Mrok katastrofalnej historii. Wszystko co może być - już było

Mrok katastrofalnej historii. Wszystko co może być - już było
Obawa, że potężna erupcja wulkanu może pogrążyć planetę w mroku i długotrwałej zimie, nie jest bezpodstawna. Jej uzasadnienie da się znaleźć w dramatycznych wydarzeniach historycznych.

Stratowulkan Tambora (1) jest wyższy, bardziej stożkowaty w przeciwieństwie do łagodnie nachylonych wulkanów tarczowych, takich jak Kīlauea na Hawajach. Zajmuje obszar o szerokości sześćdziesięciu kilometrów na indonezyjskiej wyspie Sumbawa, która jest częścią tzw. łuku Sundy, dużego łańcucha aktywnych wysp wulkanicznych utworzonych przez przesuwanie się płyty indoaustralijskiej pod płytę eurazjatycką, co znane jest jako subdukcja. W kwietniu 1815 r. wulkan ten wyrzucił około 150 kilometrów sześciennych materiału w serii gwałtownych eksplozji, które zakwalifikowały tę erupcję do poziomu 7 w skali eksplozji wulkanicznej (VEI) – drugiego najwyższego w tej skali. Wyższe na skali są tylko erupcje superwulkanów. Dla porównania, wielka erupcja Mount St. Helens w 1980 roku miała wartość 5 w skali VEI.

1. Kaldera góry Tambora, wulkanu, który spowodował jedną z największych erupcji w historii.
Fot. wikipedia.org

Po wybuchu Tambory ogromne, wysokie słupy popiołu opadały na okoliczne pola uprawne, a strumienie piroklastyczne spadały w kierunku morza, niszcząc po drodze całe wioski i powodując dalsze zniszczenia przez tsunami, gdy uderzały w wodę. Szacuje się, że w wyniku tego wydarzenia zginęło łącznie około 60…70 tysięcy osób. Jednak skutki erupcji Tambory były odczuwalne nie tylko w trakcie jej trwania i bezpośrednio po niej. W trakcie erupcji wulkanicznej dwutlenek siarki jest wyrzucany do atmosfery, gdzie może pozostawać przez wiele miesięcy, mieszając się z wodą i tworząc kwas siarkowy w aerozolu. Jego drobne kropelki odbijają światło słoneczne z powrotem w przestrzeń kosmiczną, co prowadzi do ochłodzenia dolnej warstwy atmosfery ziemskiej.

Erupcja z 1815 r. wyrzuciła sześćdziesiąt megaton siarki, w wyniku czego średnia globalna temperatura spadła o około 3°C. Jednak najbardziej ekstremalne skutki tej zmiany klimatu były widoczne na półkuli północnej, która w 1816 r. doświadczyła zjawiska znanego jako „rok bez lata”. Na przykład w Stanach Zjednoczonych w czerwcu w Nowym Jorku spadły obfite opady śniegu, a jeziora i rzeki w północno-zachodniej Pensylwanii były zamarznięte w lipcu. W Europie podobno w Irlan-dii nie przestawało padać przez osiem kolejnych tygodni, zaś w Azji zakłócenie pory monsuno-wej doprowadziło do suszy. Zakłócenia klimatyczne miały katastrofalne skutki, prowadząc do nieurodzaju, głodu, epidemii chorób i niepokojów społecznych, co często oznaczało kolejne ofiary śmiertelne.

„Śmierć słońca” sprzed półtora tysiąca lat

Nie był to jednak mimo wszystko „najgorszy rok w historii ludzkości”, jeśli spojrzeć szerzej i głębiej w historię. Za taki bowiem często uznaje się wydarzenia znacznie wcześniejsze. W 536 r. n.e. działo się, jeśli wierzyć kronikom i innym przekazom, jeszcze gorzej. Słońce przygasło, uprawy rolne przestały rosnąć, a ekosystemy przyrodnicze znalazły się na skraju załamania. Rzymscy i chińscy skrybowie pisali o przerażającym, bezbarwnym niebie, nietypowych dla cieplejszych pór roku opadach śniegu i masowym głodzie. Wszystko to mogło poważnie zaważyć na biegu historii.

