Czy rozsądne maleństwa wystarczą do szczęścia? Odtwarzacze strumieniowe

Czy rozsądne maleństwa wystarczą do szczęścia? Odtwarzacze strumieniowe
Oto trzy małe urządzonka demonstrują funkcjonalne i parametryczne możliwości, jakie niedawno były domeną wielokrotnie droższych urządzeń high-endowych. W zasadzie docierają już do granic obszaru racjonalnych potrzeb, chociaż audiofile z pewnością nie przyjmą tego do wiadomości, szukając jeszcze lepszych, a więc rozglądając się wśród… znacznie droższych. Takich też nigdy nie zabraknie; jest popyt – jest podaż. Sprawa ma też inny wymiar.

Duża część nowoczesnych wzmacniaczy jest wyposażona w przetworniki C/A, a także w funkcje sieciowe. Paradoksalnie, dopóki są to wzmacniacze relatywnie tanie, wydaje się to sensowne – urządzenie jest wszechstronne, nie wymaga dodatków, i fajnie. Większość wzmacniaczy high-endowych unika takiego „doposażenia”, bowiem w bezkompromisowych systemach zbyt daleko posunięta integracja nie jest wskazana, ku czemu są argumenty zarówno racjonalne, techniczne, jak i… obyczajowe – posiadacze takich systemów pasjonują się tworzeniem rozbudowanych systemów i wcale nie przeszkadza im towarzyszący temu gąszcz kabli, które przecież też można doskonalić. Integrowanie w drogich wzmacniaczach funkcji strumieniowych jest niewłaściwe z jeszcze jednej, szczególnej przyczyny. Technika strumieniowania wciąż się rozwija, standardy się zmieniają, i układy supernowoczesne dzisiaj, nawet jeżeli jutro wciąż będą działać równie dobrze, na tle nowszych będą już „takie sobie”; nie musi to psuć nastroju posiadaczowi sprzętu średniej klasy, ale we wzmacniaczu za kilkadziesiąt tysięcy taka systuacja… będzie zmuszała jego właściciela do  poszukiwania rozwiązań, które przywrócą całemu systemowi dawny blask. Na pewno rozwiązań bardzo kosztownych.

Dlatego najrozsądniejsze wydaje się, aby przynajmniej do czasu ustabilizowania się standardów i parametrów transmisji sieciowej, „odpuścić” instalowanie takich układów we wzmacniaczach wyższej klasy, pozwalając im zachować ją  znacznie dłużej. Nie oznacza to, że ich użytkownicy mają wyrzec się słuchania muzyki z sieci. Z punktu widzenia „człowieka ekonomicznego” najrozsądniejszy byłby zakup niedrogiego, a przecież już teraz bardzo dobrego odtwarzacza strumieniowego, choćby jednego z testowanych, i jego wymiana na nowocześniejszy (ale wciąż w umiarkowanej cenie), gdy przyjdzie na  to  pora (ochota, konieczność, okazja) – nie będzie to wiązało się z dużymi wydatkami, a przyniesie doskonałe rezultaty. Oczywiście nie wszyscy dadzą się przekonać do… małych wydatków. W wersji high-endowej wymieniane będą ultradrogie odtwarzacze strumieniowe, i nic nam do tego.

Przedstawiamy w skrócie trzy niedrogie modele

Cambridge Audio MXN10

Cambridge Audio od samego początku postawiło na własną platformę Stream Magic, która należy dzisiaj do jednych z najlepszych systemów tego typu.

Na froncie MXN10 są cztery klasyczne przyciski sugerujące, że chodzi o system szybkiego wyboru. Pod każdym z takich tzw. presetów możemy zaprogramować np. listę odtwarzania lub internetową stację radiową, ale do ustalenia, co się tam znajdzie, niezbędny będzie już mobilny sterownik. Z przodu znajduje się też dioda informująca, czy z połączeniem sieciowym jest wszystko w porządku (obok niej widnieje symbol Wi-Fi, ale dioda monitoruje też połączenie kablowe).

