku XXI wieku użytkownicy komputerów mieli już dostęp do sieci o zwiększonej przepustowości. Ułatwiało to strumieniowe przesyłanie im treści audio i wideo, odbieranych w domach i miejscach pracy. Coraz częściej stosowano również standardowe protokoły i formaty, takie jak TCP/IP, HTTP, HTML, w miarę jak Internet stawał się coraz bardziej skomercjalizowany, co doprowadziło do napływu do tego sektora inwestycji. W okolicach roku 2002 na rynek wszedł ujednolicony format do streamingu i na stronach oferujących hosting wideo szybko upowszechniło się oprogramowanie Adobe Flash.

W 2005 r. powstał pierwszy popularny serwis do strumieniowej transmisji wideo, YouTube, założony przez Steve’a Chena, Chada Hurleya i Jaweda Karima. Początkowo używano w nim odtwarzacza opartego na technologii Flash, udostępniającego wideo w formacie MPEG-4 AVC i audio AAC, z czasem przechodząc jednak na domyślne korzystanie z formatu HTML5. Rosnące zapotrzebowanie konsumentów na strumieniową transmisję na żywo skłoniło YouTube’a do wdrożenia nowej usługi dla użytkowników - strumieniowej transmisji na żywo.

A więc wojna!

Zmiany, których wszyscy się spodziewają, mogą przyjść jeszcze szybciej, niż podejrzewał Hastings, bo wg mediów zaczęły się "wojny streamingowe" (3). Na razie głównie w USA, ale akurat w tej branży, jak w żadnej innej, amerykański rynek, tamtejsze firmy i produkcje wytyczają wszystkim kierunek.

3. Wojny streamingowe

Gdy do boju z popularnym na całym świecie Netflixem, ruszyli tam Disney, Apple, AT&T, Comcast i inni, otrzymaliśmy znak, że należy się spodziewać ekspansji konkurentów poza Stany Zjednoczone. A oferowany na tamtejszym rynku produkt jest od dekad ceniony i chętnie konsumowany na całym świecie.

Time Warner (TWX) zadebiutował aplikacją HBO GO w 2014 r., bezpłatną dla abonentów swojego kanału kablowego. Dzień później CBS (CBS) ogłosił własną usługę streamingową, CBS All Access. Usługa transmisji strumieniowej online Hulu rozpoczęła produkcję i dystrybucję oryginalnego oprogramowania za pośrednictwem strony internetowej i aplikacji mobilnej. Z kolei Amazon opracowuje oryginalne treści obok tradycyjnej transmisji strumieniowej w usłudze Amazon Prime.

Sami zainteresowani zaprzeczają zwykle, że trwa jakakolwiek wojna, podkreślając, że ich oferty skierowane są do różnych grup odbiorców. Przed listopadowym debiutem Disney+, Bob Iger, wieloletni dyrektor generalny Disneya, nalegał, aby nowa usługa streamingowa firmy nie konkurowała bezpośrednio z Netflixem i innymi platformami.

- Z perspektywy konsumenta nasz produkt jest bardzo różny od tego, co kupuje się od Netflixa, Amazona i Apple - powiedział Iger w wystąpieniu na Uniwersytecie w Pensylwanii.

Także Tim Cook z Apple nie uważa, by działająca od kilku miesięcy usługa VoD firmy z jabłuszkiem w godle stanowiła konkurencję dla Netflixa. Zaś Eddy Cue, dyrektor wykonawczy Apple, który nadzoruje działalność firmy w obszarze treści wideo, wielokrotnie podkreślał, że Apple TV+ nie ma na rynku transmisji strumieniowej żadnego odpowiednika, z którym dałoby się ją porównać.

Nawet osoby reprezentujące nową usługę, u nas jeszcze niezbyt znaną, o nazwie Quibi, skupiającą się na krótkich strumieniach wideo w sieci mobilnej, również zaprzeczają, że biorą udział w jakiejkolwiek wojnie.

- Nie sądzimy, byśmy byli w trakcie wojny streamingowej - powiedział dla serwisu "The Verge" Jeffrey Katzenberg, założyciel Quibi i były szef Walt Disney Studios.

Wśród wielkich w tej rywalizacji Netflix (4) pozostaje w gruncie rzeczy jedyną firmą, której cała strategia opiera się na transmisji strumieniowej. Apple VoD pomaga sprzedawać iPhone’y i utrzymywać klientów w stanie pożądanego marketingowo oczekiwania na nowości techniczne. Z punktu widzenia Amazona streaming wspiera dystrybucję nowych abonamentów usługi Amazon Prime, mającej charakter szerszej oferty handlowej.

