Zostań w domu, zamów taniej!
Nie wychodź z domu i zamów online swoje ulubione pisma 20% taniej. Skorzystaj z kodu rabatowego: czytajwdomu

Zmierzch złotej epoki podróży

Zmierzch złotej epoki podróży
Czy naprawdę musimy pojechać do tych wszystkich miejsc, do których chcemy pojechać? Czy nasza fizyczna obecność jest konieczna w tym czy innym miejscu? Do niedawna takie pytania wydawały się niezbyt sensowne, bo przecież ruch i podróżowanie jest nie tylko koniecznością, ale też potrzebą człowieka i wartością samą w sobie. Teraz wielu zaczyna w to wątpić.

Mowa o do niedawna jednej z największych gałęzi przemysłu na świecie, z przychodami szacowanymi 5,7 biliona dolarów globalnie, zatrudniającej 319 milionów ludzi, czyli w branży turystyczno-podróżniczej pracował jeden na dziesięciu ludzi pracujących na naszej planecie. I nagle przyszedł koronawirus

Cios, jakim była i jest pandemia, o czym warto pamiętać, uderza nie tylko w linie lotnicze (1) i hotele, ale również dziesiątki innych branż, w tym w poważną część handlu, restauracje, branżę komunikacyjną i ubezpieczeniową i oczywiście w sektor technologiczny, który obsługuje i pomaga w rozwoju sektora podróży. Choć z drugiej strony, o czym pisaliśmy w jednym z ostatnich wydań MT zapaść podróży tradycyjnych może sprzyjać rozwojowi niektórych technik, np. telekonferencji, wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości itd.

Od pierwszych miesięcy roku po kolei odwoływane są wszelkiego rodzaju konferencje, imprezy wystawiennicze i targowe. Jeśli chodzi o znane imprezy o tematyce technologicznej, to do odwołanej już w lutym konferencji Mobile World Congress w Barcelonie dołączały wiosną wiodące targi branży telefonii komórkowej, Geneva Motor Show w branży motoryzacyjnej, konferencja F8 Facebooka oraz, jak na ironię, takie imprezy jak ITB Berlin, wielkietargi dla samej branży turystycznej. Każda impreza to dziesiątki a nawet setki tysięcy podróżujących ludzi mniej.

Według sondażu przeprowadzonego przez Global Business Travel Association wśród czterystu firm, prawie połowa z nich odwołała lub przełożyła już przynajmniej niektóre spotkania lub podróże. Organizacja szacowała, że nawet liczba podróży służbowych zmniejszy się nawet o 37 proc.

Gwałtowny i natychmiastowy spadek liczby podróży jest, według wielu komentarzy, porównywalny z tym, co miało miejsce po atakach z jedenastego września 2001 roku. Jednak wówczas znacznie szybciej zaczęło powracać zaufanie i podróżowanie. Natomiast pandemia COVID-19 przedłuża się i właściwie nikt jest w stanie powiedzieć, kiedy skończy się zagrożenie, obostrzenia i stan nadzwyczajny w całej infrastrukturze transportowo-podróżniczej.

Dotychczasowe kryzysy zdrowotne, takie jak epidemia SARS, wskazują, że ludzie będą skłonni do ponownego rozpoczęcia normalnej podróży, gdy tylko pojawi się poczucie, że jest to bezpieczne. Tak uważają eksperci. Z tego wniosek, że głównym problemem jest czas trwania tej sytuacji. Przedłużająca się sytuacja, w której ludzie są zniechęcani do podróżowania, czy to z powodu zagrożenia zdrowia, czy to z powodu uciążliwych zasad bezpieczeństwa, np. konieczności noszenia maseczek na pokładzie samolotów, stania w przeróżnych kolejkach z powodu ograniczeń liczby odwiedzających miejsca, do których chcieliby wejść, od restauracji po muzea, może wykończyć ten biznes. Bo choć ludzie bardzo chcą podróżować, to chcą zarazem, by to odbywało się w komfortowych warunkach, bez lęku i restrykcji.

Szybciej i więcej? A co z emisjami?

Pandemia koronawirusa jest bezpośrednim zagrożeniem, które może branże podróży wyniszczyć, ale należy pamiętać, że poglądy, iż podróżowanie, do jakiego przyzwyczailiśmy się w ciągu ostatnich dekad, może ulec wielkiej transformacji, pojawiały się już wcześniej. Niekoniecznie chodziło o zmierzch tej złotej epoki, ale o końcu podróży, jakie znaliśmy.

We wrześniu 2017 roku, w auli w australijskiej Adelaide, Elon Musk przedstawił robiącą wrażenie wizję nowej ery transportu. Pod koniec 40-minutowej prezentacji Musk pokazał wideo pokazujące wystrzelenie BFR (Big Falcon Rocket, dziś miejsce wielkiej rakiety SpaceX zajmuje Starship) z pływającego lądowiska u wybrzeży Nowego Jorku, wyjście pojazdu z atmosfery, okrążenie Ziemi i powrót na ląd na innej platformie morskiej w pobliżu Szanghaju. Całkowity czas podróży - 39 minut. "Jeśli budujesz urządzenie, aby udać się nim na Księżyc i Marsa, to dlaczego nie użyć go do podróży na Ziemi?" pytał Musk.

