Zostań w domu, zamów taniej!
Nie wychodź z domu i zamów online swoje ulubione pisma 20% taniej. Skorzystaj z kodu rabatowego: czytajwdomu

Technika smart home rozwija się błyskawicznie

Technika smart home rozwija się błyskawicznie
Twój toster wspólnie z lodówką i mikrofalówką ustalają przez Wi-Fi, co zjesz dziś na śniadanie, a co na obiad. Elektroniczna waga zgłasza weto, bo zauważa u Ciebie symptomy tycia, więc zmienia Twoją dietę, weryfikując listy zakupów na warzywa, kiełki i inne niskokaloryczne produkty. W efekcie lodówka przesyła sygnał do banku żywności, że ze swojej zawartości sprzeda za połowę ceny wszystko, co tuczy, zamawiając za to zieleninę.

I to wszystko za Twoimi plecami. Wprawdzie kiedyś ustawiłeś system na to, by reagował w przypadku, gdy się zapuścisz, ale… żeby tak w ogóle bez schabowego?!

 

Głos przełomu

Jeszcze dziesięć lat temu pomysł zdalnego sterowania termostatem, oświetleniem i systemami bezpieczeństwa domu za pomocą smartfona wydawałby się fantastyką naukową. Od tego czasu wiele się jednak zmieniło, a rok 2017 okazał się wręcz rokiem inteligentnego domu. Liczba kupowanych i instalowanych urządzeń przystosowanych do tego typu rozwiązań rosła szybko i stale rośnie, a badania rynku spod znaku smart home przewidują, że do 2022 r. jego globalna wartość wyniesie ponad 50 mld dolarów. Już teraz rozwiązania takie jak systemy Google Home, Google Assistant, wirtualny asystent Alexa czy głośnik Amazon Echo upowszechniają się - zwłaszcza w USA - w błyskawicznym tempie, zaś sztuczna inteligencja stojąca za nimi zaczyna być coraz bardziej wyrafinowana.

Przełomem, który pozwoli na rzeczywiste umasowienie domowego Internetu Rzeczy (Internet of Things - IoT), może być sterowanie urządzeń głosem. Wspomniane rozwiązania Amazona na tym właśnie polegają. Jego Echo można nazwać głośnikiem podłączonym do Internetu, którym da się sterować głosowo. Dzięki temu jesteśmy w stanie włączać muzykę, zadawać pytania (np. o pogodę czy wiadomości), ustawiać powiadomienia, dodawać rzeczy do listy życzeń w Amazonie. Jednocześnie z Echo można się po prostu połączyć jak z każdym głośnikiem działającym przez Bluetooth. Za wszystko odpowiada Alexa - wirtualna osobowość w chmurze, którą Amazon promuje jako konkurencję dla Siri firmy Apple.

Amazon Echo w domu
Amazon Echo w domu
 

Kolejna generacja Echo i Alexy to sterowanie głosem otaczających urządzeń, a może po prostu systemu domowego. Docelowo wcale nie chodzi jednak o to, by mówić maszynie: "Włącz to, uruchom tamto i wyłącz owamto". Rzecz w tym, by móc systemowi powiedzieć: "Zrób w domu miły, relaksujący nastrój", a sztuczna inteligencja - znając nas dzięki uczeniu maszynowemu - zajmie się całą siecią domowego IoT. Włączy sama to, co trzeba, i wyciszy, co niepotrzebne, abyśmy poczuli się dokładnie tak, jak lubimy.

 

Liczy się system

W systemach tego typu główny administrator - np. terminal, program komputerowy, aplikacja smartfonowa lub też odrębne urządzenie - łączy się z siecią za pomocą np. Wi-Fi. Poprzez fale radiowe odbiera sygnały również z czujników rozmieszczonych w domu i jego pobliżu. Urządzenie poprzez Internet działa w tzw. chmurze, czyli przekazuje informacje zbierane z czujników do wszelkich zsynchronizowanych w tym systemie urządzeń komunikacyjnych.

Zamontowany na ścianie termostat Nest
Zamontowany na ścianie termostat Nest

Przez kilka lat symbolem smart home były głównie termostaty takie jak Nest. Innym wczesnym przykładem takiego rozwiązania jest zespół czujników Twine, współpracujący z aplikacją o nazwie Spool, która instalowała się w komputerze po podłączeniu Twine’a przez USB, a użytkownik wpisywał wtedy po angielsku proste polecenia logiczne. Inną propozycją tej klasy było tado° - rodzaj termostatu współpracującego ze specjalną aplikacją smartfonową, skoncentrowany na zarządzaniu chłodzeniem domu.

Producenci AGD pokazują ostatnio na różnych targach i wystawach kierunek drogi, którą zamierzają nas wprowadzić w erę cyfrowych zmian w domu. Chodzi przede wszystkim o odważne wykorzystanie w sprzęcie funkcjonalności Internetu Rzeczy. Typowym przykładem może być inteligentna pralka Siemensa. Wyposażona jest w specjalny czujnik, rozpoznający rodzaj tkaniny i stopień zabrudzenia, który potem przekazuje dane do komputera urządzenia, by odpowiednio ustawić temperaturę i program prania. Koniec więc z zastanawianiem się, „jak to prać”.

