Inżynieria lądowa... Ciężary i przyjemności

Inżynieria lądowa... Ciężary i przyjemności
Na inżynierii lądowej można się nauczyć budownictwa przez duże B. W polu zainteresowań znajduje się tu wznoszenie budynków oraz rozmaitych obiektów, zarówno naziemnych, jak i podziemnych. Domy, mosty, drogi, kanały, zapory - to tylko niektóre projekty, jakie realizować może absolwent tego wydziału. Kształci się tu fachowców gotowych do pracy w praktycznie każdym środowisku. Chodzi bowiem o ten obszar inżynierii, który korzysta z wielu innych specjalizacji i dlatego śmiało można go nazwać interdyscyplinarnym. Zapewnia to również później szeroki wachlarz możliwości zarobkowych.

Nauka prowadzona jest dwustopniowo. Pierwszy etap stanowią studia inżynierskie. Trwają one - w zależności od uczelni - trzy i pół roku lub cztery lata. Następujące po nich półtoraroczne studia uzupełniające dają absolwentowi tytuł naukowy magistra, a także możliwość uzyskania uprawnień budowlanych.

Podobnie jak na innych wydziałach, tak i tutaj kandydat na studia ma do wyboru opcję stacjonarną i niestacjonarną. Ilość wiedzy, jaką posiąść powinni studenci dzienni i zaoczni, jest taka sama. Podejmując decyzję o trybie nauki, należy wziąć pod uwagę ilość czasu, który wykładowcy mogą poświęcić na dokładne przeanalizowanie i wytłumaczenie trudnych i często bardzo skomplikowanych zagadnień. Kandydat musi pamiętać, że decydując się na niestacjonarny tryb nauki będzie zmuszony włożyć w nią dużo więcej wysiłku i zaangażowania. Oczywiście ta forma ma też swoje zalety, w postaci możliwości wcześniejszego podjęcia pracy w zawodzie, a więc zdobycia praktyki, która jest o wiele wyżej ceniona przez pracodawców niż tryb, w jakim ukończyło się studia.

 

Top Five i krótka lista

Inżynierię lądową można studiować zarówno na politechnikach, jak i na uniwersytetach. Z relacji studentów wynika, że różnice pomiędzy tymi uczelniami są niewielkie, choć to na dyplomy politechnik pracodawcy patrzą przychylniejszym okiem. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że pochodzą one z uczelni stricte technicznych.

Z pomocą absolwentów Wojskowej Akademii Technicznej i Politechniki Warszawskiej spróbowaliśmy porównać oba wydziały. Jak się okazało, realizowany materiał jest bardzo zbliżony, choć poziom wydaje się być nieco wyższy na "Polibudzie" - ze względu na to, że tamtejsi wykładowcy są bardziej wymagający w trakcie oceniania wiedzy studentów (częściej ich oblewają!). Jednak niesprawiedliwością byłoby pominięcie faktu, że wszystkie kierunki na inżynierii lądowej mają wysoki poziom trudności, co wymaga od studentów wytężonej nauki i umiejętności przyswajania wiedzy. Absolwenci i studenci podkreślają, że nie są to studia dla leni, a jeśli ktoś liczy na prostą i łatwą naukę, niech nawet nie zawraca sobie tym wydziałem głowy.

Tezę tę potwierdzają informacje o ogromnej liczbie osób rokrocznie rezygnujących lub skreślanych z listy studentów z powodu trudności w "zaliczaniu" kolejnych przedmiotów. Tworząc TOP 5 tych najtrudniejszych, należy wymienić:

• wytrzymałość materiałów,

• "krechę", czyli geometrię wykreślną,

fizykę,

• mechanikę ogólną,

• mechanikę płynów.

Poza topową listą trzeba stworzyć osobną, bardzo krótką, na której znajdzie się tylko jeden przedmiot: matematyka. Wydawałoby się, że na studiach technicznych spotkamy tylko te osoby, które zaprzyjaźniły się z "Królową nauk" – i w zasadzie tak jest, z tym że przyjaźń ta często bywa bolesna i uciążliwa. Matematyka skutecznie może wydłużyć czas studiowania o kolejny rok, a co poniektórych nawet zniechęcić do dalszej nauki. Nie warto się jednak poddawać. Trzeba po prostu poświęcić jej jeszcze więcej cennego czasu, bo – jak twierdzą praktycy – z pewnością przyda się w pracy zawodowej.

