Gorzki przebłysk geniuszu – Robert Kearns
Zaczął w swojej komórce pracować nad wynalazkiem, zgłosił patent i snuł plany biznesowe. Chciał założyć małą fabrykę w Detroit, stać się głównym dostawcą nowego typu wycieraczek i przejść do historii jako innowator przemysłu motoryzacyjnego. Niestety, nie wszystko poszło po jego myśli.
Od wypadku z szampanem po lekki deszczyk
Kearns urodził się w 1927 r. w Gary w stanie Indiana i spędził młodość w Detroit, w stanie Michigan, centrum rozkwitającego wówczas amerykańskiego przemysłu samochodowego. Jako dziecko zwiedził River Rouge firmy Ford Motor Company, największy wtedy kompleks fabryczny na świecie, i podziwiał innowacje giganta motoryzacyjnego.
Przesiąknięty od lat dziecięcych myślą, by również odegrać swoją rolę w historii tej branży, Kearns uzyskał tytuł magistra inżynierii mechanicznej na Uniwersytecie Detroit Mercy i rozpoczął pracę nad doktoratem w technologicznym instytucie Case, którą zakończył z sukcesem. Zdobył także certyfikaty w zakresie kontroli reaktorów jądrowych w Argonne National Laboratories. Podczas II wojny światowej służył jako kapral w armii, gdzie przydzielono go do Biura Służb Strategicznych, następnie Jednostki Służb Strategicznych, Centralnej Grupy Wywiadowczej, a później Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA).
Pracował w młodości nad różnymi wynalazkami niezwiązanymi z motoryzacją, np. grzebieniem do włosów dozującym brylantynę, wzmacniaczem głosu, balonem meteorologicznym, systemem nawigacji, ale nic nie wiadomo o dalszych losach tych pomysłów. W 1957 r. Kearns dołączył do Wydziału Mechaniki Inżynieryjnej Wayne State University, awansując na stanowisko profesora nadzwyczajnego (1963–1967). Następnie pracował jako inżynier dla kilku firm, w tym Bendix Aerospace Systems i Philco Corporation.
W 1953 roku ożenił się i, jak głosi przekaz, spędzając z żoną miesiąc miodowy, gdy otwierał butelkę szampana, został uderzony wystrzelonym korkiem, przez co prawie oślepł na lewe oko. W biografiach łączy się ten wypadek z jego głównym wynalazkiem, gdyż gdy dekadę później Kearns prowadził swojego forda galaxie w niewielkim deszczu, ciągły ruch piór wycieraczek silnie podrażniał jego wzrok. Wtedy zdał sobie sprawę, że podobnie jak powieka nie mruga w niezmiennym rytmie, ale porusza się wtedy, gdy oko jest suche lub gdy obcy obiekt wyląduje na jego powierzchni, powinna działać wycieraczka przedniej szyby samochodu, zmieniając tempo wycierania w zależności od zmieniających się warunków.
Na początku lat sześćdziesiątych wycieraczki miały tylko dwa ustawienia – jedno do lekkiego deszczu i jedno do ulewnego deszczu. Były sterowane przez system podciśnieniowy, który działał w sposób ciągły i nie pozwalał na żadne zmiany częstotliwości. W tamtych czasach przemysł motoryzacyjny zarabiał głównie na sprzedaży dodatków i ulepszeń. Coś takiego jak zaawansowana technologicznie wycieraczka przedniej szyby stwarzało szansę na dodatkowy zysk, z czego Kearns doskonale zdawał sobie sprawę.
Życie zamienione w walkę z korporacjami
Tak jak wspomnieliśmy na początku, zaczął budować w domu prototypy. Zaszył się w swojej pracowni ze stosem podzespołów elektronicznych, tranzystorami, kondensatorami i rezystorami. Zbudował prototypową konstrukcję, którą umieścił w czerwonym pudełku z napisem NIE OTWIERAĆ i zainstalował je w swoim fordzie galaxie. Potem pojechał do fabryki Forda, by przedstawić swój wynalazek, licząc oczywiście, że koncern kupi od niego licencję, a on otworzy własną fabrykę wycieraczek i stanie się głównym dostawcą w branży motoryzacyjnej.
45-minutowe spotkanie z zespołem inżynierów Forda było możliwe dzięki znajomościom, jakie miał w zakładach. Inżynierowie Forda, których na spotkaniu było, według wspomnień, dziesięciu, wyrazili zainteresowanie, ale powiedzieli, że wycieraczki muszą pracować przez trzy miliony cykli, by spełniać standardy. Kearns kupił więc akwarium, wypełnił je mieszanką oleju i trocin, zainstalował w środku parę swoich wycieraczek i pozwolił im pracować przez sześć miesięcy bez przerwy. Po pomyślnym przeprowadzeniu tego testu Kearns złożył pierwszy patent (2) na swoje rozwiązanie wycieraczek i wrócił do Forda. Przeprowadził kolejną serię prezentacji dla przedstawicieli Forda. Tym razem zaproponowali mu kontrakt. Jednak pod jednym warunkiem – ponieważ wycieraczki były „elementem bezpieczeństwa”, szczegóły techniczne wynalazku Kearnsa musiały zostać ujawnione przed podpisaniem umowy. Czując, że jest bliski spełnienia swojego marzenia, Kearns pokazał Fordowi, jak dokładnie działa jego urządzenie i został przyjęty do zespołu.