4. Netflix

Operatorowi telekomunikacyjnemu AT&T transmisja strumieniowa (HBO Max) dodaje abonentów i rozwija bezprzewodowy biznes firmy. Dla Disneya streaming jest sposobem na gromadzenie bezcennych danych konsumenckich, aby skuteczniej oferować całą gamę usług i produktów, parki tematyczne, filmy oraz programy TV. Comcast, który jest firmą podobną do AT&T, uruchomi wkrótce nowy serwis streamingowy Peacock, z podobnych powodów co wielki konkurent.

Ciekawe, że Hastings w końcu zmienił zdanie, zwracając uwagę na to, iż Netflix ma jednak konkurencję. Wyjaśniając inwestorom, dlaczego w ostatnim kwartale ub. roku jego firma pozyskała tylko dodatkowe 420 tys. abonentów, zamiast docelowych 600 tys., przyznał, że może to być wynikiem wzrostu cen oraz powstania Disney+ (i w mniejszym stopniu Apple TV+).

Wchodzi Disney i wszyscy przyspieszają

Nowo narodzoną gwiazdą rynku VoD ostatnich miesięcy jest właśnie transmisja strumieniowa Disney+, która jesienią pojawiła się na rynku jako jedna z najtańszych nowych usług. Ma wkrótce być dostępna również w innych krajach, w tym w Polsce, a kosztuje w USA jedynie 7 dolarów miesięcznie. To wprawdzie o ok. 2 dolary więcej niż Apple TV+, jednak Disney+ ma w ofercie szeroką gamę nowych, oryginalnych programów i filmów, a także głębokie archiwum treści.

Po trzech miesiącach działania usługi Disney ogłosił, że liczba abonentów przekroczyła 28 milionów. To prawie tyle samo, co cała baza abonencka działającej od trzynastu lat platformy VoD Hulu. Netflixowi osiągnięcie tego pułapu zajęło pięć lat. Takie usługi jak Apple TV+ nawet nie startują do tego rodzaju porównań.

Disney jest właścicielem wszystkich filmów z serii "Gwiezdne wojny", jak również produkcji Marvel Studios i Pixar. Do niego należy legendarna wytwórnia filmowa 20th Century Fox (teraz znana jako 20th Century Studios) i większość udziałów w kanale National Geographic. Disney+ ma w pierwszym roku zaoferować premiery dziesięciu oryginalnych filmów i 25 oryginalnych serii, w tym trzy produkcje związane tematycznie (spinoffy) z "Avengers". Wśród nowych treści znajduje się seria "The Mandalorian" (5), osadzona w świecie "Gwiezdnych wojen", która zdobyła już szaloną popularność, a mały Yoda ("baby Yoda") stał się wręcz ikoną kultury masowej. Jest to najchętniej oglądany nowy serial w serwisie - drugi sezon został zatwierdzony do produkcji.

5. Mały Yoda z serialu "The Mandalorian"

Aplikacja Disney+, zawierająca indywidualne segmenty odpowiadające wszystkim znanym markom w stajni Disneya, jest dostępna na wielu urządzeniach, w tym inteligentnych telewizorach LG i Samsung oraz telewizorach z systemem Android i Roku. Dostęp do usługi można uzyskać również z większości odtwarzaczy strumieniowych, konsol do gier oraz smartfonów z systemem Android i iOS, a także za pośrednictwem przeglądarek internetowych.

Udane wejście Disneya rozgrzało nastroje konkurentów. Dział AT&T WarnerMedia zapowiedział premierę HBO Max na maj 2020 r. W lipcu ma pojawić się wspominana usługa Peacock, czyli dzieło NBCUniversal i jej spółki matki, Comcast. Co ciekawe, w tym przypadku do pakietu włączony zostanie Xumo, który jest typową internetową platformą wideo (taką jak YouTube), z darmowymi treściami dla użytkowników. Ma to pomóc w promocji biznesowi VOD Peacock.

Do konkurencji dołącza skupiona na wideo mobilnym platforma Quibi (6). Nie należy jej lekceważyć, bo udało się przyciągnąć do niej kilka dużych hollywoodzkich nazwisk - Stevena Spielberga, Guillerma del Toro i Sama Raimiego, mających produkować dla serwisu horrory. Inną gwiazdą tej oferty ma być Morfeusz z "Matrixa", Laurence Fishburne, który wystąpi w produkcjach oryginalnych Quibi.

