Zjadani przez nudę, reklamy i zalew botów. Media społecznościowe
Głównymi przyczynami wskazywanymi przez ankietowanych przez Gartnera były: rozprzestrzenianie się dezinformacji, toksyczne bazy użytkowników i rozpowszechnienie botów. Spore są też obawy związane z wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji. Siedmiu na dziesięciu konsumentów zgadzało się, że większa integracja GenAI z mediami społecznościowymi zaszkodzi doświadczeniom prawdziwych użytkowników.
„Media społecznościowe pozostają głównym kanałem inwestycyjnym dla marketingu cyfrowego, ale konsumenci aktywnie starają się ograniczyć ich wykorzystanie”, komentowała te wyniki w opublikowanym raporcie Emily Weiss z Gartnera. „Znaczna część z nich twierdzi, że w porównaniu do sytuacji sprzed kilku lat, udostępniają na platformach społecznościowych mniej informacji na temat własnego życia”.
Wcześniejsze badania tej samej firmy wykazywały, że 72 proc. konsumentów uważa, że generatory treści oparte na sztucznej inteligencji mogą rozpowszechniać fałszywe lub wprowadzające w błąd informacje. Eksperci sądzą, że to szansa dla tych wszystkich, którzy publikują na platformach autentyczne treści. Jednak spadek zaufania może być zbyt silny, aby ta prawdziwa część Internetu mogła się obronić, zwłaszcza że zwykli użytkownicy mają problemy z odróżnianiem treści syntetycznych od autentycznych. Mogą to robić algorytmy, ale wiążą się z tym problemy, których piszemy w tym numerze MT w jednym z ar-tykułów w dziale „Horyzonty mgłą spowite”.
Treści, o które nikt nie prosi
Upadek mediów społecznościowych może nie dla każdego jest zauważalny, bo to nie tak szybki, trwający od lat i wijący się meandrami, proces, ale prawie każdy zapytany o to, po zastanowieniu, potwierdza zauważalność takiego zjawiska.
Niektórzy, nieco w opozycji do wyżej opisanych poglądów większości, szansy na ożywienie życia społecznościowego upatrywali w ekspansji sztucznej inteligencji. Na łamach „Forbesa” Peter Suciu przewidywał, że rok 2024 będzie rokiem, w którym sztuczna inteligencja zostanie połączona z doświadczeniem społecznościowym w Internecie. Chyba rację jednak mieli sceptycy, pytający z powątpiewaniem – kto chciałby robotów w swoich przestrzeniach społecznościowych, wśród znajomych i kontaktów.
Firmy oferujące usługi mediów społecznościowych coraz intensywniej ograniczają bezpłatne usługi sieciowe i ruch na stronach spoza platformy. Prowadzi to do obniżenia jakości treści – memy zastąpiły odsyłacze do wartościowych treści. Kanały są zapchane reklamami i polecanymi treściami, o które prawie nikt z użytkowników nie prosi i nie jest tym zainteresowany. Z każdym mijającym dniem da się odczuć, że doświadczenie mediów społecznościowych ulega degradacji, podążając stopniowo i niespiesznie do strefy „przestarzałości”, a co gorsza – martwicy i nudy (2).
Niektórzy patrzący nieco bardziej ogólnie komentatorzy zwracają uwagę na swoiste zbiorowe wypalenie. Media społecznościowe były i są inwazyjne, przytłaczające. Dla wielu osób stanowią obciążenie. Naukowcy pisali o „przeciążeniu funkcji systemu, nadmiarze informacji i przeciążeniu społecznościowym, co powoduje wyczerpanie użytkowników, a to z kolei prowadzi do zaprzestania korzystania z mediów społecznościowych”.
Ponadto coraz częściej z różnych względów, przeważnie politycznych, w różnych krajach świata platformy społecznościowe są zwalczane przez polityków i blokowane. Głośnym przypadkiem było wyłączenie platformy X w Brazylii decyzją sędziego za to, że Elon Musk nie zablokował wskazanych przez władzę kont. Wcześniej opinia publiczna żyła możliwością blokady TikToka w Stanach Zjednoczonych ze względu na obawy o dane Amerykanów gromadzone przez ten chiński serwis. Amerykańscy urzędnicy i prawodawcy od dawna wyrażają obawy, że chiński rząd może zmusić spółkę macierzystą TikToka, ByteDance, do przekazania danych zebranych od amerykańskich użytkowników. Do wyłączenia TikToka w USA ostatecznie nie doszło. Jest jednak kraj i to ogromny, który wcześniej zablokował tę platformę. To Indie.