W 536 r. n.e. miała miejsce tajemnicza „śmierć słońca”. Zaczęło się od erupcji wulkanu o ogromnej sile, z której większość świadków wydarzeń w krajach gęściej zaludnionych nie zdawała sobie sprawy, gdyż erupcja miała miejsce daleko od centrów ówczesnej cywilizacji. Próbki rdzeni lodowych z Grenlandii i Antarktydy ujawniają ślady ogromnych pokładów siarczanów z tego okresu, Według publikacji z 2008 r. w „Geophysical Research Letters”, odpowiada za to erupcja wulkanu na dużych szerokościach geograficznych, prawdopodobnie na Islandii lub na Alasce. Wywołała lawinę zaburzeń klimatycznych, a wkrótce potem, w 539 lub 540 r. n.e., wybuchł wulkan Ilopango w Salwadorze, zadając klimatowi kolejny cios, co nasiliło i przedłużyło globalne ochłodzenie. Erupcja Ilopango wyrzuciła prawie 44 km sześcienne materiału, przyćmiewając nawet erupcję Tambory w 1815 roku. Wybuch zniszczył osady Majów w regionie, zabijając natychmiast dziesiątki tysięcy ludzi i zmuszając ich do masowej migracji. Warstwa popiołu Tierra Blanca Joven, osad z erupcji Ilopango, rozprzestrzeniła się szeroko w Ameryce Środkowej i została nawet znaleziona na dnie morza u wybrzeży Salwadoru, co świadczy o jej ogromnym zasięgu.

Skumulowany efekt katastroficzny, w połączeniu z nieco wcześniejszą, tajemniczą (bo nie zidentyfikowano jej dokładnie) erupcją w 536 r., to spadek globalnej temperatury nawet o 2°C. Doprowadziło to m.in. do zakłócenia fotosyntezy i nieurodzaju na wszystkich kontynentach. Bazy łańcuchów pokarmowych załamały się – populacje planktonu morskiego zmniejszyły się, roślinność lądowa schła, gatunki roślinożerne miały trudności z przetrwaniem, co oczywiście wpływało na kolejne elementy łańcucha. Zakłócone zostały migracje ptaków, populacje owadów załamały się. Nawet mikroorganizmy w glebie spowolniły swoje procesy metaboliczne. Zmniejszenie populacji owadów również uderzyło w wiele łańcuchów pokarmowych. Spadły wskaźniki zapylania, co miało dalszy wpływ na rozmnażanie roślin. W społecznościach ludzkich oznaczało to masowy głód (2) – irlandzkie kroniki odnotowały trzy kolejne lata bez chleba. Potem nadeszła pandemia.

2. Reprodukcja obrazu Pietera Breughla Starszego pt. „Triumf śmierci”
– jedna z wielu wizualizacji czasu ciemności i katastrofy
Fot. wikimedia.org

W 541 r. n.e. we wschodniej części Cesarstwa Rzymskiego wybuchła epidemia dżumy justyniańskiej. Patogen, zidentyfikowany później jako Yersinia pestis, rozprzestrzenił się z przerażającą szybkością, zabijając być może nawet sto milionów ludzi. Jedna z teorii sugeruje, że przyczyną wybuchu pandemii było osłabienie stanu ekosystemów, w połączeniu z większą populacją gryzoni roznoszących patogeny.

