Wojna o neutralność sieci

Wojna o neutralność sieci
Choć Internet powstał w kręgach militarnych, które zwykle trudno posądzać o neutralność, z biegiem czasu stał się symbolem nieskrępowanej wolności i równości, bo każdy może z niego korzystać na takich samych zasadach. Sieć to jednak również wielki biznes…

Jak definiowana jest neutralność sieci? Najogólniej w ten sposób, że podmioty świadczące usługi internetowe, firmy lub instytucje rządowe nie nakładają żadnych ograniczeń na dostęp użytkowników do sieci. Inaczej mówiąc, użytkownik ma pełny i równy dostęp do wszystkich usług i treści, z jakich pragnie skorzystać.

 

Lepsza sieć - dla tych, którzy płacą

Pomysły godzące - wg wielu orędowników neutralności - w te zasady pojawiły się w ostatnich miesiącach w Stanach Zjednoczonych. Jeden z przewodniczących amerykańskiej Federalnej Komisji Łączności (FCC), Ajit V. Pai (1), człowiek wywodzący się z lobby dużych firm telekomunikacyjnych, wrócił niedawno do nie tak wcale nowych idei podzielenia usług sieciowych na te lepszej i gorszej jakości. Jego zdaniem, przepisy dotychczas chroniące neutralność spowolniły innowacyjność i inwestycje w sektorze IT.

Ajit V. Pai
1. Ajit V. Pai

Już od dawna operatorzy dążą do ustanowienia takich zasad, które umożliwiają dostarczanie niektórych treści szybszymi łączami, za co oczywiście pobierane byłyby odpowiednie opłaty. Jak argumentują wielkie firmy, pozwalałoby to lepiej finansować rozwój całej infrastruktury sieciowej.

… i cenzurować niewygodne dla korporacji czy władz treści - dopowiadają przeciwnicy proponowanych rozwiązań. A jeśli proponowane nowe zasady wejdą w życie w USA, to, jak uczy internetowe doświadczenie, powielać je zaczną inne kraje. W Europie również znalazłoby się wielu przeciwników neutralności sieci. Z drugiej strony, w niektórych państwach, np. w Holandii, wprowadzono regulacje gwarantujące ochronę neutralności.

Przepisy prawne ustanowione na terenie Stanów Zjednoczonych w 2015 r. zakazywały dostawcom usług internetowych blokowania czy też spowalniania łączności z jakimikolwiek zasobami sieciowymi. Ich wycofanie, co proponuje właśnie Ajit Pai, pozwoliłoby operatorom sieci na pobieranie opłat za wynajęcie szybkiego łącza dla serwerów danej firmy, by użytkownicy mogli się z nimi połączyć szybciej niż z innymi serwisami. Nazywa się to "płatna priorytetyzacja".

Najwięksi dostawcy usług internetowych, którzy sprzeciwiali się regulacjom w 2015 r. - AT&T, Verizon Communications i Comcast - zapewniają, że popierają niezależność Internetu i nie mają zamiaru blokować jego zawartości, nawet przy braku takich zobowiązań prawnych. Przeciwnicy argumentują, że zezwolenie na "płatną priorytetyzację" doprowadzi do "zniszczenia z natury otwartego i neutralnego Internetu, który pozwala mniejszym biznesom konkurować z większymi, mającymi znacznie większe fundusze".

 

Dzień Neutralności

Projekty formułowane przez Ajita V. Paia spotkały się z szybką reakcją obrońców neutralności w USA. Grupa The Internet Association wezwała amerykańską Federalną Komisję ds. Łączności, by zrezygnowała z planów wycofania przepisów gwarantujących zachowanie neutralności. W skład tej protestującej koalicji wchodzą m.in. Alphabet (spółka macierzysta Google’a), Facebook, Amazon, Microsoft, Netflix i Twitter. Jej członkowie podkreślają, że odejście od neutralności sieci zniszczyć może panującą obecnie równowagę, która "pozwala na rozwój i innowacyjność w tym sektorze". Ich zdaniem, działanie to zaszkodzi przede wszystkim konsumentom. Dostawcy usług internetowych odpowiadają, że generujące ogromny ruch serwisy wideo (np. YouTube) powinny płacić za obciążenie sieci i związane z tym inwestycje.

Niektórzy zauważają, że spór ma wymiar raczej biznesowy niż polityczny. Według nich operatorzy po prostu chcą, aby firmy takie jak Google, Facebook czy Netflix w większym stopniu dzieliły się z nimi ogromnymi zyskami, które osiągają przecież dzięki ich łączom. W tym kontekście należy patrzeć na nieustanne oskarżenia dostawcy usług firmy Verizon, że dławi usługi wideo Netflixa.