Wysiłek się opłaca Inżynieria lądowa jest kierunkiem ściśle związanym z budowaniem nowych obiektów. W okresie boomu mieszkaniowego zapotrzebowanie na inżynierów z uprawnieniami rosło wprost proporcjonalnie do otwierania nowych inwestycji. W momencie przestoju na rynku zapotrzebowanie spadło, ale na inżynierów ciągle czekała praca. W chwili obecnej rynek ponownie się rozruszał, więc popyt znowu rośnie. Praca jest, ale by sięgnąć po najwyższe stawki, trzeba najpierw zgromadzić odpowiednio duże doświadczenie. Jeden ze studentów studiów uzupełniających przyznaje, że pracę na budowie rozpoczął już na studiach inżynierskich. Teraz jako majster - choć jeszcze bez uprawnień budowlanych - zarabia już ok. 6 tys. zł brutto. Dla porównania, studentka z tego samego roku dopiero od roku udzielająca się w biurze projektowym dostaje ok. 3 tys. zł brutto. Oczywiście należy pamiętać, że bardzo ważne są też umiejętności i predyspozycje do wykonywania danego zawodu, bo ostatecznie to za nie jesteśmy wynagradzani przez pracodawcę.

Dobrym rozwiązaniem okazuje się być łączenie kierunków ekonomicznych z budownictwem. Absolwentka Politechniki Krakowskiej wyznaje, że budownictwo interesowało ją zawsze, ale nie chciała tylko "siedzieć" na budowie. "Lądówka" poszerzona o ekonomię pozwala jej zarządzać budowami od strony finansowej na poziomie nie lokalnym a regionalnym.

Podstawą do rozwoju zawodowego jest także kształcenie językowe. Inżynier władający bardzo dobrze przynajmniej jednym językiem obcym ma do dyspozycji pracę na dużo większym obszarze i prawdopodobnie za dużo większe pieniądze niż jego kolega porozumiewający się tylko po polsku.

Nie można przy tym zapominać, że ukończenie studiów to nie koniec edukacji. Przed absolwentem pozostaje jeszcze uzyskanie uprawnień budowlanych, które można otrzymać, wypracowując określoną liczbę godzin w zawodzie i zdając dosyć trudny egzamin. Przejście tego egzaminu otwiera szerokie możliwości rozwojowe, za czym oczywiście podąża wzrost wynagrodzenia. Aż tak bardzo nie boli Studia na wydziale inżynierii lądowej to z pewnością dobry wybór dla każdego, kto chciałby budować coś więcej niż tylko konstrukcje z klocków pewnej duńskiej firmy. Jest to miejsce dla osób zdecydowanych na podjęcie wytężonej nauki i ciężkiej pracy w zawodzie, bo należy pamiętać, że mówimy o bardzo wymagającej profesji. Chodzi w niej nie tylko o umiejętności i wiedzę, ale także o zdolności interpersonalne, zdecydowanie w działaniu, elastyczność i sumienność. W niektórych przypadkach przydaje się również siła fizyczna. Oczywiście uczciwie trzeba przyznać, że w trakcie nauki ma się tu styczność nie tylko z ciężką pracą, ale i z przyjemnościami, do których studenci zaliczają również letnie praktyki. Ciekawe, że wciąż rośnie liczba kobiet studiujących inżynierię lądową. W dodatku okazuje się, że przeważnie kończą one naukę w terminie, a "oblewanie" przedmiotów jest domeną panów. Jeden z absolwentów budownictwa z dumą opowiada o tym, że swoją żonę poznał właśnie na tym wydziale. Studenci podkreślają, że generalnie na „lądówkę” trafiają fajni ludzie, z którymi lata wytężonej nauki nie bolą aż tak bardzo.