Ostateczne historyczne rezultaty tych wydarzeń to zmiany krajobrazu politycznego i kulturowego na świecie. Na wszystkich kontynentach upadały królestwa, gospodarki się załamywały, a społeczeństwa przechodziły dramatyczne zmiany. Połączenie głodu, chorób i stagnacji gospodarczej zakłóciło szlaki handlowe i znacznie ograniczyło zdolność imperium do obrony swoich granic. Poważnie osłabione zostało Cesarstwo Bizantyńskie i perskie imperium Sasanidów, co w kolejnych wiekach uczyniło je podatnymi na najazdy Arabów i Turków. Kulturowe skutki to np. mit o brytyjskim królu Arturze, który może mieć swoje korzenie w tym okresie. Według niektórych historyków ówczesny kryzys spowodował wojny i migracje, które później stały się częścią legendy arturiańskiej.

Erupcje, które trudno zapomnieć

Jak widać, historyczne wielkie erupcje wulkanów miały ogromne znaczenie jako wyzwalacz kolejnych klęsk i katastrof. Jednak, by mieć tak katastrofalne skutki, jak te wyżej opisane, muszą to być erupcje o sile z górnych rejestrów skali. Siła erupcji wulkanicznych jest mierzona za pomocą wspomnianego już Indeksu Eksplozywności Wulkanicznej (VEI), systemu klasyfikacji opracowanego w 1980 roku, który jest nieco podobny do skali magnitudy trzęsień ziemi. Skala obejmuje zakres od 1 do 8, a każdy kolejny VEI jest dziesięć razy większy od poprzedniego. W ciągu ostatnich 10 tysięcy lat nie było żadnego wulkanu o VEI 8, ale było kilka bardzo potężnych i niszczycielskich erupcji, o których wyżej.

Oprócz opisanych, do tych wielkich wydarzeń należy też np. gigantyczna i obfita w historyczne konsekwencje erupcja góry Thera, ok. 1610  r. p.n.e. (VEI 7). Geolodzy uważają, że wulkan Thera na Wyspach Egejskich eksplodował z energią kilkuset bomb atomowych. Wyspa Santorini, na której znajdował się wulkan, była zamieszkana przez przedstawicieli cywilizacji minojskiej. Wybuch wulkanu poważnie zakłócił funkcjonowanie starożytnych cywilizacji w tym regionie. Wielkich zniszczeń dokonało tsunami, a spadek temperatury spowodowany przez ogromne ilości dwutlenku siarki musiał istotnie wpłynąć na klimat.

Położony na granicy obecnych Chin i Korei Płn. Changbaishan, znany również jako wulkan Baitoushan, który wybuchł w tysięcznym roku (VEI 7), wyrzucił materiał wulkaniczny aż do północnej Japonii, na odległość około 1200 km. Erupcja utworzyła również dużą kalderę o średnicy prawie 4,5 km i głębokości prawie 1 km na szczycie góry.

Erupcja Huaynaputina w 1600 roku (VEI 6) uchodzi za największą w Ameryce Południowej w zapisanej historii. Eksplozja mogła wpłynąć na globalny klimat. Lata następujące po erupcji w 1600 roku były jednymi z najzimniejszych od 500 lat. Popiół z eksplozji pokrył obszar o powierzchni 50 km kwadratowych na zachód od góry, który do dziś pozostaje pokryty warstwą popiołu. Kataklizm z 1600 roku zniszczył pobliskie miasta Arequipa i Moquengua.

Erupcja Krakatau z 1883 r. (VEI 6) bliższa jest naszym czasom (3). Gwałtowna erupcja tego stratowulkanu, położonego wzdłuż wulkanicznego łuku wyspowego w strefie subdukcji płyty indoaustralijskiej, wyrzuciła ogromne ilości skał, popiołu i pumeksu i była słyszalna na odległość tysięcy kilometrów. Eksplozja wywołała również tsunami, którego maksymalna wysokość fali osiągnęła 40 metrów i zabiła około 34 tysiące ludzi. Wyspa, na której niegdyś znajdował się Krakatau, została całkowicie zniszczona podczas erupcji.