Demonstracja w obronie neutralności sieci
2. Demonstracja w obronie neutralności sieci
 

Pojawiły się też opinie, że obecne wzmożenie kampanii wokół zasad "priorytetyzacji" ma związek z boomem kryptowalut. Poziom usług internetowych może mieć na nie wpływ. Za pomocą ograniczania neutralności sieciowej da się zarówno wpływać na wartość np. bitcoina, jak też objąć wirtualny pieniądz innymi formami kontroli, np. podatkowej.

12 lipca 2017 r. ogłoszono Dniem Neutralności Internetu. Odbyła się nawet demonstracja przed Kongresem Stanów Zjednoczonych (2). W proteście uczestniczyło ok. 180 organizacji i firm, m.in. Fight for the Future, Free Press, Progress Demand, Mozilla, Amazon, Twitch i Netflix. W ostatniej chwili akcję poparły Google i Facebook. Na stronach uczestników manifestacji internauci mogli zobaczyć komunikaty, informujące o proteście (3). Część stron wyświetlała animacje ładowania zawartości, zamiast niektórych grafik i przycisków.

Komunikat wyświetlający się na stronie internetowej w ramach akcji obrony neutralności sieci
3. Komunikat wyświetlający się na stronie internetowej w ramach akcji obrony neutralności sieci

 

Europejskie niejasności

W Europie od lat trwa dyskusja na temat rozróżnienia "usług specjalistycznych" od publicznego otwartego Internetu. Dwa lata temu Parlament Europejski przyjął nowe przepisy dotyczące neutralności sieci. Wielu obrońców neutralności zwraca jednak uwagę, że poprawki, które miały zagwarantować faktyczną równość wszystkich danych w sieciach europejskich, nie zostały przyjęte.

Zaproponowane rozwiązania, które pokrywały się z wcześniejszymi pomysłami Niemiec, zakładają, że równy dostęp do wszystkich usług gwarantowany będzie dla całego "otwartego Internetu", przy czym "otwarty Internet" to nie po prostu sieć, ale jedynie jej "poziom”, przeznaczony dla zwykłych użytkowników. Poza "otwartym Internetem" nowe regulacje postulują wprowadzenie "usług specjalistycznych", które nie będą musiały podlegać zasadom neutralności. Jedynym wymogiem jest to, by nie pogarszały jakości działania "otwartego Internetu".

Postawa europejskich prawodawców jest mocno niejednoznaczna, bo z jednej strony zapewniają, iż operatorzy będą mieli prawo zaoferować usługi specjalistyczne (np. Internet nadzwyczajnej jakości niezbędny do realizacji wyspecjalizowanych usług), a z drugiej podkreślają, że wolno tak robić tylko pod warunkiem, że nie wpłynie to negatywnie na ogólną jakość Internetu.

W tej sytuacji panuje przekonanie, że wszystko i tak będzie zależeć od krajowych przepisów. A nastawienie do tych kwestii państw Unii Europejskiej jest bardzo różne. W Niemczech np. kanclerz Angela Merkel otwarcie wezwała do podzielenia sieci na dwie prędkości, bo wg niej będzie to sprzyjać innowacyjnym usługom. W Holandii, jak wspomnieliśmy, w zasadzie neutralność jest chroniona prawem, jednak nie wszystko jest takie proste. Gdy T-mobile zaoferował bezlimitowy dostęp do jednej z usług muzycznych, tamtejszy organ ochrony konkurencji nakazał firmie wycofać się z tej oferty, jako niezgodnej z holenderskim prawem. Sąd stwierdził jednak, że pozwalają na to zasady Unii Europejskiej dotyczące neutralności Internetu.

Spór o neutralność to zderzenie dwóch zasadniczo odmiennych sposobów myślenia o Internecie. Jeden z nich traktuje sieć jako coś w rodzaju publicznej infrastruktury, z której każdy ma prawo korzystać na równych prawach. Drugi zwraca uwagę, że wielka część Internetu to biznes - nie można więc oczekiwać, że za finansowanie wymaganego do rozwoju biznesu rozwoju infrastruktury płacić będą jedynie dostawcy usług sieciowych.

W krajach demokratycznych - jak widać na przykładzie Europy - spór ten prowadzi na razie do kompromisów, w sposób mniej lub bardziej udany próbujących łączyć sprzeczne oczekiwania i interesy.

Mirosław Usidus