2. Elon Musk prezentuje szybkie podróże międzykontynentalne za pomocą Big Falcon Rocket

Pomysły szybkiego podróżowania za pomocą rakiet, co proponował Musk, przeplatały się z rozlicznymi doniesieniami o pracach nad nowymi, mniej hałaśliwymi samolotami naddźwiękowymi. Odkąd Air France i British Airways wycofały swoje floty samolotów Concorde w 2003 roku, cywilne podróże lotnicze zostały ograniczone do prędkości poddźwiękowych.

Entuzjaści superszybkich samolotów wskazywali, że ich wprowadzenie może bardziej zwiększyć intensywność podróży, nie tylko w skalach długodystansowych, ale także regionalnych, gdyż ludzkość szybko przerzucająca się z huba na jednym końcu świata do huba na drugim końcu, do dojazdów używać miała lokalnych połączeń w odpowiednio wzmożony sposób. Wizja intensyfikacji ruchu lotniczego to zarazem wizja coraz potężniejszych emisji gazów cieplarnianych do atmosfery ziemskiej. I tu, zdaniem wielu ekspertów, niezależnie od pandemii, ludzkość musi powiedzieć: stop!

W swojej wydanej w 2012 r. książce pt. "2050: Tomorrow’s Tourism", Ian Yeoman, profesor nowozelandzkiego uniwersytetu w Wellingtonie, który pisze o przyszłości branży turystycznej, nakreśla skomplikowany scenariusz, w którym skutki zmian klimatycznych, w połączeniu z silnymi regulacjami prawnymi mającymi na celu ich zwalczanie, eliminują podróże rekreacyjne na duże odległości, a nawet długie podróże samochodowe, które są zakazane. Turystyka w tej prognozie odbywa się w wielkich wirtualnych przestrzeniach, symulacjach atrakcji turystycznych. Jeśli do obostrzeń związanych z polityką klimatyczną państw dodamy przedłużające się zagrożenie pandemiczne, to ta wizja sprzed ośmiu lat nie wydaje się nierealna.

Wizjonerzy podobni do Yeomana nie ograniczają się w swojej futurologii do podróży turystycznych. Wielu z nich zwraca uwagę na nadchodzące zmiany w innych aspektach codziennego podróżowania i przemieszczania się ludzi, np. na rewolucję, która może czekać rolę samochodu w naszej cywilizacji. Dotychczas posiadanie samochodu było zjawiskiem wzmacniających nie tylko określony model transportu, ale wiele innych sfer, np. pracy, mieszkania, robienia zakupów itd. Można to opisać tak: parkowanie auta wymaga przestrzeni, co w dużym stopniu wymusza mieszkanie dalej od centrum miasta, co oznacza dłuższe dojazdy do pracy, co jest bardziej komfortowe w większym samochodzie, co wymaga jeszcze więcej miejsca do parkowania, i tak dalej.

Badacze społeczeństwa zauważają od kilku lat, że najmłodsi dorośli są mniej zainteresowani wejściem w ten cykl niż ich poprzednicy (co jest bardzo silnie zauważalne w tradycyjnie kręcącym się wokół samochodu życiu w USA). Internet i rozkwit nowych rozwiązań technicznych wzmacnia tę tendencję, podobnie jak życie z samochodem przyczyniało się do jeszcze silniejszej więzi samochodem. Usługi car-sharing i ride-hailing sprzyjają upowszechnianiu się zupełnie innego sposobu myślenia, w kategoriach transportu jako usługi zamiast przywiązania do własnego środka podróżowania. W nadchodzących latach pojawienie się autonomicznych pojazdów spowoduje zapewne dalsze zmiany w traktowaniu pojazdów.

Wszystkie te hektary miejsc parkingowych można przeznaczyć na środki transportu bardziej przystosowane do gęstego środowiska miejskiego - na przykład chronione pasy dla rowerów i hulajnogo podobnych pojazdów elektrycznych, komunikacja miejska i duże przestrzenie tylko dla pieszych (3).

3. Jedna z wizji miasta bez samochodów

To wszystko będzie wciąż potrzebne przy założeniu, że trzeba udać się gdzieś osobiście. W obliczu bardzo wysokich kosztów nieruchomości komercyjnych w wielkich miastach wiele firm rezygnuje z biur fizycznych na rzecz telepracy i roboczych przestrzeni wirtualnych. Zjawisko to było znane na długo przed pandemią. Teraz jedynie upowszechniło się, a firmy dostrzegły, ile mogą zaoszczędzić, jeśli przestaną upierać przy tym, żeby wszyscy koniecznie w określonych godzinach przebywali w biurze.

Przyspieszona edukacja w dziedzinie pracy i nauki na odległość, jaką w ostatnich miesiącach przeszliśmy, nie kwestionuje wprawdzie całkowicie idei podróżowania, ale każe nam poszukać nowego podejścia, inaczej spojrzeć na coś, co stało się rutyną współczesnej cywilizacji, od codziennego przemieszczania się do pracy i szkoły po dalekie wyjazdy. Koniec owej "złotej ery" nie musi oznaczać końca podróży, ale z pewnością koniec beztroskiego i bezrefleksyjnego przenoszenia się, gdziekolwiek tylko mamy ochotę lub wydaje nam się, że musimy być.

Mirosław Usidus