3. Litografia przedstawiająca erupcję Krakatau z 1883 roku.
Fot. pl.wikipedia.org

Santa Maria w 1902 roku (VEI 6) była z kolei jedną z największych erupcji XX wieku. Gwałtowna eksplozja w Gwatemali nastąpiła po 500 latach uśpienia i pozostawiła wielki krater, o średnicy prawie 1,5 km, na południowo-zachodnim zboczu góry.

Wybuch Novarupty w 1912 r. (VEI 6), położonego w łańcuchu wulkanów na półwyspie Alaska, będącego częścią Pacyficznego Pierścienia Ognia, był największym wybuchem wulkanicznym XX wieku. Potężna erupcja wysłała w powietrze 12,5 km sześciennych magmy i popiołu, które spadły i pokryły obszar 7800 km² popiołem 30 cm warstwą.

Dobrze znana i opisana erupcja góry Pinatubo na Filipinach (VEI 6) w 1991 roku, stratowulkanu znajdującego się w łańcuchu wulkanów na Luzon na Filipinach, powstałych wzdłuż strefy subdukcji, wyrzuciła w powietrze ponad pięć kilometrów sześciennych materiału i stworzyła kolumnę popiołu, która wzniosła się na wysokość 35 km w atmosferze. Popiół spadł na cały kraj i gdzieniegdzie nagromadził się w takiej ilości, że dachy zawalały się pod jego ciężarem. Wybuch wyrzucił również w powietrze miliony ton dwutlenku siarki i innych cząstek, które zostały rozniesione po całym świecie przez prądy powietrzne i spowodowały spadek temperatury na świecie o około 0,5°C w ciągu następnego roku.

Ciemności nie tylko po wulkanach

Z wielkimi wybuchami dymiących gór wiążą się często przekazy o „mroku” i „dniach ciemności”. Takie dni znane są historycznie także z okoliczności niezwiązanych z erupcjami wulkanów.

Np. w 1762 r. nad amerykańskim Detroit zapadła dziwna ciemność. W liście opisującym ten dzień kupiec James Stirling określił wygląd słońca jako „czerwone jak krew i ponad trzykrotnie większe niż zwykle”. Dzień był tak ciemny, że trzeba było zapalić świece, a powietrze miało „brudny żółto-zielony kolor”. Najbardziej niezwykłe było to, że spadł ciemny deszcz, który wypełnił powietrze siarkowym zapachem i sprawił, że kawałek papieru, który trzymał Stirling, stał się czarny. Inny kupiec, John Porteous, poinformował, że ciemność była tak gęsta, „że często nie można było odróżnić mężczyzny od kobiety w odległości zaledwie 10 jardów na ulicy”. Powiedział, że czarny deszcz „wyglądał na białym papierze jak świeży atrament”. Pojawiły się również doniesienia o tej samej dziwnej pogodzie tuż za granicą w Kanadzie, gdzie zjawisko to nazwano po francusku pluie de suie (co oznacza „deszcz sadzy”). Do dziś nie ma jednoznacznego wyjaśnienia ciemności i czarnego deszczu. Stirling zapisał w swoim liście różne teorie – w tym plagę sprowadzoną przez Anglików, pożar lasu lub (jego zdaniem) „erupcję jakiegoś wulkanu lub podziemnego ognia”, którego siarkowa substancja „spotkała się z wodnistymi chmurami i spadła wraz z deszczem”.