W czerwcu 2020 r., po starciach na granicy indyjsko-chińskiej, w których zginęło co najmniej dwudziestu indyjskich żołnierzy, rząd w New Delhi zakazał korzystania z TikTok i kilku innych znanych chińskich aplikacji. Była to ogromna strata dla właścicieli TikToka, gdyż z tej chińskiej platofrmy w Indiach korzystało dwieście milionów ludzi. Nie minęło jednak wiele czasu, jak pojawiły się w indyjskim Internecie alternatywy. Rozpoczęła się zaciekła walka między amerykańskimi gigantami technologicznymi a krajowymi start-upami o wypełnienie luki. W ciągu tygodnia od wprowadzenia zakazu, Instagram, będący własnością Meta, zarobił, uruchamiając w Indiach naśladowcę TikToka, Instagram Reels. Google wprowadziło własną ofertę krótkich filmów wideo, YouTube Shorts. Rodzime alternatywy, takie jak MX Taka Tak i Moj, również zaczęły odnotowywać wzrost popularności i wzrost finansowania. Lokalne start-upy wkrótce jednak upadły, nie mogąc dorównać zasięgiem i siłą finansową amerykańskim firmom.
W listopadzie 2022 r. nowy właściciel Twittera, Elon Musk, ogłosił, że przywróci konta prawie wszystkich użytkowników platformy, którzy zostali zbanowani za naruszenie warunków korzystania z serwisu. Ta amnestia wzbudziła falę kontrowersji, przede wszystkim politycznych. Polityka może być ostatecznie kolejnym gwoździem do trumny dla social mediów, nie tylko ze względu na cenzurę i blokady wprowadzane i zapowiadane w wielu krajach, ale także z powodu niechęci użytkowników do platform, które godzą się na cenzurę.
Czy powolny upadek wkrótce przyspieszy?
Serwisy społecznościowe od swojego zarania łączą ludzi na bezprecedensową w sensie historycznym skalę globalną. Ludzie nigdy wcześniej nie mieli dostępu do tylu kontaktów. Pojawił się pewien problem, którego nie przewidywano. Okazało się, że sieć połączeń społecznych większa niż sto pięćdziesiąt osób przekracza zdolności ludzkiej interakcji społecznej. Powyżej tego limitu, czasem nazywanego „liczbą Dunbara”, trudno nam utrzymywać znaczącą komunikację. Ale możemy robić inne rzeczy. Wraz ze swoim rozwojem, media społecznościowe coraz częściej stawały się platformą docierania do audytorium na dużą skalę, nawet globalną. Media społecznościowe stały się jak tradycyjne media, pozostając w dużym stopniu zdemokratyzowane, przy obniżonej barierze dostępu dla publikujących i z drugiej strony tych, którzy chcą kontaktu z autorami publikacji. Jednak walka o zainteresowanie i zasięgi nie sprzyjała wzrostowi jakości proponowanych treści, co nie jest wielką niespodzianką. A spadek jakości odpycha kolejne grupy odbiorców. I krąg śmierci mediów społecznościowych się zamyka.
Facebook, Twitter/X czy Snapchat raczej szybko nie znikną z rynku. Ich rola uległa trwałej zmianie i wszystkie muszą stawiać od co najmniej kilku lat czoła silnej konkurencji ze strony nowszych platform mediów społecznościowych, które trudno uznać za źródła przekazów o choćby przyzwoitej jakości. Mowa głównie o TikToku, z jego algorytmami serwującymi niekończący się spektakl zamiast treści skłaniających do minimalnego choćby myślenia. Niektórzy specjaliści nie uważają nawet TikToka za serwis społecznościowy rozumiany jako sieć połączeń między ludźmi. To ich zdaniem raczej przypadkowe zbiegowiska oglądające rozmaite popisy, najczęściej marnej jakości.
Największe platformy mają od lat też inne, nierozwiązane i narastające problemy, o których w MT pisaliśmy już lata temu. Donosiliśmy np. już w 2017 r. o badaniach świadczących o masowym odpływie użytkowników poniżej 25 lat z Facebooka. Samemu Markowi Zuckerbegowi wymknęło się wtedy, że czas spędzany na Facebooku przez użytkowników skrócił się o blisko 50 milionów godzin dziennie. Przez te wszystkie lata nie było doniesień o odwróceniu tej tendencji. Wtedy też pojawiły się doniesienia o początkach schyłku gwiazdy pierwszej połowy ubiegłej dekady – Snapchata. W kolejnych latach było coraz gorzej, a w 2023 r. pojawiły się informacje o pierwszych stratach, jakie przyniosła platforma.
Wszystkie platformy, o których pisaliśmy przed laty i piszemy teraz, wciąż istnieją. O większości nie można powiedzieć, że są niedochodowe. Mało kto jednak przeczy, że ten rozłożony na wiele lat schyłek ma rzeczywiście miejsce. Być może, tak jak sugeruje Gartner, przyszły rok 2025 będzie rzeczywiście mocniejszym uderzeniem i przyspieszy ten trwający niemal dekadę proces.
Mirosław Usidus