6. Quibi w telefonie

Komentatorzy, nawet jeśli nie lubią retoryki wojennej, nie wątpią, że obecnie zachodzą na rynku "post-telewizji" zmiany, które zdecydują o obliczu tego biznesu na co najmniej dwie dekady. Liczba graczy ostatecznie nie będzie duża, gdyż w dziedzinie oryginalnej produkcji filmowej, telewizyjnej i rozrywkowej koszty są tak wysokie, że jedynie odpowiednia skala przedsięwzięcia może pozwolić na rentowność. Bo trzeba mieć nowe hity własnej produkcji, o czym zarówno Netflix, jak i HBO GO doskonale wiedzą. To one ciągną popularność całej platformy.

Wyruszyć w świat jak Netflix

Amerykański rynek jest, jak widać, niezwykle konkurencyjny i ma swoje ograniczenia. Większość wymienionych wielkich rywali Netflixa prędzej czy później podobnie jak on ruszy w świat w poszukiwaniu nowych przychodów. Oczywiście filmy made in USA czy tamtejsze produkcje telewizyjne mają od dawna wysoką renomę na świecie, więc nie trzeba będzie nikogo specjalnie przekonywać do ich oglądania. Jednak Ziemia poza Ameryką nie pozostaje już w tej mierze całkowicie dziewicza.

Netflix dotarł już prawie wszędzie - międzynarodowa baza jego klientów jest o ponad 50% większa od amerykańskiej. W 2019 r. firma stworzyła lokalne biura, m.in. w Bombaju, Meksyku, Paryżu i Berlinie, produkując w tych krajach oryginalne treści. W ubiegłym roku w serwisie pojawiło się ponad 50 nowych sezonów programów w językach lokalnych, a w tym zadebiutuje ich 130. Okazuje się, że tworzenie wysokojakościowych produkcji w językach lokalnych rynków jest bardzo pożądane, gdy ktoś myśli o międzynarodowej ekspansji. Dla niektórych z wymienionych wyżej amerykańskich gigantów byłoby to zupełnie nowe doświadczenie. Dla innych - np. dla HBO, które m.in. uruchomiło w Polsce VoD HBO GO (7) jako drugim kraju po USA - już niekoniecznie.

7. Strona HBO GO Polska

Netflix trochę nie miał wyjścia. W latach 2018-2019 zanotował aż 55-procentowy spadek wzrostu liczby przyłączeń na rynku USA, zyskując jedynie 2,6 mln abonentów. To wciąż dużo - ponad 20% całkowitej bazy abonenckiej HBO Now w USA i prawie 10% całej bazy klientów Hulu, ale widać już było zbliżającą się w Ameryce ścianę.

Jednocześnie są na świecie obszary, w których Netflix ma do czynienia z ostrą konkurencją. Przykładowo, w Indiach tworzą ją: HotStar (należący do Disneya), JioTV (lokalny serwis VoD, oferujący transmisje sportowe i kanały na żywo) oraz Amazon Prime.

Bój o czas i uwagę widza

W sensie bardziej ogólnym walka toczy się nie pomiędzy różnymi platformami VoD, a nawet nie pomiędzy telewizją z Internetu a starą telewizją nadawczo-kablową, lecz o uwagę i czas odbiorców, ostatnio coraz częściej mobilnych. W tej grze wygrywa na razie, i to zdecydowanie, ktoś inny.

Zgodnie z raportem firmy App Annie (8), w 2019 r. YouTube mógł pochwalić się, że 70% całkowitego czasu, jaki ludzie spędzili na swoich telefonach, poświęcone było oglądaniu właśnie tej aplikacji. Warto dodać, że wśród propozycji na telefony z systemem Android, które dominują w 75% modeli używanych na świecie, YouTube stanowi jedyną opcję, niepochodzącą z Chin, czyli z obszaru, w którym zarówno Google, jak należący doń YT, są zablokowane.