Jeden z najbardziej znanych tajemniczych ciemnych dni w historii miał miejsce w Nowej Anglii w 1780 roku. Słońce wschodziło jak zwykle, ale wkrótce pojawiły się ciężkie chmury, które zasłoniły światło. W swoim dzienniku George Washington – walczący wówczas w wojnie o niepodległość w New Jersey – opisał chmury jako „ciemne, a jednocześnie przeplatane jasnym, czerwonawym światłem – na przemian rozjaśniającym się i ciemniejącym”. Lekarz z Massachusetts, Cotton Tufts, podobnie opisał chmury jako „o miedzianym wyglądzie” i skomentował nieprzyjemny zapach w powietrzu, „niektórzy porównywali go do zapachu wydobywającego się z płonącego komina, inni do zapachu unoszącego się z płonących bagien”. Abigail Adams, żona Johna Adamsa, również przebywała w Massachusetts w tym mrocznym dniu i opisała go jako całkowite zaćmienie. „O jedenastej w każdym domu zapalono świece, bydło schroniło się w stodołach, ptaki usiadły na grzędach, a żaby zaczęły rechotać” – napisała. W Connecticut odbywała się sesja stanowej legislatury, podczas której rozważano przerwanie obrad, czemu sprzeciwiał się Abraham Davenport. „Dzień Sądu Ostatecznego albo się zbliża, albo nie. Jeśli nie, nie ma powodu do odroczenia; jeśli tak, wolę być przyłapany na wykonywaniu swoich obowiązków. Pragnę zatem, aby przyniesiono świece”, oświadczył. Przyczyna zaciemnienia pozostawała nieznana przez wiele lat. Jednak około 20 lat temu naukowcy wysunęli teorię związaną ze śladami pożaru na słojach drzew w stanach nad Wielkimi Jeziorami i Kanadzie.

W 1938 roku mieszkańcy Jamalsko-Nienieckiego Okręgu Autonomicznego na Syberii doświadczyli niewyjaśnionego zjawiska pogodowego, które później nazwano ciemnością na Syberii. Tego ranka ludzie zaczęli zauważać, że chmury przybrały żółtawobrązowy odcień i stopniowo zmieniały kolor na czerwonobrązowy. O godz. 10.30 gęste chmury stały się czarne i całkowicie zasłoniły światło. Co jeszcze dziwniejsze, w okolicy zapadła cisza radiowa i nie dochodziły żadne sygnały. Meteorolodzy wystrzelili w niebo kilka rac, ale zniknęły one w gęstych chmurach. Po około godzinie, podczas której pogoda była całkowicie spokojna, ciemność zaczęła się rozjaśniać. Do dziś nie wiadomo, co spowodowało tę dziwną pogodę i ciszę.

Londyński smog był znany wcześniej, ale ten, który opadł na miasto na kilka dni pod koniec 1952 roku, przebił wszystko znano wcześniej. Gęsta zielonkawożółta mgła, nazywana „gęstą zupą grochową”, była częstym widokiem w mieście, ale 5 grudnia rano spaliny wydobywające się z fabryk i dym z domowych kominków utknęły nisko nad ziemią z powodu antycyklonu, czyli układu wysokiego ciśnienia, który zatrzymuje zimne powietrze pod ciepłym. Smog zasłaniał słońce aż do 9 grudnia, a codzienne życie w Londynie zostało poważnie zakłócone przez gęstą ciemność, której nie były w stanie przebić nawet latarnie. Wstępna liczba ofiar śmiertelnej mgły wynosiła cztery tysiące, ale badania z 2001 roku szacują, że około 12 tys. osób zmarło z powodu chorób serca i układu oddechowego. Cztery lata po Wielkim Smogu rząd brytyjski uchwalił ustawę o czystym powietrzu, która wprowadziła ograniczenia i nakazy mające na celu zmniejszenie zanieczyszczenia powietrza.

W miesiącach letnich słońce pozostaje na niebie nawet przez 20 godzin w Jakucji (znanej również jako Sacha), republice w syberyjskiej Rosji. Jednak w lipcu 2018 r. słońce w tajemniczy sposób zniknęło na trzy godziny, od około 11.00 do 14.00. Oprócz złowrogiej ciemności pojawiły się również doniesienia o zawieszającym się w powietrzu czarnym, brudnym pyłku. Nie wiadomo, co dokładnie spowodowało całko-witą awarię zasilania. Jeden z mieszkańców obwiniał za to „diabelskie działania”, podczas gdy inni wskazywali na możliwość zanieczyszczenia atmosfery dymem z pożarów lasów. Niezależnie od przyczyn, mrok zawsze miał opłakane skutki. 

Mirosław Usidus