Po kilku miesiącach został zwolniony. Jak mu powiedziano, firma całkowicie samodzielnie wymyśliła własną wycieraczkę podobnego typu i nie potrzebowała już jego usług. W 1969 roku Ford zademonstrował pierwszą handlową wersję wycieraczki w samochodach modelu Mercury. Wycieraczki cieszyły się dużym wzięciem i wkrótce zostały przyjęte przez inne firmy z branży motoryzacyjnej. Do połowy lat 70., Chrysler, General Motors, Saab, Honda, Volvo, Rolls-Royce, Mercedes i dziesiątki innych znanych marek miały wersję wycieraczek działających w przerywany sposób w swoich samochodach.
Po przestudiowaniu zgłoszeń patentowych od Forda, General Motors, Chryslera i innych, zdał sobie sprawę, że wszystkie te firmy skopiowały kluczowe elementy jego projektu i włączyły je do swoich własnych zgłoszeń patentowych, bez jego zgody lub rekompensaty finansowej. Podobno gdy zdał sobie sprawę, że został okradziony z wynalazku, doznał załamania psychicznego i musiał spędzić dwa tygodnie na oddziale psychiatrycznym. Całkowicie posiwiał, ale wziął się w garść. Po powrocie do zdrowia wynajął prawnika i napisał do Forda skargę za naruszenie jego praw do patentu. Koncern odparł, że nie ukradł pomysłu Kearnsa, a jego patent był nieważny, ponieważ nie był „wystarczająco pomysłowy”.
W 1978 roku Kearns złożył przeciwko Fordowi pozew o naruszenie patentu, domagając się 350 milionów dolarów – 50 dolarów za każdy sprzedany przez Forda samochód wyposażony w wycieraczki. Ford użył wtedy broni typowej dla zasobnych wielkich korporacji. Zaczął grać na przeciąganie sprawy w nieskończoność, mając nadzieję, że Kearnsowi „zabraknie serca lub pieniędzy”. Prawnicy dziś interpretują strategię Forda jako politykę „skutecznego naruszenia”, wychodzącego z założenia, że taniej jest ukraść wynalazek i potem ewentualnie toczyć boje prawne, niż kupić licencję. Większość drobnych wynalazców po prostu nie może sobie pozwolić na wydawanie milionów dolarów na procesowanie się.
Jednak wynalazca po wynajęciu po kolei aż pięciu różnych firm prawniczych ostatecznie występował sam we własnym imieniu. Sprawa ta stała się jego obsesją do tego stopnia, że nie wytrzymująca presji żona złożyła pozew o rozwód. W miarę upływu czasu i trwania tej wieloletniej batalii prawnej w jego sprawie mniej zaczęło chodzić o pieniądze, a bardziej o walkę z wielkimi korporacjami. W pewnym momencie Kearns odrzucił ofertę ugody w wysokości 30 milionów dolarów, która oczyściłaby Forda z wszelkich wykroczeń. „Jeśli wyjdę stamtąd z niczym więcej niż czekiem, będę tylko pracownikiem Forda” – powiedział „Detroit Free Press”.
Po dwunastu latach w ramach ugody sądowej otrzymał ponad dziesięć milionów dolarów od Forda, ale nie był usatysfakcjonowany. Nie korzystał nawet z pieniędzy, które wygrał. W następnym roku ponownie stanął przed sądem, składając podobny pozew o na-ruszenie patentu przeciw Chryslerowi. Po raz kolejny reprezentował siebie – samotnego wynalazcę przeciwko gigantowi przemysłu samochodowego. Tym razem otrzymał 18,7 miliona dolarów. Kearns nazwał tę sumę „nagrodą pocieszenia” i w ramach protestu nie podejmował tych pieniędzy przez lata. „Kearns uzyskał pewne zadośćuczynienie w postaci 30 milionów dolarów ugody od Forda i Chryslera – czytamy w jego nekrologu w „Washington Post”. Ale nigdy nie uzyskał tego, czego szukał od samego początku: kontroli nad własnym wynalazkiem”. Jego batalia prawna stała się kanwą filmu fabularnego znanego pod polskim tytułem „Przebłysk geniuszu” z 2008 roku (3).
Mirosław Usidus