Ta sama niemiecka firma zbudowała też robota umiejącego sprawdzić zawartość lodówki, pokazującego listę przepisów dań, które możemy przyrządzić z tego, co się w niej znajduje, a na koniec będącego w stanie przesłać te informacje do piekarnika, który dobierze moc grzałki i czas pieczenia. Wszystko w pełni kontrolowane komendami głosowymi.

Z kolei inny producent z tej branży, Liebherr, wyposażył swoją lodówkę w kamerę, identyfikującą obiekty znajdujące się we wnętrzu, a następnie wysyłającą nam ich listę na telefon, umożliwiając w razie czego zamówienie brakujących produktów. Electrolux w kamerę wyposażył z kolei kuchenkę, która przesyła obraz z piekarnika na smartfona, by łatwo dało się sprawdzić, czy coś się przypadkiem nie przypala.

Wielu producentów pokazuje też rozwiązania oparte na inteligentnych asystentach, jak wspomniani Amazon Alexa czy Google Assistant - dzięki nim możemy głosowo sterować zarówno sprzętem AGD, jak i RTV, robić zakupy, odtwarzać ulubioną muzykę i filmy oraz kontrolować poziom jasności oświetlenia czy zmieniać kolor żarówek.

Oczywiście Internet Rzeczy działa dobrze i ma sens tylko wtedy, gdy ujęty jest w jednorodny system, w którym urządzenia się nawzajem rozumieją, komunikują i potrafią koordynować swoje działania. Takich platform jest już jednak sporo. Oferują je nie tylko firmy ściśle technologiczne, jak Google czy Apple, ale również np. przedsiębiorstwa specjalizujące sie w ochronie mienia i budynków, operatorzy telekomunikacyjni (w USA np. AT&T i Verizon), a także dystrybutorzy kablowi (Time Warner lub Comcast).

 

Wielki Brat wie, co lubisz przekąsić

Nie każdy podziela hurraoptymizm co do IoT i smart home. Zdaniem wielu ekspertów podstawowym problemem stanie się w tej dziedzinie kwestia bezpieczeństwa i prywatności. Prawdopodobnie kolejnym etapem w rozwoju technologii inteligentnego domu będzie przejmowanie danych właścicieli domów przez producentów czy dystrybutorów nowoczesnego sprzętu. Informacje, które użytkownik udostępnia inteligentnym urządzeniom (choćby dotyczyły tylko preferencji kulinarnych), staną się zapewne bardzo interesujące dla wielu firm.

Firma Verizon opatentowała kilka lat temu technologię, która pozwala zwykłej cyfrowej nagrywarce wideo śledzić i rejestrować zachowania osób przebywających w pomieszczeniu, w którym znajduje się to urządzenie. Zapisuje ono m.in. takie zachowania widzów, jak rozmowy, drzemki, spożywanie posiłku, obejmowanie się, podskoki, reakcje podczas transmisji sportowych. Mają być podstawą do trafniejszego dobierania reklam.

Ani pomysł monitorowania widzów nie jest jednak nowy, ani firma Verizon nie stanowi wyjątku. Wcześniej podobny system opatentował Comcast. Z kolei Microsoft opracował technikę wykorzystującą swoją znaną technologię Kinect do obliczania liczby osób korzystających np. z gry wideo. Pomysłodawcy tych wszystkich rozwiązań szermują na swoje usprawiedliwienie jednym argumentem - dobrem widza. Dzięki monitoringowi da się bowiem lepiej dopasować treści do odbiorców, czyli przede wszystkim nie atakować ich reklamami, które nie mają sensu i są negatywnie odbierane. Jednak perspektywa śledzenia przez inteligentną sieć sprzętów domowych wielu ludzi niepokoi.

Inteligentny dom zadba niemal o wszystko

Inteligentny dom zadba niemal o wszystko

 

Zwraca się uwagę, że zgodnie z prawami umasowienia inteligentne technologie domowe stają się stopniowo coraz bardziej dostępne dla głównego nurtu konsumentów, także cenowo. Gdy zaś ci przyzwyczają się do udogodnień związanych ze smart home, zaczną szukać i domagać się takich luksusów poza domem. Pierwsze będą zapewne ich miejsca pracy, często biura, które już teraz w dużym stopniu są oplecione przez IoT. Potem przyjdzie czas na całą sferę publiczną.

Problem z prywatnością oczywiście nie znika, ale historia Internetu - po czasy Google’a, Facebooka i smartfonów, które z prywatnością zrobiły to, co ubiegłoroczny huragan Irma z niektórymi karaibskimi wysepkami - uczy, że ludzie na ogół gotowi są w tej mierze na ustępstwa, o ile oferuje im się dobre usługi, działające systemy, wygodę i oszczędność czasu. Dobrze byłoby jednak, gdyby swoich wyborów dokonywali z pełną świadomością