8. Popularność streamingowych serwisów w mobilnym Internecie

Porównywanie YouTube’a z Netflixem i innymi płatnymi serwisami VoD budzi oczywiście pewne wątpliwości, bo chodzi jednak o różne modele działalności. YouTube jest platformą dla treści generowanych przez użytkowników, która opiera się na dochodach z reklam i bazie ich twórców. Netflix to usługa subskrypcyjna, inwestująca miliardy dolarów we własne produkcje. W miarę jak na rynek trafiają kolejne subskrypcyjne usługi strumieniowe (Disney+, HBO Max), nowe usługi strumieniowe oparte na reklamie (Pluto TV) oraz darmowe aplikacje krótkiego wideo (TikTok), rośnie konkurencja dla YouTube’a, ale jest to walka o to, kto w największym stopniu przyciągnie uwagę ludzi.

W tym sensie Netflix konkuruje nie tylko z Disneyem czy WarnerMedia, oferującymi podobne treści i modele działania, ale także z Google’em. Inaczej mówiąc, każda minuta spędzona na YouTube - oferującym zresztą także kablową telewizję YouTube TV (9) - czy na TikToku jest potencjalnie tracona dla treści wideo z płatnych serwisów VoD. I odwrotnie. Gdy widz wybierze rozrywkę w serwisie społecznościowym wideo zamiast treści z platformy streamingowej (nawet jeśli są one nieporównywalnie wyższej jakości), będzie to dla tej ostatniej porażka nieróżniąca się zasadniczo od porażki, którą tradycyjna telewizja od dawna ponosi w walce z Internetem o czas i zainteresowanie młodych ludzi.

9. YouTube TV

Może więc dobrze pismo nosem wyczuwają twórcy platformy Quibi, która chce zaoferować formaty wideo zbliżone do tego, co oglądamy na YouTube i TikToku, ale o znacznie wyższej wartości produkcyjnej? Stworzyli ją ludzie ze starej branży telewizyjno-filmowej, pragnący odejść od form, których trzyma się wciąż przebojowy Netflix, czyli pełnometrażowych produkcji i seriali, na rzecz najwyżej kilkuminutowych filmików. Niewątpliwie to ciekawy eksperyment.

Jak nadawać wideo w sieci nie stworzonej do wideo

Korzystający z Netflixa czy z YouTube’a, zwłaszcza ci młodsi, mogą nie wierzyć, że jakiś czas temu niemożliwe było w ogóle oglądanie i przesyłanie przez Internet filmów jakiegokolwiek rodzaju. Sieć na początku po prostu nie miała takiej przepustowości.

Wielu ekspertów wielokrotnie powtarzało, że Internet nie został stworzony do przesyłania strumieniowego wideo wysokiej jakości jednocześnie do milionów widzów. Ludzie mówią o technologii transmisji strumieniowej tak, jakby była to po prostu treść telewizyjna przesyłana przez Internet. Tymczasem bez zastosowania szczególnych rozwiązań Internet nie jest w stanie takiego prosto pomyślanego modelu obsługiwać.

Aby ominąć fundamentalne ograniczenia sieci, wykorzystuje się infrastrukturę content delivery network (ang. CDN), czyli duży, rozproszony system dostarczania w Internecie treści do wielu centrów danych i punktów wymiany ruchu (IX), które buforują i strumieniują przesyłanie danych, redukując potrzeby pamięci hostingowej. W ten sposób Netflix obniża swoje ogólne koszty operacyjne. W dodatku w ostatniej dekadzie łączność między urządzeniami stała się znacznie lepsza, zwiększając możliwość jednoczesnego dostarczania wysokiej jakości strumieni do widzów.

Netflix przez lata budował Open Connect, swój globalnie dystrybuowany CDN, aby nie musieć polegać na zewnętrznych usługach tego typu, świadczonych przez takie firmy, jak Akamai, CenturyLink czy Limelight. Tego rodzaju CDN-y mają jedynie najwięksi: Amazon - przez AWS CloudFront, oraz firmy technologiczne, takie jak Apple, Facebook, Google i Microsoft.

Sieci CDN umożliwiają szybsze dostarczanie filmów i oferują inne ważne korzyści. Łącząc serwery na całym świecie, tworzą ścieżkę, która skraca czas potrzebny do wysłania strumieni wideo z miejsca pochodzenia do użytkowników. Współdzielenie obciążenia przez sieć poprawia również skalowalność. Jest to najszybszy i niezawodny sposób dostarczania treści do dużej liczby użytkowników w dowolnym miejscu na świecie. Zapewnia obsłużenie dużej liczby widzów i dużej widowni na żywo.

