Celowe mylenie przeciwnika. Zwodnicze mapy Chin

Celowe mylenie przeciwnika. Zwodnicze mapy Chin
Każda mapa Chin, którą widzimy w sieci, wprowadza w błąd, o czym łatwo się przekonać – wystarczy dokładniej się przyjrzeć. I nie jest to przypadek, błąd ani niedociągnięcie.

Chińskie dane geoprzestrzenne różnią się od tych, pochodzących z reszty świata. Na Google Maps łatwo zauważyć anomalie, np. siatki ulic miast nakładające się na powierzchnię rzek przecinających te miasta, albo mosty urwane z tajemniczych powodów w środku biegu nad wodą i wyłaniające się nieco dalej z pustki, jakby zostały przesunięte. Pierwsza myśl jest taka, że chodzi o jakieś błędy i niedokładności, które mogą i powinny być poprawione, ale to kwestia jedynie techniczna. Otóż nie bardzo może być poprawione, bo chińskie władze nie uważają, że powinno.

Dostępne zdjęcia satelitarne Chin sprawiają wrażenie, że wystarczy np. siatkę ulic przesunąć nieco w lewo (lub na zachód), by wyrównać ją z obrazem satelitarnym. Jednak w rzeczywistości nie jest to takie proste. Eksperci badający zagadnienie zapewniają, że po przesunięciu siatki nadal występują niezgodności, a to most nie jest tam, gdzie powinien być, a to plac znów wypada tam, gdzie trudno się go spodziewać, bo to szczyt góry. O co chodzi? Czy jest w tym szaleństwie jakaś metoda? Jest, ale jest znana tylko uprawnionym organom chińskiej władzy.

Jak mapowana jest nasza planeta? Mapy świata wykorzystują geodezyjne układy odniesienia, oparte na punktach bazowych na całym świecie do zakotwiczenia pomiarów pozycji. GPS wykorzystuje World Geodesic Standard 1984 (WGS-84) jako standard odniesienia. Ten utrzymywany jest przez National Geospatial Intelligence Agency (NGA) w  Stanach Zjednoczonych. W praktyce oznacza to, że większość świata opiera się na amerykańskich konwencjach mapowania. Jest kilka krajów, które ustanowiły własne dane geodezyjne. Należą do nich Rosja i Chiny. Chiński układ odniesienia nosi nazwę GCJ-02, co tłumaczy się mniej więcej jako „nieliniowy algorytm poufnej mapy topograficznej”. Co ciekawe, GCJ-02 generalnie bazuje na WGS-84, ale zastosowano w nim celowo algorytm zaciemniający. To on odpowiada za losowe przesunięcia zarówno w szerokości, jak i w długości geograficznej, wahające się w granicach od 50 do 500 metrów. To jest właśnie owa metoda w szaleństwie – zdjęcia satelitarne w Chinach różnią się od współrzędnych GPS z powodu losowych przesunięć przez algorytm zaciemniający.

W jakim celu chińskie władze to robią? W 2002 roku chiński rząd uchwalił ustawę o geodezji i mapowaniu. Stanowi ona m. in., że tylko uprawnione podmioty zatwierdzone przez władze ChRL mogą podejmować działania geodezyjne i kartograficzne, co ostatecznie oznacza, że jedynie garstka kilkunastu firm ma pozwolenie na mapowanie Chin. Wszystkie te firmy są oczywiście chińskie. Jednocześnie wiadomo, że wiele innych podmiotów potrzebuje mapowania. Na przykład firma taka jak Pepsi chciałaby mieć mapy logistyczne do planowania dostaw, a Google chciałoby pokazać Chiny w Mapach Google. Wszyscy chętni do sporządzania map Chin pochodzący spoza Chin muszą mieć chińskiego partnera, który dostarcza im dane o chińskich lokalizacjach. Google np. współpracowało od 2006 roku z chińskim dostawcą map o nazwie AutoNavi. W praktyce wygląda to tak, że AutoNavi przekazywał Google informacje GCJ-02 do wykorzystania w mapowaniu, ale niektóre wrażliwe informacje pozostawały ukryte lub zablokowane; np. Mapy Google nie miały dostępu do niektórych obiektów wojskowych, lotnisk, strategicznych rezerw żywności itp.

W Chinach konwersja standardu GCJ-02 (zaciemnionych współrzędnych) na WGS-84 jest nielegalna. Istnieje grupa chińskich dostawców map, w tym np. wyszukiwarka Baidu, która oferuje programistom interfejsy API do konwersji WGS-84 na GCJ-02, ale żadnych narzędzi do konwersji odwrotnej. Innymi słowy, można przetłumaczyć swoje współrzędne na chiński system, ale nie można przetłumaczyć chińskich współrzędnych na światowy standard.

Mapy Google mogłyby wykorzystywać chiński system geodezyjny i wtedy lokalizacje, siatki ulic zgadzałyby się z widokiem satelitarnym, ale wtedy mapa Chin nie byłaby zintegrowana z  resztą map świata. Google wybrało więc inną opcję, w której widok z satelity nie zgadza się z danymi o lokalizacjach, gdyż te są „zaciemniane” przez chiński algorytm. Stąd to, co widzimy. 

Mirosław Usidus