Metalowa obudowa na pewno może się podobać, stwarza jednak pewną trudność w konstruowaniu grajków sieciowych. Nie da się załatwić komunikacji bezprzewodowej za pomocą anten „paskowych” (tak jak w urządzeniach z plastiku), trzeba je wyprowadzić na zewnątrz. W górnej części tylnej ścianki znajdują się więc dwa konektory, do których należy dokręcić anteny. Według oznaczeń obydwie pracują w trybie Wi-Fi, a jedna dodatkowo odbiera Bluetooth (SBC i ACC). Jednak najlepiej będzie zastosować kablowe połączenie LAN, a ta rutynowa rekomendacja ma w przypadku MXN10 szczególne znaczenie.

Za niemal wszystkie sieciowe operacje odpowiada system StreamMagic, chociaż rozszerzenie Connect dla Spotify i Tidala wymaga uruchomienia oddzielnej funkcji. Odtwarzacz nie wspiera MQA. Uruchomimy Apple AirPlay 2, Google Chromecast i system Roon, co wyznacza też strefowe możliwości odtwarzacza. Największe atrakcje są jednak związane z odtwarzaniem plików audio z zasobów „domowych” zarówno sieci, jak i nośników pamięci USB (które podłączymy bezpośrednio do odtwarzacza). W tym obszarze MXN10 deklasuje konkurentów, jego rozdzielczość sięga 32 bit/768 kHz oraz DSD512. Parametry takie zapewnia najnowszy scalak ESS Technology ES9033Q. Oprócz wyjścia analogowego (para RCA) są dwa cyfrowe – optyczne i współosiowe. MXN10 prawie nie wychodzi poza swoją zasadniczą rolę odtwarzacza sieciowego, nie ma żadnych wejść cyfrowych ani analogowych, z wyjątkiem gniazda USB-A, do którego podłączymy np. pendrive z plikami, chociaż to funkcja dzisiaj marginalna. Ponadto analogowy sygnał wyjściowy może być stały lub regulowany, dzięki czemu MXN10 można podłączyć bezpośrednio do końcówki mocy.

MXN10 nie ma pilota, do zdalnej obsługi służy aplikacja mobilna StreamMagic.

MXN10 to niemal „czyste” źródło sieciowe, bez wejść analogowych i cyfrowych.

NAD CS1

Urządzenie jest proste w formie i łatwe w obsłudze, chociaż zawiera wiele nowoczesnych funkcji. Gdy już je uruchomimy, nie będzie wymagało naszej uwagi.

Sygnał wysyła parą RCA, są też wyjścia cyfrowe (optyczne i współosiowe), a najpewniejszym sposobem połączenia z  siecią jest złącze LAN, chociaż w sprzyjającej „aurze” można skorzystać z Wi-Fi. Z tyłu jest też wyjście wyzwalacza oraz mikroprzycisk oznaczony setup. Jego rolą jest przywrócenie ustawień fabrycznych oraz wywołanie (trybu parowania) Bluetooth – to sposób trochę niewygodny. Gniazdo USB-C jest tylko złączem zasilającym – w zestawie znajduje się niewielki, ścienny zasilacz. Ponieważ obudowa jest w większości plastikowa, anteny umieszczono wewnątrz. W nawet niedrogich, ale nowoczesnych odtwarzaczach sieciowych standardem stają się Spotify Connect oraz Tidal Connect – są więc i tutaj (chociaż bez MQA).

CS1 radzi sobie ze  strumieniowaniem Apple AirPlay 2 oraz Google Chromecast, serwuje też wsparcie dla Roon oraz zapowiada rychłą certyfikację dla DLNA. Będzie to także oznaczało możliwość odtwarzania plików PCM 24 bit/192 kHz. Dalej CS1 nie sięgnie, nie zajmie się też DSD w żadnej odmianie. Bluetooth działa z kodowaniem SBC oraz AAC. Gdy CS1 wykryje sygnał Bluetooth, automatycznie nada mu priorytet, wyłączając moduł sieciowy.

Brak platformy organizującej wszystkie sieciowe wpływa na wstępną konfigurację urządzenia, bowiem CS1 nie towarzyszy firmowa aplikacja mobilna; do uruchomienia Wi-Fi zaangażowano więc systemy Apple AirPlay 2 lub Google Chromecast (przy LAN nic nie trzeba będzie robić).