Dobra sieć CDN pomaga w równoważeniu obciążenia, rozkładając ruch sieciowy równomiernie na wszystkie usługi, co ułatwia skalowanie szybkich skoków ruchu. W utrzymaniu bezpieczeństwa strony internetowej pomagają odnawiane certyfikaty SSL, które zapewniają wysoki standard szyfrowania, uwierzytelniania i bezpieczeństwa. CDN-y oferują dodatkową warstwę bezpieczeństwa i zapobiegają rozproszonym atakom typu DDoS (Distributed Denial of Service), które mają miejsce, gdy strona internetowa staje w obliczu wielokrotnych prób naruszenia.

Aby dostarczyć obraz wideo do dowolnego urządzenia, które oglądają widzowie (czy to na komputerze stacjonarnym, laptopie, smartfonie, tablecie, w smart TV, czy nawet na konsoli do gier), musi on przejść przez kilka etapów w modelu nazywanym over-the-top lub OTT.

Pierwszym jest pobranie lub rejestracja wideo, następnie transkodowanie (konwersja wideo z jednego formatu pliku na inny), zarządzanie, dostawa i odtwarzanie. W rzeczywistości wszystko to jest oczywiście o wiele bardziej skomplikowane. Nie istnieje jeden standard kodowania, więc pliki wideo muszą być "opakowane" w odmienny sposób dla każdej platformy, na którą są dostarczane - inaczej dla specjalnych odtwarzaczy wideo, takich jak Roku, niż dla PlayStation 4, przeglądarki w pececie, inteligentnego telewizora, czy urządzenia z systemem Android lub iOS.

Pojedynczy plik wideo może być opakowany dwadzieścia lub więcej razy w zależności od urządzenia, na jakie jest dostarczany. Urządzenie transkodujące odbiera zakodowany strumień wideo, który jest dekodowany na surowy materiał wideo, zmieniany, a następnie ponownie kodowany w wielu wariantach. Jeśli np. oryginalny strumień ma rozdzielczość 1080p, transkodowanie pomaga w tworzeniu alternatywnych strumieni, w rodzaju 480p i 720p. Ponieważ widzowie dysponują różnym zakresem prędkości sieci i możliwościami wyświetlania, transkodowanie pomaga im oglądać strumień na prawie każdym urządzeniu z zachowaniem przejrzystości.

Przesyłanie strumieniowe wideo wykorzystuje nagraną lub bieżącą zawartość. W przypadku transmisji na żywo zawartość jest jednocześnie rejestrowana i odtwarzana na żywo. Film jest następnie transkodowany, co oznacza, że zostaje konwertowany z jednego formatu pliku do drugiego. Zarządzanie obejmuje m.in. ochronę treści, zarządzanie cyfrowymi prawami autorskimi oraz dynamiczne umieszczanie reklam, jeśli stosuje się model biznesowy oparty na reklamach. Ostateczny strumień wideo jest następnie dostarczany przez Internet i dociera do widzów za pośrednictwem wielu urządzeń.

Netflix znany jest ze stosowania w swoich systemach czegoś, co nazywa "inżynierią chaosu". Na przestrzeni lat infrastruktura usługi rozwinęła się w celu obsługi coraz bardziej złożonych działań, zwłaszcza w sytuacji, gdy baza klientów jest rozproszona nieomal w dwustu krajach i służy 165 milionom klientów.

Netflix eksperymentował w zarządzaniu chaosem w systemie, aby opracować metody wykrywania i rozwiązywania drobnych problemów, zanim przerodzą się w kwestie paraliżujące działanie usługi. Stworzył swój własny program open-source o nazwie Chaos-monkey, który losowo powoduje małe problemy, śledzone i na bieżąco naprawiane przez inżynierów. Ma to pomagać w identyfikacji najbardziej wrażliwych części systemu oraz czynić go bardziej odpornym. Warto dodać, że Hulu również wykorzystuje inżynierię chaosu, głównie do obsługi telewizji na żywo.

Na rok 2015 r. datuje się rewolucja w technice wideo strumieniowego. Starsze protokoły streamingu, zbudowane na sieciach nakładkowych, niestandardowych protokołach i wyspecjalizowanych serwerach, zaczęły ustępować miejsca strumieniowaniu opartemu na HTTP.

Umożliwia to konsolidację ruchu sieciowego do HTTP za pośrednictwem portów TCP 80 i 443. Eliminuje też konieczność wdrażania osobnej infrastruktury pamięci podręcznej i zarządzania nią. Dodatkowo, nowoczesna transmisja strumieniowa wideo poprawia możliwości zarządzania na obrzeżach sieci. Nowoczesne protokoły strumieniowania wykorzystują istniejącą sieć HTTP, dzięki czemu firmy mogą obniżyć koszty.

