Lampa po japońsku - Kondo Overture PM-2i

Pierwsza wersja Overture PM-2i powstała w 2010 roku, potem pojawił się Overture-i, który został zastąpiony obecnym modelem PM-2i. Od początku nie zmienił się jednak zasadniczy układ, modyfikacji poddawano właściwie tylko komponenty. Z zewnątrz Overture wygląda dość zwyczajnie. Bez wzorniczych fajerwerków, nawet bez eksponowania lamp. Duża, „skrzynkowa” obudowa z płaskim srebrnym frontem, dwa pokrętła (głośność, wybór źródeł), jeden przycisk (zasilania) z diodą, logo, nazwa. Jak na high-end, surowo, ale ściśle w firmowym stylu.
Funkcjonalność sprowadza się do zadań podstawowych. Cztery pary RCA dla źródeł liniowych wyczerpują pulę wejść. Nie ma wyjścia słuchawkowego. Nie ma zdalnego sterowania.
Ekstremalnie purystyczny, lampowy wzmacniacz japoński, mimo że większość z nas kojarzy „japońszczyznę” z bogato wyposażonymi wzmacniaczami tranzystorowymi. „Wyczyszczenie” Overture PM-2i z wszelkich „naleciałości” tym skuteczniej przekonuje, że wszystkie wysiłki skupiono na parametrach i brzmieniu. Elementy są wysokiej klasy, gniazda RCA bardzo porządne, a terminale głośnikowe wręcz imponujące, z typowymi dla wzmacniaczy lampowych niezależnymi zaciskami dla obciążeń 8- i 4-omowych, wyprowadzonych z odpowiednich odczepów transformatorów wyjściowych.
Wszystkie gniazda osadzono na miedzianej tylnej płycie, która ma poprawić ekranowanie delikatnych (bo lampowych) układów od zakłóceń RFI.
Na przedniej ściance naniesiono informację o zastosowanych lampach wyjściowych i ich konfiguracji. EL-34 Push-Pull nie wzbudza wielkich emocji - to przecież rozwiązanie niekontrowersyjne i standardowe. Kondo jest znane ze stosowania lamp bardziej egzotycznych i kosztownych, jednak pojawiają się one w droższych konstrukcjach. Lampy EL34 pracują oczywiście w stopniu wyjściowym - po jednej parze na kanał (w układzie przeciwsobnym). Jednym z założeń było to, aby wzmacniacz miał przyzwoitą moc wyjściową i taka konfiguracja (wraz z odpowiednim układem) może ją zapewnić. Kondo zapowiada 30 W (w każdym kanale) i nie jest to maksymalny poziom, jaki można wycisnąć z takiej konfiguracji, ale często wyższa moc ogranicza inne parametry i ostatecznie jakość dźwięku. Kondo przekonuje, że pentodowy tryb pracy EL34, gwarantujący najwyższą moc, nie daje najlepszych rezultatów brzmieniowych.
Wstępne wzmocnienie przygotowują podwójne triody 6072, a stopień sterujący to (również triody) 12BH7. Wysokie wnętrze wzmacniacza Overture jest podzielone na dwa piętra za pomocą poziomej, miedzianej płyty, która wzmacnia skrzynkę mechanicznie, a także stanowi kolejną barierę dla zakłóceń typu RFI. Na górnym piętrze jest komplet lamp i transformatorów (zasilające i głośnikowe), a także przełącznik źródeł - klasyczny, obrotowy „wybierak” z nieosłoniętymi stykami, umieszczony blisko tylnej ścianki. Pojawia się on w ścieżce sygnału jako pierwszy, do wybieraka przylutowano krótkie odcinki przewodów połączone ze znajdującymi się obok gniazdami RCA. Wyjście z selektora źródeł trafia już do solidnych, ekranowanych interkonektów, następnie sygnał nurkuje poprzez szczeliny do dolnej komory. Potencjometr głośności (Alps) zabezpieczono dużą metalową osłoną.
Dolna, mniejsza komora wypełniona jest głównie układami pasywnymi. Chociaż na płytkach drukowanych są typowe ścieżki, to umieszczone na nich elementy w większości połączono bezpośrednio.