Brak aplikacji to jednak także brak sterownika, menu i jakichkolwiek zaawansowanych ustawień, nawet regulacji poziomu wyjściowego (głośności). W pewnym zakresie pomogą w tym mobilne źródła i aplikacje (np. Spotify). NAD zwraca uwagę, że prosta regulacja cyfrowa ogranicza jakość (redukując rozdzielczość), więc lepiej posługiwać się wyłącznie regulacją we wzmacniaczu.

Przetwornik cyfrowo-analogowy to nie wszechobecny ESS Technology ani nawet AKM, lecz Texas Instruments PCM5142A; mimo że liczy sobie ponad 10 lat, przetwarza PCM 32/384 kHz, jednak jego potencjału CS1 w pełni nie wykorzystuje, bowiem żaden z sieciowych systemów (w przyjętej konfiguracji) tak wysoko nie sięga.

Skromna, ale niemal „bezobsługowa” funkcjonalność CS1 czyni z niego praktyczną, wygodną „przystawkę” do systemu Hi-Fi, bez wielkich ambicji, fajerwerków i… komplikacji.

CS1 to najmniej skomplikowane urządzenie tego testu.

WiiM PRO PLUS

Już 2 lata temu maleńki odtwarzacz Wiim Mini zawstydzał swoją funkcjonalnością i nowoczesnością wiele znacznie droższych urządzeń. 

Potem pojawiły się jeszcze ambitniejsze, chociaż wciąż niedrogie – Pro oraz Pro Plus, a nawet all-in-one Amp (wzmacniacz/DAC/streamer). Producent zapowiedział jeszcze lepszy model Ultra, ale pojawi się on dopiero pod koniec roku, a tymczasem najlepszy pozostaje Pro Plus. Wygląd nie zapowiada rewelacji, chociaż na tle konkurentów Pro Plus wygląda ciekawiej i nowocześniej choćby za sprawą sensorów dotykowych. Z przedniej ścianki można obsłużyć najważniejsze funkcje, jednak jeszcze lepiej nadaje się do tego aplikacja mobilna WiiM Home; w zestawie jest nawet tradycyjny sterownik. Oprócz wyjść analogowych i cyfrowych są też wejścia. Oczywiście jest gniazdo LAN, a także Wi-Fi i Bluetooth. Gdy Pro Plus wykryje połączenie przewodowe LAN, automatycznie odłącza cały moduł Wi-Fi tak, by ten nie wprowadzał niepotrzebnych zakłóceń. Strumieniowy potencjał Pro Plus jest bardzo satysfakcjonujący, ale zacznijmy przekornie – od dwóch ograniczeń. Po pierwsze, nie ma obsługi DSD; po drugie, maksymalne parametry dla PCM to 24 bit/192 kHz, a więc podobnie jak w CS1. Dalej będzie już słodko. Spotify oraz Tidal mają protokoły Connect, jest też MQA, można również sięgnąć po aplikację mobilną WiiM Home, której kompetencje są znacznie szersze. Zdefiniujemy tam np. dziesięciopasmową korekcję częstotliwościową, poziom napięcia na wyjściu analogowym, parametry wyjść cyfrowych, wejść analogowych (konwersja A/C), ustalimy czułość wejść.

Jest Apple AirPlay 2 oraz Google Chromecast, a nawet certyfikat Roon. Ponieważ sercem sekcji strumieniowej jest moduł LinkPlay, więc WiiM Pro Plus z łatwością odnajdzie się w strefowym środowisku z urządzeniami innych producentów, którzy korzystają z tego systemu.

Bluetooth pracuje z kodowaniem AAC oraz SBC. Konwersją cyfrowo-analogową zajmuje się scalak AKM AK4493SEQ z prestiżowej serii Velvet Sound. Układ ten radzi sobie nawet z sygnałami PCM 32 bit/768 kHz oraz DSD512, więc nie wszystkie jego możliwości zostały wykorzystane.

Z kolei sygnały z wejść analogowych trafiają do przetwornika Burr Brown PCM1861 o rozdzielczości 24 bit/192 kHz. Producent podkreśla, że poważnie potraktowano zagadnienie zegarów taktujących oraz zasilania (filtrowanie napięcia). 

Na niewielkiej powierzchni urodzaj gniazd – Pro Plus ma nie tylko wyjścia,
ale też wejścia (analogowe i cyfrowe).

Andrzej Kisiel