Na żywo, czyli sto razy trudniej

Transmitowanie strumieniowe na żywo to podniesienie złożoności procesu transmisji strumieniowej o kilka stopni w górę. Im więcej widzów spodziewa się obejrzeć dany strumień, tym więcej kosztów dla platformy streamingowej, która musi przygotować się na wielki napływ równoczesnych użytkowników.

Stara dobra telewizja nie musiała martwić się o to, że skala jednoczesnego oglądania programu lub wydarzenia sportowego wpłynie na jakość transmisji. TVP, TVN czy Polsat od lat nadają tak samo na żywo, niezależnie od tego, czy ogląda to jedna osoba, czy 5 milionów; nie ma też żadnych dodatkowych kosztów z tym związanych. Zmiana na cyfrowe nadawanie naziemne nie miała tu znaczenia.

Tymczasem masowa transmisja na żywo dla platformy VoD oznacza konieczność wykupienia mocy zewnętrznych CDN-ów, w dodatku niestety tylko zgadując, ilu widzów zechce się podłączyć. Po zarezerwowaniu ciężkich terabajtów pojemności trzeba za nie zapłacić nawet wtedy, gdy w końcu nie zostaną wykorzystane.

Jakość interakcji między serwerami a użytkownikami opiera się na obciążeniu usługą strumieniowania; im więcej użytkowników próbuje uzyskać dostęp do usługi, tym większa jest jej jakość, chyba że istnieje wystarczająca przepustowość lub gospodarz korzysta z wystarczającej liczby sieci proxy.

Wdrażanie klastrów serwerów strumieniowych jest jedną z takich metod, gdy w sieci znajdują się serwery regionalne, zarządzane przez pojedynczy centralny serwer zawierający kopie wszystkich plików multimedialnych, jak również adresy IP serwerów regionalnych. Ten centralny serwer wykorzystuje następnie algorytmy równoważenia obciążenia i harmonogramowania w celu przekierowania użytkowników na pobliskie serwery regionalne zdolne do ich obsługi.

Podejście to umożliwia również serwerowi centralnemu zapewnienie strumieniowego przesyłania danych zarówno do użytkowników, jak i do serwerów regionalnych wykorzystujących w razie potrzeby biblioteki FFMpeg, wymagając tym samym od serwera centralnego potężnego przetwarzania danych i ogromnych możliwości przechowywania danych. W zamian za to obciążenie strumieniowej sieci szkieletowej jest zrównoważone i odciążone, co pozwala na optymalną jakość strumieniowego przesyłania danych.

W miarę jednak jak coraz więcej platform streamingowych zacznie nadawać na żywo transmisje sportowe, w tym np. olimpiadę w Tokio, liczba jednoczesnych widzów logujących się do tego samego strumienia przekroczy granice tego, co może obsłużyć streaming na żywo. A w tym przypadku skala już nie jest nawet zbliżona do tradycyjnej telewizji. Transmisja telewizji CBS przeprowadzona na żywo z finałów Super Bowl 2019 przyciągnęła średnio 2,6 miliona widzów równocześnie i osiągnęła szczytowy poziom 3,1 miliona jednoczesnych strumieni.

Do przedsięwzięć w tej skali niektórzy dostawcy usług transmisji strumieniowej przygotowują się więc miesiącami. W 2018 r. platforma Hulu pokazywała Super Bowl na żywo (10) po długotrwałych, żmudnych, szeroko zakrojonych testach obciążeniowych, rozbudowując systemy szybkiego skalowania, wprowadzając funkcje zabezpieczające przed ewentualną awarią oraz przeprowadzając symulacje najgorszych scenariuszy w trakcie pokazywania meczu.

10. Usługa Hulu Live TV

Jak widać, tradycyjna telewizja w ostatnim swoim bastionie, którym są masowe transmisje na żywo, zwłaszcza imprez sportowych, jeszcze się trzyma. Problem jednak ma charakter wyłącznie techniczny a nie kulturowy. Jeśli chodzi o nastawienie, to sieciowa publiczność wydaje się być już całkowicie gotowa na oglądanie na żywo w Internecie - czy to meczów, czy skoków, czy innych rodzajów sportowej rywalizacji.

Mirosław Usidus