Kondo znane jest ze swojego przekonania do srebra. W wielu modelach transformatory głośnikowe mają srebrne uzwojenia. W Overture nawijane są drutem miedzianym, co możne popsuć smak tym, których przekonały argumenty o zdecydowanej wyższości srebra. Dla zainteresowanych Overture PM-2i mamy pocieszenie - parametryczna różnica (przewodności) między srebrem a miedzią jest tylko kilkuprocentowa; jednocześnie srebro jest mniej trwałe (ulega utlenianiu łatwiej niż miedź); ostatecznie subiektywne oceny brzmienia wskazują, że miedź brzmi cieplej, a srebro - jaśniej. Podsumowując, trudno przesądzić, że srebro jest bezwzględnie lepsze. Nie wydajemy tutaj w tej sprawie żadnego werdyktu, poza opinią, że z powodu miedzianych uzwojeń transformatorów głośnikowych Overture wcale nie musi brzmieć gorzej niż wzmacniacze z uzwojeniami srebrnymi. Inne różnice (układowe) prawdopodobnie będą miały większe znaczenie.
Podobnie dużą starannością wykazuje się inny japoński producent - Accuphase. Takie są przekonania i „wychowanie” konstruktorów japońskich, co ma też szerszy kontekst kulturowy. Jednocześnie każde działanie musi mieć umocowanie racjonalne, w inżynierii, w parametrach, choćby na dalekim miejscu po przecinku, ale nie tylko w „widzimisię” i poleganiu
na złotych uszach.
Potwierdzają to wyniki pomiarów, przeprowadzone przez Laboratorium AUDIO.
Zgodnie z informacjami producenta z jego witryny, moc powinna sięgnąć 2×32 W przy dość nietypowych (minimalnie wyższych od standardowych) zniekształceniach THD+N = 1,5%.
Według indywidualnego protokołu moc testowanego egzemplarza ma sięgać 34 W przy 5% THD. Tak wysoki próg THD+N może wydawać się tolerancyjny, ale wobec wzmacniaczy lampowych jest często stosowany.
Przy standardowych 1% THD testowany egzemplarz oddał tylko 13 W przy 8 Ω, ale już 21 W przy 4 Ω - wzrost przy niskiej impedancji to coś rzadkiego dla wzmacniacza lampowego.
Przesuwając granicę na 5% THD+N, uzyskaliśmy aż 50 W - czyli znacznie więcej, niż zadeklarował producent, tym razem niezależnie od impedancji obciążenia.
Dla wzmacniaczy lampowych trudnym sprawdzianem są charakterystyki częstotliwościowe, jednak fabryczna specyfikacja stawia Overture PM-2i w bardzo dobrym świetle; spadki –3 dB pojawiły się przy 8 Hz i przy spektakularnie wysokich 105/108 kHz (kanał lewy/prawy). Nasz zakres pomiarowy jest ograniczony do 10 Hz - 100 kHz, więc nie powinniśmy w nim odnotować nawet takich spadków… I nie odnotowujemy; przy 10 Hz i 100 kHz wynoszą one –1,8 dB dla 8 Ω i –2,6 dB dla 4 Ω. Charakterystyki dla obydwu obciążeń są niemal zbieżne. Biorąc pod uwagę konstrukcję lampową, to rezultat fenomenalny. Świadczy o pierwszorzędnych komponentach i wyjątkowej staranności w wielu miejscach układu. Szczególne brawa dla wykonawcy transformatorów głośnikowych.
Kolejnym typowym problemem wzmacniaczy lampowych, który jednak nie dotyczy Overture PM-2i, jest odstęp od szumów. W teście fabrycznym ustalono poziom 0,4 mV, co tłumacząc na przyjęty przez nas standard (czyli logarytmiczne odniesienie do wzorcowego napięcia 2,83 V) – 77 dB. Taki wynik wygląda już nieźle, ale nie jest jeszcze imponujący. Ważna jest jednak informacja o braku filtrowania A-ważonego, standardowo stosowanego i poprawiającego ten parametr. W takich warunkach w naszym teście odczytaliśmy imponujące 90 dB - to również jeden z najlepszych wyników, jakie uzyskaliśmy ze wzmacniaczami lampowymi. Z ciekawości pominąłem filtr A-ważony i uzyskałem 78 dB (co w zasadzie potwierdziło informacje producenta).
Wreszcie spektrum harmonicznych jest najbliższe oczekiwaniom względem wzmacniacza lampowego. Najsilniejsza jest druga harmoniczna (–56 dB), o 3 dB niżej leży trzecia, a w okolicach –80 dB jeszcze czwarta oraz piąta.
Współczynnik tłumienia ma wartość 8 - jest więc niski, co też typowe dla wzmacniacza lampowego.
Andrzej Kisiel